<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Przegląd Powszechny &#187; Krzysztof Ołdakowski SJ</title>
	<atom:link href="http://www.przegladpowszechny.pl/author/autor50/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.przegladpowszechny.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 09 Jan 2012 13:41:45 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Musi się chcieć</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Jan 2012 14:37:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Temat numeru]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=1072</guid>
		<description><![CDATA[Osoba pozostawiona z problemami psychicznymi sama sobie wcześniej czy później „wyląduje” u lekarza. Bo zła kondycja psychiczna zawsze obciąża zdrowie fizyczne. Z profesorem Mirosławem Dłużniewskim rozmawia Krzysztof Ołdakowski SJ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Osoba pozostawiona z problemami psychicznymi sama sobie wcześniej czy później „wyląduje” u lekarza. Bo zła kondycja psychiczna zawsze obciąża zdrowie fizyczne. Z profesorem Mirosławem Dłużniewskim rozmawia Krzysztof Ołdakowski SJ<span id="more-1072"></span></strong></p>
<p><strong><em>- Jak stan psychiczny wpływa na zdrowie fizyczne?</em></strong></p>
<p>- Kiedy ktoś, kto jest w słabej formie psychicznej, przeżywa kolejny stres, albo, co jest najgorszym obciążeniem, trwa w przewlekłym stresie, to źle zasypia, źle śpi, a w dzień nawracają kolejne złe myśli. Odczuwa kołatanie serca, przyśpieszone tętno, bo cały czas się niepokoi. Wydzielają się nadmierne ilości  hormonów stresu. „Skacze” mu ciśnienie. Rozregulowuje się jego układ wegetatywny, wydziela się więcej kwasu w żołądku, obkurcza się mięśniówka gładka w przewodzie pokarmowym.</p>
<p>Zawsze zła kondycja psychiczna przekłada się niekorzystnie na poczucie dobrostanu, a właściwie jego brak, czyli w konsekwencji obciąża nasze zdrowie. Ukuto nawet takie powiedzenie „zdrowie psychosomatyczne”, czyli jeżeli masz dobrą „psyche”, to masz dobrą „somę” – ciało. Jeżeli widzimy, że ktoś nie jest w dobrej formie  psychicznej, to w końcu trafi do lekarza. Wielokrotnie z uśmiechem podkreślałem, że w Stanach Zjednoczonych każdy ma swego psychoanalityka. Jednak rolę tego psychoanalityka może także pełnić lekarz, żona czy mąż, ksiądz, psycholog, ktoś, kto pomaga nam zanalizować nasze problemy, „rozebrać” je  na części i w konsekwencji uspokaja naszą psychikę.<br />
Natomiast człowiek zostawiony z problemami psychicznymi sam sobie wcześniej czy później „wyląduje” u lekarza. Jeżeli ten zapisze jedynie lekarstwa, to przegra; przegra z chorobą i nie pomoże choremu. Lekarz powinien mieć czas i możliwość, by zapytać pacjenta o środowisko, okoliczności, w których żyje i pracuje. Czasem przychodzą do mnie młodzi ludzie, którzy wyglądają na okazy zdrowia, ale „serce im kołacze”. Osiągnęli dobrobyt ekonomiczny, ale boją się z niego skorzystać, bo nie mają czasu, boją się, że stracą pracę. Pracują więc w korporacjach po dwadzieścia godzin na dobę, w nieustannym stresie. Żaden organizm tego nie wytrzyma. Lekarze od tysiąca lat wiedzą, że jeżeli człowiek nie ma spokoju, dobrobytu psychicznego, to jego ciało będzie sygnalizowało różne dolegliwości.</p>
<p><em><strong>- Lekarze mogą leczyć ludzkie organizmy, natomiast nie wyleczą nas z presji kulturowej, nie uwolnią od współczesnych wymagań. Czy nie należy przemyśleć tego, w jakiej atmosferze żyjemy i jakie ma ona konsekwencje dla psychiki?</strong></em></p>
<p>- Lekarz, jeżeli ma czas i empatię, może pomóc, może wskazać przyczynę dolegliwości. Ale nie ma prawa decydować o wybieranych przez konkretną osobę wartościach. Może jej jedynie pokazać, jak te wybory przekładają się na zdrowie. Jeżeli dalej ten ktoś będzie spędzał w korporacji dwadzieścia godzin, to nie będzie miał już kołatania serca ani skoków ciśnienia, tylko zawał, udar lub inną katastrofę zdrowotną istotnie związaną ze stresem.</p>
<p>Serce jest specyficznym narządem. Na przykład, kiedy doznamy urazu na przykład nogi, trochę to nas boli, ale ból przechodzi i o nim zapominamy. Ale jeżeli mieliśmy napad arytmii, to będzie on się potem śnił przez wiele miesięcy.</p>
<p>Młody człowiek, który to przeżył, jest przerażony. Mówię mu: „To jest klasyczny objaw, że serce jest z pana niezadowolone”. Co to znaczy? Tłumaczę prostym językiem. Chodzi o codzienną gonitwę, niepokój, ileś wypitych kaw, używki, stres w pracy, w domu, niezdrowe współzawodnictwo, czyli tak zwany wyścig szczurów.</p>
<p><em><strong>- A co z naturalnymi lękami, jak te związane z upływem czasu, utratą sprawności, ze śmiercią? Jak one na nas wpływają?</strong></em></p>
<p>- Naprawdę liczy się nie wiek kalendarzowy, tylko wiek biologiczny. Od kiedy zaczyna się problem? Nie ma takiej daty. Jeden z moich profesorów, który uczył fizjologii, powiedział, że proces starzenia zaczyna się zaraz po urodzeniu, bo niektóre komórki żyją krócej, inne dłużej. Osoba dojrzała zwraca uwagę na te problemy, kiedy po raz pierwszy cierpi na jakąś istotną dolegliwość i po raz pierwszy widzi swoje ograniczenia.</p>
<p>Można spotkać osiemdziesięcioletnią kobietę, która cały czas żyje w dobrej formie. Nie biega, ale spaceruje; radzi sobie, normalnie funkcjonuje. I nie ma poczucia upływającego czasu. Jeżeli jest w dobrej formie fizycznej i w dobrym stanie psychicznym, otoczona rodziną, to ma frajdę z życia. Ale jeżeli pięćdziesięciolatek po raz pierwszy złamie nogę albo ma jakiś inny problem, który go błyskawicznie skieruje do szpitala, jest to dla niego pierwszy sygnał, że dzieje się coś niedobrego. Wówczas zaczynają zachodzić procesy, które nie przez wszystkich są rozumiane, niestety także nie przez wszystkich lekarzy.</p>
<p><em><strong>- Jakie?</strong></em></p>
<p>- Kiedy mówimy o dobrostanie, mówimy o „homeostazie organizmu”. Oznacza to rodzaj pełnej równowagi, kiedy wszystko dobrze funkcjonuje. Dla wieku podeszłego ukuto określenie „homeostenoza” („stenoza” czyli „zwężenie”), i polega ona na tym, że, mówiąc obrazowo, osoba może funkcjonować normalnie i nie zauważa tego, że droga, którą szła, robi się coraz węższa, dopóki po raz pierwszy się nie przewróci. Potem zaczyna się efekt domina, wszystko się sypie. Ktoś złamał nogę, dostał się na oddział ortopedyczny, ale zaraz wzywają nas, kardiologów. Chory ma niedomogę serca, za szybkie tętno, złe ciśnienie albo krążenie. A do wczoraj był zdrowy. To złamanie nogi jest tak dużym stresem i obciążeniem dla organizmu, że wszystko przestaje dobrze funkcjonować, bo nasze rezerwy są już ograniczone.</p>
<p>Kiedy w serialu „Czterdziestolatek”, Karwowski pytał sekretarkę o choroby dyrektorów powiedziała mu, że chorują na „-siątki”, czyli pięćdziesiątki, sześćdziesiątki, siedemdziesiątki. Uczę lekarzy, żeby pamiętali, że osoba w wieku pięćdziesięciu, sześćdziesięciu lat powinna przejść określone badania. Wcześniej też. Z wieku wynikają pewne ograniczenia. Czy można do nich przygotować pacjentów? Tak do końca nie. Nie możemy zapewnić wszystkim nieśmiertelności ani pełnego zdrowia do określonego wieku. Jak ma się ucieszyć siedemdziesięciolatek, któremu mówimy, żeby spacerował wolniej albo nie nosił siatek z zakupami po schodach? Żeby zaakceptować swój wiek, muszą się pojawić tak zwane wartości dodatkowe.</p>
<p><em><strong>- Co to znaczy?</strong></em></p>
<p>- Pacjent musi czuć oparcie. To jest moim zdaniem najważniejsze, co daje lekarz, choć bezpośrednio nie należy to do jego pracy. Osoba w chorobie czy stresie musi mieć oparcie. Oczywiście powinni je dawać przede wszystkim rodzina i przyjaciele.</p>
<p>Studenci, którzy do mnie przychodzą, myślą, że będę ich namawiał do tego, żeby się tylko uczyli. Przekonuję ich, że ważny jest także sport i życie towarzyskie. Na studiach zawsze mi się wydawało, że szkoda tracić czas tylko na naukę i sam działałem w Zrzeszeniu Studentów Polskich, uprawiałem sport, rozglądałem się za dziewczynami i oczywiście się uczyłem. Kiedy się połączy te elementy, to wydaje się, że wszystko jest poukładane. Nie ma wówczas przekonania, że w dorosłym życiu jest coraz trudniej. Jeśli ktoś przegra mecz, to może uda mu się „randka”.</p>
<p>Natomiast osobom starszym, które narzekają na pracę mówię, że dopóki są potrzebne, będą szczęśliwe, choć może jeszcze o tym nie wiedzą. Nieszczęśliwe zaczną być, kiedy przestaną być potrzebne. Pacjenci złapali mnie dziś w Klinice na korytarzu o 6:30 i zapytali zatroskani: „Panie profesorze, co tak wcześnie?”. Odpowiedziałem im, że ja na szczęście lubię swój zawód, więc proszę mnie tak nie żałować. Szybko się otworzyli, zaczęła się rozmowa, powiedzieli, że to szczęście, że lubię swoją pracę. Mówili też, co sami robią, mieliśmy krótką acz głęboką pogawędkę. Więc nie próbujmy żałować osób, które są zapracowane. Jeżeli ktoś nie lubi swojego zawodu i ze wstrętem myśli i obowiązkach, to nie będzie szczęśliwy. Oparcie może znaleźć w rodzinie, przyjaciołach, w pasji. Często zupełnie niezwiązanej z pracą, nawet jeśli dla innych to jakieś dziwne hobby.</p>
<p>Rok temu od żony, dzieci, wnuków, zięciów dostałem na urodziny pianino. Wiedzieli, że kiedyś jako dziecko trochę grałem, potem pianino było u cioci, i gdy tata przestał ciocię odwiedzać, ja przestałem grać. W domu robimy czasem spotkania z przyjaciółmi naszych dzieci i ich dziećmi. To miłe spotkania, przyjaciele dzieci to już dorosłe osoby,  którym zawsze proponuję, żebyśmy sobie mówili po imieniu. Część z tego korzysta, część nie, dalej wolą bym był dla nich „profesorem”, a moja żona „znakomitym kardiologiem”. Pytają nas często nasi rówieśnicy, czy nam się chce. To prawda, kiedy wychodzą, rzeczywiście jesteśmy zmęczeni. Ale relacje z nimi dają nam wsparcie. I ja sam mam satysfakcję, kiedy ktoś z młodszego pokolenia się mnie czy mojej żony radzi w ważnych dla nich sprawach. Czasem wolą porozmawiać z nami, swoimi przyjaciółmi niż z rodzicami. Mają do nas zaufanie.</p>
<p>Warto się otwierać, na przykład zaprzyjaźnić się z sąsiadami. Pomóc im, kiedy mają problem. Mało kto sam radzi sobie z problemami. I bez tego ten proces starzenia się będzie bardzo trudny. Najgorsze, co obserwuję u osób starszych, to nie problem choroby, ale samotności. Osoba samotna, która ma jakiekolwiek dolegliwości, jest w trudnej sytuacji z większą szansą na przegraną. Musi mieć kogoś, kto ją pocieszy.</p>
<p><em><strong>- Czy osobę, która akceptuje to, że nie jest nieśmiertelna, łatwiej się wyleczy?</strong></em></p>
<p>- Kiedyś starsi asystenci, za którymi w szpitalu nosiłem historię choroby, pokazywali mi pacjentów w trudnym stanie i mówili tak: „Ta pani będzie żyła – ona chce żyć”. Trochę mnie to na początku rozśmieszało, bo brzmiało jak jakieś szamaństwo. Potem z pokorą patrzyłem, ile w tym było racji. Wola życia się liczy. Najczęściej ona się wiąże z motywacją: mam dla kogo żyć, nie chcę kogoś zostawić, nie chcę umrzeć. Zaczyna się walka. I tę walkę widać.</p>
<p>Największy problem jest wówczas, gdy pacjent w trudnym stanie mówi, że nie chce żyć, a na proste pytanie: „Ale zaraz, przecież ma pan dla kogo żyć?” – mówi: „Nie mam”. Wtedy szanse lekarzy zdecydowanie się zmniejszają. Lepszą odporność, lepszy układ immunologiczny ma osoba zmotywowana do życia. Wiele chorób nowotworowych jest spowodowanych przez wirusy, które układ odpornościowy może pokonać. Wiemy jednocześnie, że układ immunologiczny pilnuje komórek, żeby się nie namnażały w sposób niekontrolowany. Osoba, która ma motywację do życia, ma też lepszy układ immunologiczny.</p>
<p>Podobnie jest z dziećmi w przedszkolu. Mówi się często, że chorują. Czy dlatego, że dzieci przynoszą infekcje? To tylko część prawdy. Druga część jest taka, że dzieci tęsknią za rodzicami, czyli są w stresie i mają gorszy układ odpornościowy.<br />
Chory w konsekwencji ciężkiej choroby, wcześniej czy później, może umrzeć. Powinien być otoczony odpowiednią atmosferą. Obecnie jest to bardzo trudne. Mało się o tym mówi, a jeszcze mniej robi, by tak było. Chory nie powinien umierać na szpitalnym korytarzu. Nie powinien umierać bez osób bliskich.</p>
<p>Warto pamiętać o jednym: lekarze walczą o zdrowie psychiczne, o większą odporność, żeby pacjent miał napęd, żeby miał chęć do życia. To są proste zabiegi. Mamy to szczęście, że w naszej klinice uczą się zawodu młodzi fizjoterapeuci. Te młode dwudziestoparoletnie osoby działają na chorych fantastycznie. Kiedy wejdą do sali panów trzy młode, pełne uroku dziewczyny albo do pań trzech młodzieńców, to choćby nie wiem co, pacjenci wstają z łóżka, dają się zaprowadzić na spacer.</p>
<p>Jeżeli do tego obok jest rodzina, jeżeli widzę na obchodzie, że do łóżka pacjenta są przyklejone kartki, laurki od dzieci, wnuków, to mówię: „Jest dobrze”. Jest dla kogo żyć. Z takim pacjentem rozmawia się inaczej. Wtedy, na przykład przed ryzykownym zabiegiem, którego się obawia, ten pacjent powie: „Dobrze, róbcie to, muszę być zdrowy”.<br />
Sam przekonałem się na sobie, jaką motywację dają wnuczęta.</p>
<p>Kiedy wchodzę ze studentami do sali pacjentów, mówię im zawsze: „Szukajcie znaków”. Co to znaczy? „Patrzcie na pacjenta. Pamiętajcie, że każde słowo, które tu powiemy, on będzie przetrawiał. Popatrzcie, czy widać po nim chorobę, w jakim on jest stanie psychicznym? On wielu rzeczy nie powie, nawet jak go zapytacie. Patrzcie, jakie wam wysyła znaki, to może go łatwiej zrozumiecie”. Potem studenci mówią, że zrozumieli, o co chodziło.</p>
<p><em><strong>- Jakie są te znaki?</strong></em></p>
<p>- Pamiętajmy, że zwykle w sali pacjent nie leży sam, dlatego nie o wszystkim chce głośno powiedzieć, czasem się wstydzi albo boi się, że ktoś przekaże informację rodzinie. Jeżeli widać u niego napięcie, lęk, to znaczy, że będzie jakoś sygnalizował, chęć powiedzenia czegoś jeszcze. Te sygnały trzeba wyciągać, bo inaczej terapia będzie niepełna albo nieudana. Miałem wiele takich przykładów, było już niby wszystko dobrze, ale wyczułem jakiś sygnał i mnie olśniło. Pytam: „No dobrze, proszę pani, a jak tam życie rodzinne, jak syn?”. I trafiłem.</p>
<p><em><strong>- Pozornie nie ma to wiele wspólnego z kardiologią.</strong></em></p>
<p>- Tak jest. Otworzyła się lawina żalu, nieszczęścia, kłopotów, o których ta pani by nie opowiedziała. Jak ja mam ją dobrze leczyć, jeśli nic o tym nie wiem? Oczywiście na rozmowę potrzeba czasu.</p>
<p><em><strong>- W obecnym systemie liczy się to, żeby pacjent szybko wrócił do domu.</strong></em></p>
<p>- Tak, i to jest najsłabszy punkt polskiego systemu opieki zdrowotnej. Mało uwagi poświęca się problemom pacjenta. Zamiast mówić o chorobie, mówimy o procedurze; nie ma pacjenta chorego na coś, jest tylko „procedura rozszerzenia naczynia”, „procedura wszczepienia stymulatora”. Mówi się nie o człowieku i jego problemie, tylko o tym, za co będzie płacone. Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za dobry stan pacjenta, ale za wykonanie procedury. Jeżeli politycy różnych opcji politycznych nadal będą psuli relację pacjenta z lekarzem, rozwijając obecny system z Narodowym Funduszem Zdrowia, wycenami procedur i pośpiechem, to pójdziemy w złym kierunku.</p>
<p><em><strong>- Mówił pan wcześniej o przeżywaniu śmierci. Bywam w hospicjach, w ciągu ostatnich lat zwiększyła się w nich ogromnie liczba młodych wolontariuszy, którzy mają potrzebę zbliżenia się do tajemnicy życia i śmierci.</strong></em></p>
<p>- Też to obserwuję. Zawsze zastanawiałem się, z czego to wynika. W hospicjach, miejscach dla przewlekle chorych pacjentów, czasu jest więcej. Osoby, które tam idą z wyboru, mają potrzebę niesienia pomocy, dania serca potrzebującemu. To powinno być także częścią zawodu lekarza. Na pierwszym miejscu musi być pacjent, a nie procedura.</p>
<p>Jest bardzo dużo dobrych młodych ludzi, co rok na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym przychodzi nowa grupa studencka. Staram się zawsze pierwszego dnia mieć z nimi spotkanie, wykład, rozmawiam. Chcę, żeby to było prawdziwe spotkanie pytam, co robią, jakie specjalizacje ich interesują. Potem od razu mają dobre nastawienie. Ważne, żeby się nie wykrzywili, żeby nie zauważyli, że zawód może dać łatwe pieniądze i uznanie, tylko żeby dostrzegli, o co naprawdę w tym zawodzie chodzi.</p>
<p>Potrzebne przykłady i autorytety. Kiedyś byłem świadkiem rozmowy, kiedy ktoś próbował dokuczać naszemu przyjacielowi, panu ministrowi profesorowi Zbigniewowi Relidze, że chodzi na pochody pierwszomajowe. Nie wytrzymałem, wtrąciłem się, powiedziałem tak: „Zapytaj go, jaki ma komfort z tego pochodu, zapytaj się, dlaczego on to robi? Bo ja mam pełne przekonanie, że po to, by stworzyć pacjentom większe możliwości”. W starych komuszych czasach wyrywał to, co się dało, dla kliniki i pacjenta. Potem dla wielu ludzi, i lekarzy, i pacjentów stał się autorytetem.</p>
<p>Oczywiście, można powiedzieć dzisiaj, że szkoda, że palił, może jeszcze by żył, bo jest potrzebny także dzisiaj. Żyje na szczęście pamięć o nim, są jego uczniowie. Każdy, kto się zajmuje kardiologią, ma do Religi jakiś sentyment, ale potrzebne są też te mniejsze przykładziki. Przykładzikiem jest dla studenta asystent w klinice. W jego stosunku do pacjenta musi być autentyczne zaangażowanie, które widać. Wtedy student będzie dobrze ukształtowany.<br />
Wszystko utrudnia tempo, w jakim żyjemy. Ale, kiedy patrzę na naszych studentów, jestem pełen nadziei.</p>
<p><em><strong>- Nie wiem, czy to tempo się da w jakiś sposób zatrzymać.</strong></em></p>
<p>- Jednak ludzie z jakiegoś powodu chcą się ze sobą spotykać, mimo że biznesu na tym się nie robi. Razem wyjeżdżają, siedzą do drugiej w nocy, rozmawiają, śmieją się. Świat przyśpieszył, więc młody człowiek nie musi czekać pięćdziesięciu lat na mieszkanie, może wziąć kredyt i je zbudować wcześniej. Musi tylko wyważyć, co jest dla niego wartością.</p>
<p><em><strong>- Jakie psychiczne udręki naszych czasów najbardziej osłabiają ciało?</strong></em></p>
<p>- O pośpiechu już mówiłem. Myślę, że poczucie nieustannego zagrożenia, które się wiąże głównie chyba z bezpieczeństwem socjalnym rodziny. Rodzina potrzebuje warunków do bezpiecznego wychowania dzieci, które trzeba też nakarmić, ubrać i puścić do szkoły. Cywilizowane państwo powinno dostrzegać i dbać o ludzi chorych, którym trzeba pomóc. Potrzebne jest minimum bezpieczeństwa. Jeżeli w domu panuje miłość, można jeść tańsze parówki.</p>
<p>Zawsze mówię, że jestem zdeklarowanym prawicowcem, jeżeli chodzi o wartości, i zdeklarowanym lewicowcem, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo socjalne. Lekarz nie może być inny. Powiedziałem w jednym z wywiadów, że lekarz bez wiary w ogóle nie powinien wychodzić z domu. Bo po co? Mam na myśli wiarę w to, że mogę pomóc pacjentom. W to, że mi się uda. W umiejętności. Jeśli lekarz nie ma wiary, którą zarazi pacjenta, niech lepiej zostanie w domu.</p>
<p>Ja znam wielu kolegów, którzy mówią: „Ja tu przyszedłem zrobić badania. Ja tu przyszedłem wyciąć…”. Kiedy to słyszę, to myślę sobie „Uciekasz od problemów swojego zawodu, chcesz być technokratą”. Nie da się uniknąć spojrzenia na pacjenta jak na całego człowieka.</p>
<p><strong>Mirosław Dłużniewski,</strong> profesor zwyczajny, doktor habilitowany nauk medycznych, kierownik Kliniki Kardiologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.</p>
<p><strong>Krzysztof Ołdakowski SJ,</strong> redaktor naczelny „Przeglądu Powszechengo”.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2012/01/05/musi-sie-chciec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Emigranci &#8211; wędrowcy szukający domu</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 16:04:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=1052</guid>
		<description><![CDATA[Jestem gościem na ziemi – te słowa z Psalmu 119 wyrażają istotę życia ludzkiego na świecie. Bycie emigrantem streszcza w sobie kondycję człowieka - pielgrzyma i wędrowcy szukającego stałego miejsca. Na ziemi nigdy nie będziemy do końca czuli się u siebie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Jestem gościem na ziemi</em> – te słowa z Psalmu 119 wyrażają istotę życia ludzkiego na świecie. Bycie emigrantem streszcza w sobie kondycję człowieka &#8211; pielgrzyma i wędrowcy szukającego stałego miejsca. Na ziemi nigdy nie będziemy do końca czuli się u siebie.</strong></p>
<p>Procesy migracyjne osiągnęły dzisiaj skalę niespotykaną w historii. Powoduje to powstawanie coraz większej społeczności, która utraciła więzi z macierzystą kulturą, z korzeniami, i zaczyna tworzyć jakby nową społeczność planetarną. Ludzie zwykle przemieszczają się w ślad za przepływającym kapitałem, aby podnieść standard życiowy. Dziś łatwo pokonywać ogromne odległości &#8211; nie tylko fizycznie, ale także poprzez sieci informatyczne. Widzowie na całym świecie oglądają te same seriale i programy rozrywkowe. Wiele osób odreagowuje to większym przywiązaniem do własnej tradycji i języka. Nie chcą być wtłaczani w ujednolicony model kulturowy wypreparowany z tego, co lokalne i swojskie.</p>
<p>Stosunek to emigrantów jest wskaźnikiem jakości człowieczeństwa i kryterium rozwoju społeczeństwa. Różnice kulturowe nie powinny zanikać, ale otwierać się na siebie. Z drugiej strony tylko jasna świadomość tego, kim się jest, oraz przywiązanie do własnej tożsamości prowadzą do postawy otwartości i szacunku dla innych, obcych i przybyszów.</p>
<p>Migrują miliony. Dane Organizacji Narodów Zjednoczonych mówią o 214 milionach emigrantów o uregulowanym statusie, 15-20 milionach o nieuregulowanym. Około 20 milionów osób to uchodźcy.</p>
<p>Migracje występują w każdym typie społeczeństwa. Polacy rozsiani są po całym świecie. Wyjeżdżali z kraju w różnych okresach, zarówno za chlebem, jak i w poszukiwaniu wolności. Dziś coraz częściej wyjeżdżają w celu znalezienia pracy, zdobycia wykształcenia i podniesienia kwalifikacji zawodowych. O skali emigracji i przywiązaniu Polaków do tradycji świadczy choćby fakt, że około stu profesorów na Uniwersytecie Federalnym w Kurytybie w Brazylii przyznaje się do polskich korzeni.</p>
<p>Emigracja rodzi poważne skutki w wielu dziedzinach życia. Poszczególne jej fale różnią się od siebie. Emigracja postsolidarnościowa jest odmienna od tej po otwarciu granic w 2004 roku. Tej obecnej często towarzyszy rozłąka z rodziną przez wiele miesięcy, poczucie osamotnienia i silna potrzeba znalezienia oparcia. Emigranci mieszkają w ubogich dzielnicach Londynu, w skromnych warunkach, czasami w jednym pokoju, z toaletą na korytarzu. Pracują na zmiany. Żyją w wolnych związkach. Pojęcie ojczyzny w tradycyjnym znaczeniu staje się wielu rodakom obce. To jedna z przyczyn utraty poczucia sensu istnienia. Owszem, obecna fala zasiliła środowisko emigracyjne, ale wprowadziła nowe podziały na „my” i „wy”. Dostrzega się, że młodzi bywają bardziej nastawieni na konsumpcję. Pocieszające natomiast jest to, że coraz więcej rodzin przybywa z dziećmi, aby osiedlić się na stałe.</p>
<p>Mobilność współczesnych migrantów stanowi ważne wyzwanie dla Kościoła. Powinien on towarzyszyć w przygotowaniu do wyjazdu oraz w budzeniu gotowości do przyjęcia obcego. Jako wspólnota o uniwersalnym zasięgu Kościół jest z natury migracyjny. Cały czas powinien przypominać: jesteście w drodze, wy też możecie wyjechać, nie powinniście tworzyć narodowego getta i zamykać się na przybyszów. W Szwecji na przykład wśród żyjących tam 150 tysięcy katolików są przedstawiciele 80 różnych narodowości. Migracje to widzialny znak Kościoła Pięćdziesiątnicy. Przeżycie religijne to oczywiście nie tylko problem znajomości języka lokalnego, ale przede wszystkim kwestia języka serca. Obserwujemy postępujące wyczerpywanie się modelu duszpasterstwa emigracyjnego opartego na związku narodu z katolickością, ale z drugiej strony wiadomo, że religijność nie może być bezdomna. Z tego wynika naturalne pragnienie kontynuowania drogi duchowej w swojej kulturze i tradycji. W Wiedniu jest szesnaście Kościołów, w których w niedziele jest odprawiana Msza Święta po polsku. Jest na to konkretne zapotrzebowanie. Różnie bywa z uczestnictwem emigrantów w praktykach religijnych. Na Wyspach Brytyjskich w niedzielnej Mszy Świętej bierze udział regularnie od 7 do 10 procent Polaków. Parafia pełni funkcje nie tylko ściśle duszpasterskie. Zajmuje się pośrednictwem w załatwianiu wielu spraw, począwszy od zasiłku aż po wszelakie formy pomocy w zdobyciu mieszkania i pracy.</p>
<p>Człowiek chce mieć świadomość konkretnej przynależności, tym bardziej że globalna cywilizacja pozbawiona jest głębszego wymiaru duchowego. <em>Ethos </em>polskiego emigranta związany jest z dziedzictwem kulturowym, a ono opiera się na chrześcijaństwie. Warto także zauważyć, że miłość ojczyzny nigdy się nie zacieśnia, ale otwiera się na drugiego człowieka, również obcego i emigranta. Trzeba zatem łączyć otwartość na innych ze świadomością powołania do wygania i diaspory. Oto prawda ludzkiego losu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Krzysztof Ołdakowski SJ</strong></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/12/02/emigranci-wedrowcy-szukajacy-domu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przekaz wiary wobec nowych wyzwań</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 14:34:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=999</guid>
		<description><![CDATA[Żyjemy w czasie przyspieszenia kulturowego, które związane jest z postępem naukowym, rozwojem cywilizacyjnym oraz rewolucją technologiczną. Stawia to przed Kościołem zadanie zrozumienia złożoności przemian oraz dostarczenia inspiracji dla ich przeżywania, aby dobrze służyły człowiekowi. Z drugiej strony rodzi się potrzeba nowego języka w przekazie orędzia, który byłby zrozumiały dla współczesnych ludzi. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Żyjemy w czasie przyspieszenia kulturowego, które związane jest z postępem naukowym, rozwojem cywilizacyjnym oraz rewolucją technologiczną. Stawia to przed Kościołem zadanie zrozumienia złożoności przemian oraz dostarczenia inspiracji dla ich przeżywania, aby dobrze służyły człowiekowi. Z drugiej strony rodzi się potrzeba nowego języka w przekazie orędzia, który byłby zrozumiały dla współczesnych ludzi.</p>
<p>Naukowy i techniczny „czas cudów” staje się „wielkim skokiem”. Wiedza świata podwaja się co trzy lata i staje się coraz bardziej wyspecjalizowana. Przyśpieszenie nie może jednak trwać bez końca. Pojawia się pytanie: czy nauka może się skończyć? Czy wszystkie tajemnice zostaną wyjaśnione i wyprowadzone z jakiegoś najogólniejszego „wzoru na Wszechświat”, z najbardziej podstawowego prawa natury? Zanim uzyskamy odpowiedź na to pytanie warto zatrzymać się przy zeszłorocznych osiągnięciach geniuszu ludzkiego. Należą do nich między innymi komputer „Watson”, testy genetyczne stwierdzające skłonności do różnych chorób, odkrycie wyższych uczuć u zwierząt oraz języka porozumiewania się roślin, pojawienie się widma superbakterii, kwitnienie roślin wywoływane „na zamówienie”, możliwość sklonowania ssaka z odległych czasów. Równoległy świat rządzony mechaniką kwantów, hipoteza planety Nemezis oraz mięso z owadów dopełniają obrazu „wielkiego skoku”. To tylko niektóre odkrycia ubiegłego roku. Dokąd zaprowadzą nasz świat, czas pokaże.</p>
<p>Ludzie fascynują się dzisiaj zarówno skalą osiągnięć naukowych, jak i sposobem ich eksponowania. Instytucje takie jak Centrum Nauki Kopernik pozwalają zwiedzającym na samodzielne odkrywanie tajemnic nauki, eksperymentowanie i prowadzenie doświadczeń. To droga edukacji nieformalnej, w której liczy się przede wszystkim pasja poznawania.</p>
<p>Trzeba przyznać, że często mamy problem z jednoznacznym odczytaniem wartości moralnej postępu naukowego i przemian technologicznych. Nie wszystkie zastosowania zdobytej wiedzy muszą dobrze służyć człowiekowi. Odczuwamy naglącą potrzebę spójnej wizji, która połączyłaby rezultaty osiągnięć naukowych z respektowaniem podstawowych zasad etycznych.<strong> </strong>Uznaje się dość powszechnie, że nie ma konfliktu między nauką a religią, wiarą a rozumem. Są to dwa różne sposoby opisywania świata. Dynamiczny rozwój nauki pozostaje wielkim wyzwaniem dla wiary. Nasz świat mądrzeje, coraz więcej wie. Pogłębiać powinniśmy także wiarę. Inaczej stanie się ona archaiczna, nieżyciowa, a nawet śmieszna. Wzmacniając ją trzeba sięgnąć do tematów zapomnianych i częściowo niemodnych. Wiele z nich zostało wypchniętych ze świadomości wierzących. Przede wszystkim dlatego, że zwracają uwagę na kruchość i przemijalność obecnego porządku, a także dlatego że przypominają o przekraczającej ramy doczesności odpowiedzialności za własne postępowanie.</p>
<p>Ludzie na ogół niechętnie słuchają wskazań i napomnień, które wyrywają ich z dobrego samopoczucia. Chodzi tutaj również o wydobycie ukrytych treści, które zawierają się w prawdach wiary dobrze znanych, ale jakby zawieszonych ponad głowami. Co mówi nam zdanie: „Bóg jest Ojcem”? Oprócz uznania, że jest trwającą nieprzerwanie troskliwą obecnością niesie przecież w sobie wiele istotnych wezwań. Po pierwsze, do tworzenia braterskiej wspólnoty ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, następnie do ochrony i promocji życia, którego Bóg jest pierwszym dawcą, do szacunku dla środowiska naturalnego, a także do troski o ubogich i wykluczonych, którym mamy jakby Jego zastąpić.</p>
<p>O ile z przyjęciem różnych prawd natury teologicznej nie ma większych problemów, o tyle w akceptacji podstawowych zasad moralnych daje się zauważyć spore zróżnicowanie. W ogólności istnieje zgoda co do potrzeby przestrzegania zasad dekalogu. Problem zaczyna się wtedy, gdy odnosimy je do konkretnych sytuacji. Czasami stwierdzamy, że głoszona prawda nie jest przyjmowana, ponieważ ludzie nie rozumieją, o co chodzi, albo jest to dla nich wygodne. Zamiast nerwowego reagowania trzeba spróbować zrozumieć sposób rozumowania drugiego człowieka, spytać o jego opinie, o to, co sprawia mu trudność, i szukać punktów wspólnych. Warto pójść najdalej, jak się da, i podsuwać do sytuacji rozwiązania &#8211; możliwe w konkretnym momencie życia słuchającego &#8211; bez oskarżania i potępiania, bez rozmywania wartości, ale i bez  zabijania prawdą. Zawsze można znaleźć dobre słowo.</p>
<p>Trudniejszy problem powstaje, gdy my mówimy rzeczy, których sami nie akceptujemy, i w które nie wierzymy, dlatego że nie uczyniliśmy ich treścią życia. Posługujemy się wtedy gotowymi formułkami wziętymi z katechizmu lub z innych podręczników. Niekoniecznie wierzymy jednak naprawdę w to, że te wskazania mogą sprawdzić się w życiu. Warto pogłębić rozumienie nauki Kościoła. Powinniśmy ją przyswajać w osobistym doświadczeniu, inaczej pozostanie czymś zewnętrznym i obcym.</p>
<p>Jeszcze kilka słów o samym sposobie docierania do współczesnych ludzi z orędziem nadziei. Posługiwanie się nowymi mediami w dziele ewangelizacji jest warunkiem dotarcia do jak największej liczby odbiorców, ale również samej wiarygodności przesłania. Starożytnym zwyczajem było podejmowanie dialogu z wychodzącymi i wchodzącymi przez główną bramę miasta. Dzisiejsze blogi funkcjonują w na podobnej zasadzie. Komentarze do Ewangelii umieszczane na popularnych portalach pozwalają dotrzeć do odbiorców, których nie dało by się spotkać w inny sposób. Franciszkanie prowadzący wideoblog „Bez sloganu” każdego tygodnia nagrywają siedmio-dziesięciominutowe katechezy, które następnie umieszczają w sieci. Wykorzystując aparat fotograficzny z możliwością nagrywania filmów przedstawiają naukę Kościoła katolickiego oraz odpowiadają na zadawane im za pomocą poczty elektronicznej pytania. Jak dotąd zamieścili prawie sto czterdzieści krótkich katechez. Tą drogą docierają do konkretnych ludzi, którzy czasami proszą o spowiedź lub spotkanie. Ewangelizacja na Facebooku zakłada z kolei umiejętność ciekawej samoprezentacji. Trzeba pisać o sobie, o swoich przekonaniach i działalności, nie bojąc się popaść w jakiś „minicelebrytyzm”, ufając że poprzez osobiste świadectwo słowo zachęty przeniknie do serca.</p>
<p>Nowe media wymagają dostosowania się do ich specyficznego języka. Twitter otwiera przestrzeń mikroblogowania, czyli publikowania i rozpowszechniania w sieci w dowolnym momencie krótkich, jedno- lub dwuwierszowych informacji. O możliwości owocnego użycia tego narzędzia mówi ksiądz Andrzej Draguła. W Ewangelii Jezus zwraca się do swoich uczniów z zaproszeniem: <em>kto chce pójść za Mną…</em> Jedna z amerykańskich agencji reklamowych przygotowała film, który mówi o naśladowaniu Jezusa za pomocą Twittera, w którym jest funkcja <em>follow me</em> (idź za mną). Ktoś inteligentnie sobie pomyślał: tu jest <em>follow</em> i na Twitterze też jest <em>follow</em> &#8211; pokojarzmy to. Dla ludzi, których codziennym doświadczeniem jest używanie Twittera, stosunkowo łatwo jest zrozumieć<em>, </em>co to znaczy <em>iść za kimś</em>. Więc mogą sobie potem to przełożyć na język codzienności, jak to jest i co to znaczy iść za Jezusem.</p>
<p>Nowe media to areopag, platforma, poprzez którą można wpuścić światło do realnego świata. Trzeba z tego korzystać.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/11/04/przekaz-wiary-wobec-nowych-wyzwan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wychowywanie, czyli budowanie człowieka</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Sep 2011 12:42:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=973</guid>
		<description><![CDATA[Wychowanie jest wielka sztuką, w której najważniejsze pozostaje osobiste świadectwo nauczyciela]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wychowanie jest wielka sztuką, w której najważniejsze pozostaje osobiste świadectwo nauczyciela </strong></p>
<p>Oglądałem kiedyś film, w którym pewna matka powiedziała, że dzieci wychowują się najbardziej wtedy, gdy najmniej byśmy tego chcieli. Rodzice powinni pamiętać, że dzieci nie są ich własnością. Aby mogły się dobrze rozwijać, powinny być oczekiwane i kochane jeszcze przed narodzeniem, i to przez oboje rodziców. Doświadczą wówczas, że ich życie ma niepowtarzalną wartość. To stwarza podstawy procesu wychowania. Rodzice najlepiej pomagają wzrastać dzieciom, jeśli życiem i szczęściem dają świadectwo ideałom, które im przekazują. W procesie wychowania, w przestrzeni rodzinnej ważne jest zachowanie równowagi między kontrolowaniem i towarzyszeniem młodemu człowiekowi. Wartości nie wolno przekazywać w sposób autorytarny. Ogromne znaczenie ma również świadoma decyzja o „separacji” emocjonalnej, intelektualnej oraz światopoglądowej, by młody człowiek mógł podejmować decyzje coraz bardziej odpowiedzialnie. Każdy powinien być pewny wartości, które wyznaje.</p>
<p>Jeden z prekursorów współczesnej pedagogiki Jan Henryk Pestalozzi chciał wykształcić ludzi wszechstronnie rozwiniętych, przygotowanych do pełnienia różnych ról życiowych. Przedstawiał zasady wychowania wzorowane na trzech głównych siłach człowieka: fizycznej (podstawa zdolności do pracy), moralnej (stosunek do ludzi i otaczającego świata) oraz intelektualnej (zdolności poznawcze). Po tej linii integralnego wychowania idzie profesor Mark O’Connor z Boston College, którego artykuł zamieściliśmy przed rokiem w „Przeglądzie Powszechnym”. Zwraca on uwagę na potrzebę stawiania sobie pytania: jaką drogą pójść, aby uczynić życie spełnionym i szczęśliwym, czyli jak godnie i odpowiedzialnie żyć? To jest dla procesu wychowania pytanie kluczowe. Chodzi o zdobycie mądrości pozwalającej nadawać i odkrywać sens w życiu, a nie tylko przyswajać określony wycinek wiedzy.</p>
<p>Te zasady wydają się towarzyszyć „toruńskiej kolebce geniuszy”, w której oprócz e-learningu podkreśla się bezpośredni kontakt ucznia z nauczycielem, tutorem oraz dostęp do naukowego zaplecza badawczego, jakim dysponuje wyższa uczelnia. To może otworzyć przed uczniem nowe obszary zainteresowania oraz obudzić w nim pasję spędzania wielu godzin w bibliotece. Trzeba umożliwiać pójście indywidualną ścieżką rozwoju stosownie do potrzeb ucznia przy jednoczesnym budowaniu zespołu oraz kształtowaniu umiejętności pracy w grupie. Zasada działania szkoły wyrażona w zdaniu <em>Nauczyciel i uczeń dziwią się razem</em> prowadzi do odkrycia przez młodych, czym jest talent, którym zostali obdarzeni, jak mogą go rozwijać i przekazywać innym. Chodzi o świadomość, że korzystanie z tego talentu przyniesie korzyść zarówno im samym, jak i społeczeństwu. Niezwykłą aktualność pod tym względem zachowują wskazania profesora Jarosława Rudniańskiego formułowane w większości na początku lat osiemdziesiątych. Zwraca on uwagę na fakt, że współczesna szkoła zajęta jest głównie przekazywaniem wiedzy, nauką wypełniania coraz to bardziej skomplikowanych testów, a w dzisiejszych czasach wręcz domyślaniem się, co twórcy testów mieli na myśli. Wielokrotnie podkreślał, że o ile wiedza jest ważna – proces dydaktyczny powinien ograniczać się do nauczenia sposobów efektywnego jej przyswajania, samodzielnego myślenia (w tym zadawania i stawiania pytań) i wspierania procesu samokształcenia.</p>
<p>Oczywiście szkoła nie działa w próżni kulturowej, podlega oddziaływaniu środowiska, które kształtuje wzorce myślenia i postępowania. Upadek realnego socjalizmu spowodował, że miejsce kolektywizmu zastąpił indywidualizm. Ideę bezpieczeństwa, stabilności zastąpiła idea ryzyka, gry, która daje szansę, ale stwarza również zagrożenia. Daje motywację do rozwoju oraz wydobywa z ludzi to, co najlepsze. Każdy ze swoimi zdolnościami i pracą może uczestniczyć we współzawodnictwie. Ale z drugiej strony rywalizacja może niszczyć, jeżeli staje się sposobem na życie. Jako mechanizm społeczny konkurencja niesie walory sprawiedliwości, otwartości, kreatywności, ale jeżeli staje się najważniejszym celem, zagraża osobowości człowieka. Ciągle mamy okazje śledzić rankingi szkół i wyższych uczelni. Konkurencja i rywalizacja wpisane są w życie codzienne. Zamknięcie życia w tej perspektywie stwarza niebezpieczeństwo zamknięcia się sobie, postawienia siebie ponad innymi.</p>
<p>Do takiego modelu postępowania przygotowujemy dziś w szkole dzieci. Wydaje mi się, że istota problemu polega na tym, że mimowolnie zaczynamy zgadzać się na taki sposób życia, ponieważ opanował on całą współczesną kulturę. I chociaż często czujemy się w tym źle, mamy świadomość, że jesteśmy za słabi, aby w pojedynkę stawić skuteczny opór takiemu nastawieniu. Nie chcemy żyć w społeczeństwie, w którym dominuje duch walki i rywalizacji ponad międzyludzką solidarnością. Nie godzimy się na to, aby człowiek był oceniany na podstawie tego, co zrobił, a nie tego, kim jest jako osoba. Nie godzimy się na byle jakie spojrzenie na drugiego człowieka. Chcemy widzieć w każdym niepowtarzalną istotę obdarzoną talentami, które mogą wzbogacić innych. Trzeba przestać udawać, że nie ma problemu oraz nieuchronnie poddawać się fali „wyścigu szczurów”. Należy wczuwać się w klimat społeczny i to, co nie pozwala ludziom oddychać pełnią człowieczeństwa. Warto pomagać ludziom ukazywać to, co w nich najlepsze. Trzeba wdrażać takie systemy edukacyjne, które nie tylko będą przekazywały wiedzę, lecz także będą pomagały korzystać z niej dla dobra człowieka. Inaczej coraz trudniej będzie cieszyć się życiem.</p>
<p>Wróćmy w tym kontekście do bardzo trafnych spostrzeżeń profesora Jarosława Rudniańskiego, który zwracał uwagę na to, że niepomiernie większy nacisk, niż na przyswajanie wiedzy, należy położyć na kształtowanie charakteru uczniów, na wskazanie im Dobra. Wręcz podstawowym zadaniem nauczyciela jest, aby możliwie największa liczba młodych ludzi postawiła przed sobą na pierwszym miejscu pytania: co mogę dać z siebie innym ludziom? Czym będę służył innym ludziom przez całe swoje życie? To właściwie nawet nie powinny być słowa. To powinno być coś, co się odczuwa. Lecz odczuwa tak głęboko, iż kieruje to całym postępowaniem człowieka. Wychowanie to coś więcej niż przekazywanie wiedzy. Ilu nauczycielom zależy dzisiaj bardziej na tym, jakim człowiekiem będzie ich uczeń, niż jakie zbierze oceny?</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/09/05/wychowywanie-czyli-budowanie-czlowieka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łaska punktu „zerowego”, czyli sakrament „porażki”</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jun 2011 17:38:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=898</guid>
		<description><![CDATA[Wielu nowożeńców przystępujących do ołtarza teoretycznie wie, na czym polega chrześcijańskie małżeństwo, ale za tą wiedzą praktycznie nic się nie kryje. Mam wrażenie, że to związki „czysto naturalne”, niesione falą emocji, jakim nie towarzyszy głębsza świadomość słów wypowiadanych podczas przysięgi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wielu nowożeńców przystępujących do ołtarza teoretycznie wie, na czym polega chrześcijańskie małżeństwo, ale za tą wiedzą praktycznie nic się nie kryje. Mam wrażenie, że to związki „czysto naturalne”, niesione falą emocji, jakim nie towarzyszy głębsza świadomość słów wypowiadanych podczas przysięgi.</p>
<p>Znam takie małżeństwa, w których ludzie spadali z wysokiego piedestału oczekiwań i wyobrażeń. Najpierw stawali się tak ważni, że przesłaniali sobą cały świat i Pana Boga, a potem nagle przestawali się liczyć. Nienawiść wchodziła w miejsce miłości. Okazuje się, że bardzo potrzeba realistycznego spojrzenia na siebie i niestawiania zbyt wygórowanych oczekiwań i wymagań, którym nie można sprostać, bo jest się tylko człowiekiem.</p>
<p>Oglądałem kiedyś film „Droga do szczęścia”. Dwoje ludzi, po przejściu pewnego odcinka wspólnej drogi, zaczęło doświadczać wypalenia, czuli się, jakby zastygli w rutynie wzajemnych relacji, codziennie powtarzanych obowiązków i oto nagle ona wpadła na pomysł wyjazdu do Paryża. Nie chodziło tutaj o konkretne miejsce, ale o zmianę kierunku i twórczą reakcję na poczucie wygasającego ognia miłości. Wszystko było kiedyś takie piękne, pozostały tylko wspomnienia, zdjęcia i dzieci. Bohaterowie nie poszli jednak za porywem chwili, chociaż ułożyli sobie plan wyjazdu. Przestraszyli się tego, co nowe i niepewne. Wybrali stabilizację i spokój, życie w dobrze znanym świecie, w funkcjonalnym i wygodnym domku, pośród podobnych sobie ludzi, w pracy, która kompletnie ich nie interesowała, ale przynosiła wymierne zyski. Ta rezygnacja, zgoda na poprawny i spokojny styl życia stała się przyczyną klęski i załamania.</p>
<p>W Stanach Zjednoczonych rozwodem kończy się 45 procent pierwszych małżeństw i aż 60 procent drugich. W 80 procentach przypadków następuje to w pierwszych dziesięciu latach istnienia związku. Aż 25 procent Amerykanów między osiemnastym a czterdziestym piątym rokiem życia ma rozwiedzionych rodziców. W roku 2000 w Rosji na sto zawartych małżeństw odnotowano aż 70 rozwodów. W świadomości społecznej rozwód funkcjonuje jako „rzecz normalna”, która może przydarzyć się każdemu. Jedna trzecia małżeństw zawieranych każdego roku w Polsce rozpada się. Trwają one coraz krócej. Każdego roku blisko 60 tysięcy dzieci przeżywa rozwód rodziców.</p>
<p>Ludzie po rozwodach, żyjący w nowych związkach czują się często tak, jakby byli poza Kościołem, nieakceptowani i wręcz odrzuceni przez Pana Boga. Tymczasem otwartość na Ducha Świętego można również zachować, kiedy żyje się w separacji i po rozwodzie w nowym związku, poprzez słuchanie słowa Bożego, uczęszczanie na mszę świętą, trwanie na modlitwie, angażowanie się w dzieła miłości oraz inicjatywy na rzecz sprawiedliwości, a także wychowywanie dzieci na dobrych i przyzwoitych ludzi. Chociaż niektórzy nie mogą przystępować w pełni do sakramentów świętych, to warto przypomnieć, że Pan Bóg nie jest „więźniem” tych sakramentów, zwłaszcza jeśli są przyjmowane automatycznie i bezrefleksyjnie oraz nie idzie za nimi postawa życia. Przypomnę tu zdanie kardynała Josepha Razingera, który jako prowadzący rekolekcje watykańskie w 1983 roku powiedział, że w jakiś sposób <em>niemożność przyjmowania komunii sakramentalnej może stać się środkiem duchowego postępu, środkiem pogłębienia wewnętrznej komunii z Kościołem i Panem, w cierpieniu coraz większej miłości, w oddaleniu umiłowanego</em>. Może też być tak, że nie przystępując do sakramentu pojednania i nie otrzymując rozgrzeszenia, dajemy wyraz większego szacunku do tego sakramentu oraz świadectwo prawości sumienia większe niż ci, którzy spowiadają się często, ale nic z tego nie wynika.</p>
<p>Prawda o istocie sakramentu małżeństwa ciąży wielu ludziom. Jest on przecież „znakiem” nierozerwalnego Przymierza między Bogiem a ludźmi, „świadectwem” wiekuistego Przymierza między Chrystusem a wszystkimi tworzącymi Kościół, czyli Jego Oblubienicę. To przymierze ze strony Pana Boga nie może wygasnąć. On nie może przestać nas kochać. Czasami rodzi się pokusa usprawiedliwienia za wszelką cenę swojego postępowania, nawet za cenę zlekceważenia i przekreślenia prawdy na przykład dotyczącej małżeństwa. Wtedy ulegamy złudzeniu, że tak będzie prościej i spokojniej żyć. To droga w pewnym sensie łatwiejsza. Wielu ludzi tak żyje i nie robi sobie żadnych problemów. Przyjąć prawdę o małżeństwie w całej pełni, zwłaszcza wtedy, gdy z różnych powodów nie żyje się nią, oznacza skazać siebie na rozdarcie i cierpienie. Można bez przesady powiedzieć, że to forma udziału w Krzyżu Chrystusa.</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że Kościół ma misję wobec rozwiedzionych, ale również oni mają specyficzną misję wobec niego. Nie powinna się ona wyrażać, jak sądzę, jedynie w przynależności do określonych grup refleksji i wsparcia. Chociaż takie wspólnoty są potrzebne, nie należy zamknąć się w jakimś problemowym getcie, w którym rozmawia się w kółko o tym samym. Nasze czasy potrzebują szczególnego potwierdzenia wartości sakramentu małżeństwa jako trwającego związku kobiety i mężczyzny.</p>
<p>To, że się nie udało, nie znaczy, że nie wiemy, jak powinno być. Potrzeba jasności w zamęcie prób przedefiniowania małżeństwa ogarniającym nasze społeczeństwo. Właśnie od rozwiedzionych powinien wychodzić jasny sygnał, że sakrament małżeństwa trzeba traktować poważnie i odpowiedzialnie, a nie tylko jak uroczystą chwilę. Po rozwodzie, w nowym związku czy w separacji potrzebne jest świadectwo wyrażające się choćby w minimalizowaniu strat. Dotyczy to wielu dziedzin życia zarówno dzieci, jak i byłego współmałżonka. Przecież nadal można troszczyć się o ich życie i rozwój. Nie należy manipulować uczuciami dzieci w czasie rozwodu i po nim. Nie powinno się przedstawiać byłego współmałżonka w jak najgorszym świetle. O ile to możliwe, dzieci powinny mieć prawo do miłości obojga swoich rodziców.</p>
<p>Rany rozstania można leczyć tylko wtedy, gdy pozostaje się wspólnotą. Jak pragnienie świętości żyje w grzesznym ciele, tak wyzwanie wierności wymaga od człowieka, który dopuścił się zdrady, odwagi sprostania mu. Dzieci nie powinny płacić ceny za błędy rodziców. Rozwód nie jest i nie może być ostatecznym rozstaniem. Bo można i trzeba być wiernym. Zwłaszcza dzieciom.</p>
<p>Nikt na początku drogi małżeńskiej nie zakłada, że skończy się ona niepowodzeniem. Ludzie przez wiele lat próbują ocalić swoje małżeństwo w imię przyrzekanej wierności oraz dla dobra dzieci. Pomimo najszczerszych chęci nie zawsze się udaje. Porażka życiowa może jednak doprowadzić do pogłębionej świadomości siebie i odkrycia bliskiej obecności Boga.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/06/15/laska-punktu-%e2%80%9ezerowego%e2%80%9d-czyli-sakrament-%e2%80%9eporazki%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pamięć o Janie Pawle II</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 May 2011 15:53:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=890</guid>
		<description><![CDATA[1 maja będziemy świadkami wyniesienia na ołtarze osoby, którą świat za naszych dni poznał chyba najbardziej spośród współczesnych ludzi. Jako Kogo najbardziej zapamiętamy tego dobrego i świętego człowieka?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>1 maja będziemy świadkami wyniesienia na ołtarze osoby, którą świat za naszych dni poznał chyba najbardziej spośród współczesnych ludzi. Jako Kogo najbardziej zapamiętamy tego dobrego i świętego człowieka? </strong></p>
<p>Pierwsze skojarzenie, które się nasuwa szczególnie nam Polakom: to nasz Papież, najwybitniejszy w historii syn naszego narodu. Dla większości rodaków pozostaje on nadal największym autorytetem duchowym i moralnym. Jest jak ojciec, który był przewodnikiem w wierze oraz przyczynił się do odzyskania wolności oraz znalezienia przez Polskę trwałego miejsca w rodzinie narodów Europy i świata. Polacy wspominają go zwykle ze wzruszeniem poprzez pryzmat opowieści o latach spędzonych w Wadowicach oraz podróży sentymentalnych do miejsc, w których lubił przebywać w przeszłości. Nie można przy tym ulegać zbyt uproszczonym schematom. Nie sprawdziły się ponure prognozy, że Polacy po jego odejściu nie odnajdą w osobie następcy Namiestnika Chrystusowego. Dzisiaj dobrze widać, że Jan Paweł II zaszczepił Polakom wielką miłość i szacunek dla osoby Papieża oraz oddanie i szacunek dla Stolicy Apostolskiej.</p>
<p>Bywają różne sposoby utrwalania pamięci o wielkich ludziach i okazywania im czci. Przejawem uznania dla dokonań Jana Pawła II są wznoszone w całej Polsce pomniki i tablice, ulice i place nazywane jego imieniem, dalej szkoły i uczelnie, którym patronuje. Ludzie potrzebują zewnętrznych znaków pamięci o wybitnych osobach. Powstało sporo filmów, utworów muzycznych oraz akademii dedykowanych Janowi Pawłowi II lub inspirowanych jego myślą. Dobrze, że ten swoisty „kult” idzie dalej: powstają instytucje utrwalające dziedzictwo duchowe i intelektualne Papieża, rozwijają się dzieła będące rodzajem „żywego pomnika” dla Jana Pawła II, jak choćby fundusz stypendialny dla uzdolnionej młodzieży. Warto podkreślić także ten indywidualny wymiar kultu, „żywą pamięć” o człowieku, wyrażającą się w pomnażaniu tego dobra, które po sobie pozostawił. Jesteśmy odpowiedzialni za to, aby jego słowa oraz nauczanie przetrwały dla przyszłych pokoleń.</p>
<p>W tym czasie przeżywania beatyfikacji chciałbym odwołać się do kilku osobistych wspomnień z pielgrzymek, w czasie których towarzyszyłem Ojcu Świętemu jako sprawozdawca radiowy i telewizyjny. Po pierwsze zawsze można było dostrzec, że najważniejsza dla Papieża jest modlitwa, czyli osobiste spotkanie z Bogiem. On modlił się często sam, ale również razem z innymi pozostając przy tym sobą. Ogromne wrażenie robiła na mnie cisza, która zawieszała nawet na kilkanaście minut prawa telewizyjne. Uczestniczyliśmy w tej ciszy wtedy, gdy Jan Paweł II modlił się w Grocie Narodzenia w Betlejem, w Grobie Chrystusa w Bazylice Ukrzyżowania, a także w katedrze na Wawelu. Słychać było jedynie błysk fleszy, stuki w mikrofonie i pochrząkiwania nielicznych świadków tych wydarzeń. Ta cisza była wypełniona modlitwą, spotkaniem z Bogiem, jak gdyby nie istniało nic na zewnątrz.</p>
<p>Druga refleksja dotyczy istoty człowieczeństwa. Jan Paweł II definiując ją na Uniwersytecie Euroazjatyckim w Astana, powiedział: „oto ty jesteś myślą Boga, jesteś uderzeniem Boskiego Serca”. To określenie ukazuje, że człowiek nie jest tylko jednym ze stworzeń, ale jest chciany dla niego samego, nosi w sobie podobieństwo do Boga, jest jego obrazem. Kiedyś Papież odwiedzał jeden z domów dla umierających prowadzony przez Siostry Misjonarki Miłości w Indiach. Pochylając się nad tymi cierpiącymi i opuszczonymi ludźmi, zwrócił się w pewnym momencie do Matki Teresy: „Matko, ja nie mogę robić tego, co Ty, na co dzień, ale proszę, abyś to czyniła również w moim imieniu”.</p>
<p>Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na wielką troskę Jana Pawła II o pokój na świecie. Papież wskazywał, że najpewniejszą drogą do jego osiągnięcia jest modlitwa. Trzy razy zwoływał do Asyżu, miasta Świętego Franciszka przedstawicieli różnych religii, aby modlić się intencji pokoju, bez zacierania wzajemnych różnic. Każdy na fundamencie swojego doświadczenia Boga. Druga sprawa to apele Papieża, w których nie tylko opisywał zjawiska, ale wskazywał mechanizmy uniemożliwiające lub wzmacniające życie w pokoju. Przypominał, że religia nigdy nie może usprawiedliwiać wojny. Każdej prawdziwej religii obce jest wyłączanie kogokolwiek, dyskryminacja, nienawiść i gwałt. Podejmował wiele wysiłków, aby doprowadzić do rozwiązania „konfliktu matki” wszystkich sporów na świecie, czyli napięcia w relacjach izraelsko-palestyńskich. Będąc już bardzo chorym niestrudzenie prowadził zarówno osobiście jak i przez swoich przedstawicieli kampanię pokojową przed zbrojną interwencją w Iraku. Mówił, że „wojna będzie porażką ludzkości. Wojna nigdy nie jest nieuchronna”. To dzięki jego osobistemu zaangażowaniu konflikt iracki nie został okrzyknięty wojną cywilizacji, ani wojną religijną.</p>
<p>Wielu ludzi identyfikuje się z określeniem „Pokolenie Jana Pawła II”. Wskazuje ono na tych, którzy w momencie jego odejścia do wieczności nie pamiętali, że byli w Kościele inni Papieże. Ale obejmuje ono szerzej również tych, którzy spotykając się z nim dali się porwać słowom płynącym z głębi ducha oraz świadectwu jego życia. Pokolenie Jana Pawła II to, ci, którzy czują się młodzi duchem i pielęgnują ideały, które on głosił. Należą do nich: troska o jakość człowieczeństwa i rozwój we wszystkich jego wymiarach, pielęgnowanie dobrych i szlachetnych pragnień, bycie „kimś” według kryteriów Ewangelii, męstwo i odwaga w stawianiu sobie wymagań, podejmowanie odpowiedzialności za innych oraz zaangażowanie wielkim sercem w budowanie lepszego świata. Możemy bez wątpienia czuć się obdarowanymi i wyróżnionymi przez Opatrzność, że żyliśmy w czasach Jana Pawła II. Gdyby nie on zapewne inna byłaby dzisiaj Polska, Europa i świat. Inny byłby Kościół oraz życie każdego z nas.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/05/04/pamiec-o-janie-pawle-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dużo zdrowia życzę wszystkim</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Apr 2011 14:03:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=875</guid>
		<description><![CDATA[Za swoje zdrowie odpowiadamy przede wszystkim my, skoro to my decydujemy o własnym stylu życia.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Za swoje zdrowie odpowiadamy przede wszystkim my, skoro to my decydujemy o własnym stylu życia.</strong></p>
<p>Minęło prawie dwanaście lat od czasu, gdy rząd Jerzego Buzka rozpoczął pierwszą poważną reformę systemu ochrony zdrowia w Polsce. Czytałem wtedy w dodatku do jednego z dzienników: <em>Reforma to konieczność choćby ze względu na kolejki do lekarza, opryskliwe pielęgniarki, brudne sale w szpitalach, łapówki, wielomiesięczne czekanie na zabieg, czy badanie. Przez lata słyszeliśmy: to wszystko się nie zmieni, dopóki nie zmieni się chory system, w którym lekarzom nie zależy na pacjentach, a kolejnym ministrom na dobrych lekarzach. </em>Jednym z głównych założeń reformy była decentralizacja środków na leczenie. Środki te miały pójść za pacjentem. On przecież jest najważniejszy. Ponieważ rządy zmieniały się potem dość często, a każdy z nich działał według zasady: od nas świat się zaczyna, może nie cofnęliśmy się, ale ciągle jesteśmy na początku reformy, pomimo wzrastających wydatków państwa na nasze zdrowie. Najbardziej brakuje chyba spójnego planu, jasnej wizji realizowanej solidarnie przez wszystkich zaangażowanych w ochronę zdrowia, niezależnie od partyjnych i branżowych interesów. Ten system nie może działać na zasadzie załatwiania doraźnych spraw: jedna grupa wyrwie coś drugiej, kto kogo wyprowadzi w pole: szpitale NFZ czy odwrotnie, kto wyszarpie największy kawałek tortu dla siebie, oczywiście z szumnym hasłem na ustach: najbardziej liczy się dobro pacjenta.</p>
<p>Kolejnym ważnym problemem jest mocno utrwalone w społeczeństwie przekonanie, że to inni powinni się o nas zatroszczyć, i że system wspierany naszymi składkami udźwignie ciężar reperowania naszego zdrowia. Z tego, co wiem, w żadnym kraju na świecie tak to nie działa. Całkiem niemało ludzi w Polsce zupełnie bezprawnie pobiera świadczenia z tytułu uszczerbku dla zdrowia, zmuszając państwo do ogromnych wydatków. Weźmy pod uwagę, że osiem milionów ludzi w Polsce pali nałogowo papierosy, za nimi idzie czternaście milionów biernych palaczy, czyli ponad połowa społeczeństwa cierpi z powodu skutków nałogu oraz chorób, jakie on powoduje. Nie wspominam tutaj o innych nałogach.</p>
<p>Przeczytałem niedawno w „Tygodniku Powszechnym” artykuł pod tytułem „Tryby”, który zaczyna się od następujących słów: <em>Prognozy epidemiologów są zatrważające: za mniej więcej dekadę nastąpi podwojenie liczby zachorowań na nowotwory. Rak będzie głównym zabójcą Polaków. Według badań europejskich pod względem dostępności do leczenia onkologicznego Polska jest na ostatnim miejscu. System nie jest przygotowany na walkę z chorobą. Na raka umiera 90 tys. osób rocznie. Gdyby badania profilaktyczne stały się normą, można by wyrwać śmierci 30-tysięczne miasto rocznie</em>. Decyzja o badaniu diagnostycznym we wczesnym stadium choroby należy jednak do nas. Nikt na siłę nie zaciągnie nas do lekarza. W ostatnich latach dokonał się w medycynie ogromny postęp naukowy i technologiczny. Średnia wieku człowieka wydłużyła się ogromnie. W pierwszej dekadzie XX wieku ludzie żyli przeciętnie około czterdziestu lat, a dzisiaj prawie osiemdziesiąt.</p>
<p>Czy ludzie jednak są coraz zdrowsi? To, co często przyjemne dla podniebienia, jest na ogół szkodliwe dla zdrowia. A więc żyjemy w permanentnym rozdarciu: żyć przyjemnie i szybko albo nudno i zdrowo? Owszem, trzeba wybierać, ale również nie można żyć według stereotypów. Nie zawsze to, co zdrowe, musi być niesmaczne. Oczywiście tego wyboru nie dokonają za nas medycy. Za swoje zdrowie odpowiadamy przede wszystkim my, skoro to my decydujemy o własnym stylu życia.</p>
<p>Nie ulegajmy również zbytnio medialnemu obrazowi służby zdrowia, w którym widać coś z paniki społecznej: ciągle pokazywane są kolejki przez gabinetami, narzekania na odległe terminy badań; tu i ówdzie strajkują pielęgniarki albo bankrutuje szpital. Świat nie jest taki, jakim pokazują go media, także świat medyczny.</p>
<p>Współczesna kultura jest zdominowana przez mechanizmy wolnego rynku oraz konkurencji. Dlatego jesteśmy świadkami dużej ekonomizacji w dziedzinie ochrony zdrowia. Wszystko przelicza się na pieniądze. Niektórzy obawiają się, że w pewnym wieku oraz przy zaawansowaniu niektórych chorób leczenie przestanie być opłacalne i rentowe. Ekonomizacji towarzyszy odhumanizowanie medycyny oraz uprzedmiotowienie chorego.</p>
<p>Kiedyś znajomy doktor zadał mi pytanie: czym według ciebie jest leczenie? Odparłem, że leczenie jest sztuką i służbą człowiekowi, w której bierze się odpowiedzialność za jego życie i zdrowie. Lekarz powiedział: tak było kiedyś. Dzisiaj tę odpowiedzialność przerzuca się na pacjenta. Mówi się mniej więcej tak: oto wachlarz możliwości terapii, które możemy zastosować. Pacjent ma wybrać, choć nie zdaje sobie sprawy ze złożoności i uwarunkowań choroby oraz konsekwencji swoich decyzji. Tym bardziej przy okazji wydania numeru poświęconego zdrowiu chcemy pochylić czoło przed wszystkimi lekarzami, pielęgniarkami, urzędnikami, całym personelem medycznym.</p>
<p>Któż z nas nie doświadczył ogromu bezinteresownej troski tych, którzy stają codzienne przy łóżku chorego, aby służyć mu swoim czasem i umiejętnościami. Znakomita większość opiekujących się chorymi nie zasłania się trudnościami systemowymi, ale staje na posterunku i dba o pacjenta. Trzeba naprawdę mieć w sobie coś z dobrego Samarytanina, aby nie zniechęcić się niewydolnością systemu, uciążliwościami w pracy oraz niskimi zarobkami.</p>
<p>A zatem życzę wszystkim dużo zdrowia: pacjentom i tym, którzy ich leczą, oraz oczywiście samemu systemowi.</p>
<p><strong>Krzysztof Ołdakowski SJ</strong></p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/duzo-zdrowia-zycze-wszystkim/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Andrzej Sośnierz: Rynek nie szkodzi służbie zdrowia</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Apr 2011 13:58:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Temat numeru]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=868</guid>
		<description><![CDATA[Trzeba rozwiązać Narodowy Fundusz Zdrowia i zastąpić go ponownie kasami chorych, które by ze sobą konkurowały i wnosiły dynamizm niezbędny dla służby zdrowia. By system się nie rozstroił, należy wprowadzić nadzór ubezpieczeń zdrowotnych.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trzeba rozwiązać Narodowy Fundusz Zdrowia i zastąpić go ponownie kasami chorych, które by ze sobą konkurowały i wnosiły dynamizm niezbędny dla służby zdrowia. By system się nie rozstroił, należy wprowadzić nadzór ubezpieczeń zdrowotnych.</p>
<p><span id="more-868"></span></p>
<p>Z posłem Andrzejem Sośnierzem rozmawia Krzysztof Ołdakowski SJ</p>
<p><em>- Jakie było źródło sukcesu śląskiej kasy chorych?</em></p>
<p>- Przede wszystkim udało się ją utworzyć bez zbytniej ingerencji polityków. Wówczas nikt nie wiedział, jak ma ten system powstawać i mieliśmy wolną rękę. Poza tym miałem ośmioletnie doświadczenie lekarza wojewódzkiego w Katowicach i wiedziałem, jak funkcjonuje budżetowa służba zdrowia, co trzeba naprawić, znałem jej mankamenty. Zacząłem przygotowywać województwo do zmian, zanim zaczęły się reformy w 1999 roku. Zaczęliśmy liczyć koszty, przygotowywać do planowanego systemu struktury organizacyjne zakładów opieki zdrowotnej.</p>
<p>Wprowadziłem do służby zdrowia proste zasady rynkowe. Pragmatyzm przyświecał wszystkim działaniom. I to się obroniło. Nieraz wyklina się rynek za to, że jest bezduszny, że jest przeciwko pacjentom. Nie zgadzam się z tym zdaniem. Właśnie zasady rynkowe, a nie gangsterskie, nie oligarchiczne, uprzystępniły rynek usług zdrowotnych zwykłemu pacjentowi. Ten zwykły obywatel, nie ten bogaty, stawał się najcenniejszym podmiotem w tym systemie. Właśnie system rynkowy jest czasem bardziej egalitarny niż najbardziej egalitarne systemy polityczne.</p>
<p><em>- A czy ponowna centralizacja, jakiej dokonał rząd Millera, miała racjonalne podstawy czy po prostu była zastosowaniem się do starej zasady: „od nas świat się zaczyna”?</em></p>
<p>- Oficjalnie mówiono, że trzeba przywrócić kontrolę ministra nad systemem, że trzeba ujednolicić system. To minister miał mieć władzę nad pieniędzmi, a nie urzędnicy „w terenie”. Zastanawiano się też – jak podejrzewam – jak  to zrobić, żeby w siedemnastu kasach chorych ta sama firma wygrała przetarg na komputeryzację? Trudno. A jakie będzie to proste, gdy będzie jedna instytucja, prawda? Do takich prostych pobudek dobudowywano ideologię.</p>
<p>Zbyt scentralizowane państwo czasem wcale nie jest silne. Przypomnę, że Polska była najsilniejsza wtedy, kiedy była państwem federalnym. Federalizm wcale nie oznaczał słabości. Oczywiście mieliśmy też piastowski okres państwa zasadniczo centralnego, chociaż on był krótki. Jeśli pamięta się o kreatywności Polaków, o dużym poczuciu wolności, które cechuje nasz naród, to można zostawić Polakom więcej swobody. Natomiast władza centralna powinna stworzyć mechanizmy kontrolne. A więc wierność pewnym zasadom, uczciwość – to są warunki powstania silnego państwa, bo samo zagarnięcie władzy nic nie daje.</p>
<p>Byłem prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia tylko przez rok. Nie zdążyłem zbyt wiele zrobić. Nie miałem poczucia, że rządzę tą instytucją, mimo że bardzo starałem się zmienić mechanizmy i zgłaszałem wiele propozycji. Ale decydent w systemie scentralizowanym ma iluzję władzy. Prezesowi wydaje się, że jak wydał decyzję, wydał rozporządzenie, to problem rozwiązał. A to nie tak. Na przykład ja zdecydowałem, że kierować na badania tomografii komputerowej może każdy lekarz; wydaję zarządzenie i myślę, że załatwiłem sprawę. Po roku, kiedy już nie byłem prezesem, jeden z lekarzy mówi: „Jak to byłoby dobrze, gdybyśmy mogli kierować na badania tomografii komputerowej”. To pokazuje, że to zarządzenie po roku jego obowiązywania dotarło tylko do części lekarzy. A więc to iluzja władzy: zarządziłem i jest dobrze. W rzeczywistości trzeba sprawdzić, czy to w ogóle weszło w życie. A może należy inaczej – zostawić decyzję „dołom”, bo tam ludzie lepiej tego dopilnują.</p>
<p>Oczywiście łatwo ulec takiej iluzji. Człowiek chodzi napuszony po korytarzach, kłaniają mu się ludzie, mówią, jaki on jest ważny, skoro załatwił jedną sprawę. A załatwił tylko jeden z tysiąca problemów. Dlatego musi powstać więcej ośrodków decyzyjnych, bo jeden człowiek w Warszawie to za mało. Ta centralizacja właściwie pogorszyła sytuację. System jest coraz bardziej nieludzki, coraz bardziej oddalony od pacjenta. Gdzieś tam podejmuje się decyzje, pacjenci błądzą, nie ma możliwości szybkiego reagowania na zdarzenia.</p>
<p><em>- Przywołał pan rok 1999. Gdyby się konsekwentnie trzymać tamtej linii, to dzisiaj bylibyśmy już w dwunastym roku reformy służby zdrowia i moglibyśmy wprowadzać drobne korekty, nawet z roku na rok, tak jak robią to Niemcy, których system działa efektywnie.</em></p>
<p>- Tak. My stworzyliśmy system inny niż niemiecki. Mało tego, bazowaliśmy na doświadczeniach reszty Europy. I staraliśmy się uniknąć tych problemów, które mają inne państwa, choćby Niemcy. Bo Niemcy też mają problemy i muszę powiedzieć, że kiedy na konferencji w Hamburgu prezentowałem model śląskiej kasy chorych, to usłyszałem od niemieckich dziennikarzy: „My przyjeżdżaliśmy do was uczyć wielu rzeczy: demokracji, zasad rynkowych, ale widzimy, że w tej chwili i od was możemy się czegoś nauczyć”. Niestety, wskutek zawiści i konfliktów małych interesów zniszczyliśmy ten system i Europa już nie ma się czego od nas uczyć. Oczywiście także wtedy w Polsce było różnie, ale przykład kilku dobrze działających kas zachęcał do pracy inne. Mówiono: „Skoro na Śląsku, skoro w Małopolsce może być tak, to dlaczego nie u nas?”. Ten system miał zdolność autonaprawy. I to nie poprzez rozkazy szefa, tylko dyrektor oddziału, który funkcjonował gorzej, mógł czuć się zagrożony i uznać, że powinien naśladować dobry przykład.</p>
<p>Wprowadziliśmy też system rejestru usług medycznych i kart chipowych, które ułatwiały identyfikację ubezpieczonych. To była innowacja w skali europejskiej. Firma produkująca te karty wybudowała nawet fabrykę blisko granicy, koło Drezna, bo wydawało się, że za chwilę trzeba będzie 40 milionów kart wyprodukować. Później ten system identyfikacji zniszczono po to, żeby wdrożyć rejestr usług medycznych w sposób scentralizowany. A <em>de facto </em>nie zrobiono nic. W tej chwili jesteśmy w ogonie Europy.</p>
<p>Centralizacja nie jest najlepszym rozwiązaniem. To iluzja, że minister w tej chwili może wiedzieć, co tak naprawdę dzieje się w opiece zdrowotnej. On czasem dowiaduje się z gazet, że dziewczynka zabłądziła w Puszczy Augustowskiej. A to, że sprawa wymagała interwencji ministra, to jest właściwie katastrofa systemu. To dziecko powinno być otoczone opieką w dobrze zorganizowanym systemie. Ingerencja ministra to nie tytuł do chwały.</p>
<p><em>- W jakim kierunku powinna zmierzać dzisiaj reforma służby zdrowia? Czy znów trzeba wszystko przebudowywać?</em></p>
<p>- Nie, wszystkiego nie trzeba zmieniać. Na pewno trzeba dokonać kilku rzeczy. Minister powinien nareszcie zająć się tworzeniem systemu opieki zdrowotnej, czyli wyregulować system, a nie nim kierować. Trzeba określić, czym ma zająć się lekarz rodzinny, czym ma się zająć przychodnia specjalistyczna, czym ma się zająć szpital. Należy rozwarstwić szpitale (są szpitale krótkoterminowe, średnioterminowe, długoterminowe, wysoko specjalistyczne, jedno specjalistyczne), zdefiniować zadania poszczególnych ogniw tego systemu. Trzeba wiedzieć, co ma robić szpital z pacjentem, który wymaga przeniesienia do innego szpitala. To szpital powinien wskazać pacjentowi drogę przez ten system i przekazać go do innego szpitala, a nie zrzucać cały ciężar na rodzinę, która jeszcze musi uiszczać opłaty nieformalne.</p>
<p>Minister powinien kierować systemem: zasadami jego statuowania, regulowania, funkcjonowania. Trzeba usprawnić działanie płatnika, czyli rozwiązać Narodowy Fundusz Zdrowia i zastąpić go ponownie kasami chorych, które konkurowałyby ze sobą i wnosiły dynamizm niezbędny służbie zdrowia. Natomiast żeby się system za bardzo nie rozstroił, trzeba utworzyć niezależny urząd nadzoru ubezpieczeń zdrowotnych, który będzie prowadził monitoring i dbał o względną jednolitość systemu. Jeśli taki urząd stwierdzi, że jedna kasa mimo tych bodźców motywujących nie naprawia się, no to wtedy trzeba będzie ingerować w jej działalność.</p>
<p>Najważniejsze zadania to więc zmiana roli ministra, decentralizacja Funduszu i szereg mniejszych zmian: zrównanie podmiotów na rynku, kupowanie świadczeń, opracowanie kodeksów dobrego negocjowania. Kontraktów nie powinno się narzucać, jak to dzieje się teraz, tylko należy je negocjować. Trzeba poznać partnera. I kupować tylko u dobrych świadczeniodawców. Trzeba zapewnić pewną stabilizację na rynku różnym podmiotom, nie zamykając systemu na nowych świadczeniodawców. Ale nie może być tak, że dotychczasowy świadczeniodawca, który na przykład zainwestował w dużą przychodnię, trzy lata świadczy usługi dla Funduszu, rozwija się i znów inwestuje, startuje do konkursu i przegrywa tylko dlatego, że ktoś inny dał niższą cenę. To nie jest stragan, który można w dowolnej chwili przenieść. Dobremu świadczeniodawcy trzeba zapewnić stabilizację. I stopniowo wpuszczać nowych, żeby powstawała konkurencja. Tym nowym też trzeba pozwolić zdobywać swoją pozycję.</p>
<p>- <em>Pieniądz ma iść za pacjentem.</em></p>
<p>- Należy oczywiście wprowadzić zasadę, że pieniądz idzie za pacjentem. On <em>de facto</em> idzie za pacjentem, natomiast spór toczy się o realizację świadczeń przez zakłady opieki zdrowotnej. Skoro jest świadczenie, jest i pieniądz. I powinien być. W takiej sytuacji usługodawca chce rozszerzać swoją działalność. I tutaj trzeba zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, że ktoś może kreować sztuczną usługę zdrowotną i na niej zarabiać. Między innymi dlatego powstał pomysł stworzenia rejestru usług medycznych, aby zahamować nadprodukcję zakładów opieki zdrowotnej. Słynne tak zwane nadwykonania to często usługi zbędne, których nie trzeba byłoby finansować. One są bardzo różne. Niektóre są potrzebne, a niektóre nie. Fundusz nie ma narzędzi, żeby to sprawdzić. A nadprodukcja powinna być traktowana jako ryzyko przedsiębiorcy. Dyrektor szpitala ma przecież firmę, podobnie jak dyrektor piekarni, który piecze chleby i pewnego dnia mówi: chciałbym sprzedać 500 bochenków więcej. Produkowanie w nadmiarze świadczeń zdrowotnych to często takie właśnie ryzyko. Różnica jest tylko taka, że dyrektor piekarni nie zmusi ludzi, żeby kupili te 500 bochenków, a dyrektor szpitala co robi? Dzwoni do posła lub telewizji: „Panie pośle, panie redaktorze, mam tu takiego ciężko chorego pacjenta, proszę przyjechać”. Kamera pokaże tylko tego ciężko chorego pacjenta, bo tych lekko chorych, których nie trzeba byłoby hospitalizować, to już nie pokaże. Pokaże też dyrektora skarżącego się, że Fundusz nie chce mu zapłacić. I zaczyna się cały bal. Przymusza się płatnika, żeby za wszystko zapłacił. I niestety doświadczenie uczy, że najczęściej przymusza z powodzeniem. W związku z tym można produkować, bo media zrobią z takiego dyrektora bohatera: on tu szlachetnie świadczy usługi, a ten zły Fundusz nie płaci. Trzeba im uświadomić, że nie wszystko, co się dzieje w opiece zdrowotnej, jest potrzebne pacjentom, trzeba nauczyć odporności na naciski. I wtedy można uruchomić system, w którym pieniądz idzie za pacjentem. Ktoś niedawno w dyskusji zrobił pewne porównanie: powiedział, że inne ubezpieczalnie płacą za wszystkie szkody, ale przecież zanim taki ubezpieczyciel zapłaci za szkody powstałe wskutek kolizji samochodowej, to przyśle komisje, która oceni straty. W służbie zdrowia takiej weryfikacji nie da się wprowadzić, ale pewna  weryfikacja jest jednak potrzebna, choć oczywiście nie w przypadku każdego pacjenta. Do tego miałby służyć rejestr usług medycznych: tworzymy pewne systemy statystyczne, systemy regulowanych kontroli, monitorujemy i widzimy, że gdzieś tam jest nadprodukcja. Ale na taki porządek pracuje się latami.</p>
<p><em>- A na ile zaprowadzenie takiego porządku jest realne?</em></p>
<p>- To w części kas chorych już funkcjonowało. Dlatego jest to, moim zdaniem, w pełni realne. Ale czy politycy będą gotowi do kolejnych zmian, tego nie wiem.</p>
<p><em>- Żeby efektywnie reformować służbę zdrowia, to trzeba wcześniej stworzyć spójną wizję tej służby. Niestety, ujawnia się tu dużo sprzecznych dążeń.</em></p>
<p>- Wszystkich interesów nie pogodzimy. Trzeba ustalić pewne priorytety; takim priorytetem jest stworzenie systemu przyjaznego dla pacjenta. To nie jest takie oczywiste, bo ktoś może powiedzieć: sprzyjajmy przede wszystkim lekarzom, żeby poparli nas w wyborach. Wtedy jednak zmarnotrawimy trochę pieniędzy. To stało się niestety za rządów Platformy, kiedy przekupiono środowisko. W 2008 roku zrealizowano znaczne podwyżki. Niestety te podwyżki obiecał również profesor Religa; to był początek lawiny.</p>
<p>Służbie zdrowia w 2008 roku przybyło dużo pieniędzy; nakłady wzrosły prawie o 25% – ale co z tego ma pacjent? Dla pacjenta nic się nie zmieniło. Jakie były problemy, takie są. Jak dawniej tu i ówdzie wręczano łapówki, tak i je wręczano po podwyżkach. Widzimy, jak największe pieniądze można zmarnotrawić. Mimo to trzeba jednak dołożyć trochę pieniędzy do opieki zdrowotnej, ale na darmo.</p>
<p><em>- Od 1999 roku nakłady na służbę zdrowia zwiększyły się ponad dwukrotnie. Dlaczego zwykły pacjent tego nie czuje? </em></p>
<p>- Cóż, w Polsce lubi się narzekać. Proszę wyobrazić sobie dyrektora szpitala, który by wyszedł przed kamerę i powiedział: „Mam kontrakt dobry, mam zyski, jestem zadowolony”. Chyba by go wszyscy zjedli. „Coś ty idiota? Za chwilę Fundusz obetnie ci kontrakt. Musisz narzekać”. Nie przypominam sobie zadowolonego menadżera opieki zdrowotnej w Polsce, który by wystąpił w telewizji. A przecież są zadowoleni. W kuluarach wielu mówi: „Mam pieniądze, dobrze idzie, ale nie powiem tego”. Nie wszyscy wiedzą, że pracownicy służby zdrowia, głównie lekarze w niektórych szpitalach, a nie są to przypadki pojedyncze, zarabiają miesięcznie kilkadziesiąt tysięcy złotych, niech to będzie 70-80 tysięcy złotych miesięcznie netto. To jest płaca demoralizująca, moim zdaniem. Szczególnie, że nie wiąże się to z wyższą jakością pracy. Kiedyś namawialiśmy jednego lekarza, żeby podjął pewną pracę, a on mówi: „Nie chce mi się już pracować, ja nie mam co z tymi pieniędzmi zrobić”. Ale tego nie usłyszy się w mediach. A ja to słyszę i mnie to boli, dlatego że ubezpieczeni za to płacą, i nie wiedzą, że taki lekarz zarabia więcej niż premier Rzeczpospolitej. Proszę policzyć, ile kosztuje pracownik w służbie zdrowia, który zarabia brutto 80 tysięcy miesięcznie. W skali roku to jest milion złotych.</p>
<p><em>- To niewiarygodna kwota.</em></p>
<p>- 30-40 tysięcy to są zarobki dość powszechne. Tę patologię wykreowali politycy i Fundusz. Robi to też Fundusz, jeżeli stawia zbyt wysokie wymogi na przykład przychodni onkologicznej albo chirurgicznej, określając, że w tej przychodni może pracować tylko specjalista. Na przykład: wiemy, że w Polsce specjalistów danego rodzaju jest 100. A przychodni 200. Co się wtedy stanie? Właściciel takiej przychodni będzie próbował jakoś rozwiązać problem i przekupić lekarza. Praca takiego lekarza sztucznie nabiera wartości poprzez wymogi, które stawiał Fundusz. Fundusz stawia wysokie wymogi, co powoduje deficyt danych specjalistów na rynku i oni wtedy dyktują ceny.</p>
<p>Lekarze próbują też monopolizować usługi. Wysokiej klasy specjalista w Warszawie jest niezadowolony, że jeszcze w pięciu miejscach w Polsce powstały ośrodki tego samego typu. Wtedy na przykład jako specjalista krajowy sugeruje Funduszowi takie warunki, których konkurenci nie spełnią. Fundusz z tego wszystkiego powinien sobie zdawać sprawę i nie ulegać takim presjom.</p>
<p>Kiedyś w kasie chorych próbowaliśmy określić realne koszty operacji czy zabiegów. Stawialiśmy ankieterów za operatorem i oni liczyli: ile nici, ile gazików zużyto, ile minut trwała operacja, jak długo trwało znieczulenie, ile zużyto środka znieczulającego. Okazywało się, że to wszystko jest czasem niespodziewanie tanie. „To tak tanio my pracujemy?”. A wszystko drożało dlatego, że przed operacją godzinę sobie posiedzieli, po operacji pili kawę i to wszystko wliczali w koszty usługi. Oczywiście, jak Fundusz weźmie konsultanta, to on mówi: tak–tak, to musi tak długo trwać i rozbuduje taki standard, że tego nikt nie uniesie. Ja mówię rzeczy brutalne, ale prawdziwe, to są te mankamenty. Jeżeli nie będziemy mieć silnych polityków, którzy podejmą się walki z takimi praktykami, jeżeli media nie wesprą nas w tym wszystkim, to my nigdy tego systemu nie uzdrowimy.</p>
<p>- Uzdrowienie systemu to jedna sprawa. A druga – to postawa pacjentów, którzy myślą, że skoro płacą składki na ubezpieczenie, to sami nie muszą już troszczyć się o własne zdrowie.</p>
<p>- Bo za usługi płaci pośrednik. Nie da się stworzyć takiego systemu, żeby pacjent płacił bezpośrednio. Lekarz i pacjent zawierają sojusz: „My chcemy świadczyć usługi, a płatnik niech płaci”. Z jednej strony nie ma hamulca, jeśli chodzi o nadmierne korzystanie z usług; z drugiej – brakuje troski o własne zdrowie, skoro to niby państwo za wszystko zapłaci.</p>
<p>Warto jednak pomyśleć nad zachętami: „Jeśli będziesz bardziej przezorny, to zapłacisz mniejsze składki”. Ten system stosuje się w różnych krajach: obniża się składkę tym, którzy regularnie zgłaszają się do pewnych programów profilaktycznych. To ma sens ekonomiczny, bo tu można domniemywać, że ta osoba po pierwsze będzie zapewne zdrowsza, a po drugie, że jak zachoruje, to jej choroba będzie wykryta na wcześniejszym etapie i wtedy będzie łatwiejsza i tańsza do wyleczenia. Wcześnie wykryty nowotwór to mały zabieg i duża skuteczność. Nowotwór późno rozpoznany dużo rzadziej udaje się wyleczyć i w dodatku wymaga dużych nakładów finansowych. Nie można wypominać tego pacjentowi, ale lepiej byłoby, żeby wyzdrowiał i zużył mniej środków. I to jest zadanie ministra: jaki system zachęt należy stworzyć, aby zwiększyć przezorność obywateli i skłonić ich do dbania o zdrowie?</p>
<p><em>- Co trzeba poprawić najpilniej w naszym systemie ochrony zdrowia?</em></p>
<p>- Należy przemyśleć rolę Ministerstwa Zdrowia w prowadzeniu polityki zdrowotnej państwa; wzmocnić tę rolę, ale nie przez koncentrację władzy. Trzeba uruchomić mechanizmy rynkowe w sferze opieki zdrowotnej; poza tym – zdecentralizować Fundusz, aby decyzje zapadały na szczeblu wojewódzkim. Do tego dochodzi konieczność stworzenia rejestru usług medycznych i rozdania kart ubezpieczenia zdrowotnego.</p>
<p>Być może warto przedyskutować, czy nie finansować służby zdrowia nie poprzez składkę ubezpieczeniową, ale w formie bonu ubezpieczenia zdrowotnego. To byłby system dość nowatorski na świecie, ale wszystko kiedyś musi się zacząć. To, że jeszcze tego nie zrobiono w Stanach albo w Niemczech, nie znaczy, że nam nie wolno. Taki system ma sporo zalet; jego wadą jest to, że nie jest jeszcze przetestowany, choć mówi się o nim na świecie i gdzieniegdzie próbuje wdrażać.</p>
<p>A odnośnie do prywatyzacji – chciałem zauważyć, że cała patologia polskiej służby zdrowia zrodziła się w zakładach kiedyś państwowych. Bo kluczowe nie jest to, czyj jest szpital, ale to, jaką ma umowę z Funduszem. Jeśli umowa będzie dobra i dobrze będzie zabezpieczała interesy pacjenta, to pacjent nawet nie będzie wiedział, że jest w prywatnym szpitalu, bo Fundusz za niego płaci. Znam szpitale prywatne, które mają umowy z Funduszem, szanują je, i nie biorą ani grosza od pacjenta. Natomiast szpital publiczny wie, że jak mu kontrakt odbiorą, to i tak tam pojawią się zaraz samorządowcy lub posłowie i przywrócą kontrakt choćby był źle wykonywany.</p>
<p><strong>Andrzej Sośnierz</strong>, ur. 1951 w Głuchołazach, lekarz, poseł. 1999–2002 – dyrektor Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych. 2006–2007 prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Obecnie członek klubu parlamentarnego Polska Jest Najważniejsza.</p>
<p>Krzysztof Ołdakowski SJ, redaktor naczelny „Przeglądu Powszechnego”.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/04/04/andrzej-sosnierz-rynek-nie-szkodzi-sluzbie-zdrowia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ulepszona ludzkość</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 01 Jan 2011 17:45:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=803</guid>
		<description><![CDATA[Odczuwamy naglącą potrzebę połączenia rezultatów osiągnięć naukowych z respektowaniem podstawowych zasad etycznych. Potrzebne jest nowe przymierze nauki z etyką.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nauka odsłania coraz więcej tajemnic. W szybkim tempie poszerza horyzonty naszej wiedzy o człowieku i wszechświecie. Dotyczy to zarówno wymiaru istnienia w przestrzeni, jak i w czasie. Poruszamy się w ramach dostępnych horyzontów poznawczych. Chociaż coraz więcej wiemy, to niewątpliwie w skali makrokosmosu pytań jest więcej niż odpowiedzi. Czy życie podobne do naszego przejawia się tylko w znanym nam świecie? Czy mamy prawo uważać siebie za absolutnie jedynych Bożych wybrańców i adresatów orędzia zbawienia?</p>
<p>Skoro zarodki życia krążą w galaktyce, nie można wykluczyć, że jako ziemianie nie jesteśmy całkiem samotni. Wszystko, co żyje, ewoluuje w czasie, ale zmiany w tym procesie zauważalne są w ogromnie długim czasie, którego nie ogarniamy refleksją. Nawet jeśli przyjmujemy za biologami, że proces ten ma charakter przypadkowy, rodzi się pytanie, co było przed ewolucją i czy jest ona odwieczna. Znamy również prawa fizyki, ale jak one powstały &#8211; nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć.</p>
<p>Nie inaczej jest z ludzkim mikrokosmosem. Człowiek próbuje przeniknąć tajemnicę życia, niemal wedrzeć się w nią i sobie podporządkować. Od wieków trwa poszukiwanie „eliksiru młodości”, który zatrzymałby proces starzenia się i zapewnił nieśmiertelność. Obrazy znane z filmów i powieści science fiction przenikają do laboratoriów naukowych. Współczesna medycyna wyeliminowała wiele śmiertelnych chorób. Ludzie w krajach rozwiniętych żyją dziś przynajmniej dwa razy dłużej niż w dziewiętnastym wieku. Ogromne nadzieje wiązane są z postępem medycyny regeneracyjnej i inżynierii tkankowej. Rodzi się szansa na stworzenie alternatywnego źródła pozyskiwania organów. Miałyby one zastąpić te zużyte i źle funkcjonujące. Może już niedługo będziemy nosili tabliczki z informacją o naszym kodzie genetycznym. Możliwe, że otworzy to szerszą drogę do spersonalizowanej medycyny, jeśli produkcja leków tworzonych pod konkretnego pacjenta będzie opłacalna. Niektórzy optymiści budzą nadzieję, że zostanie wyłączony proces starzenia się człowieka.</p>
<p>Czy to już zaledwie krok od nieśmiertelności? Biolodzy zapewniają jasno: sama ewolucja nie doprowadzi do nieśmiertelności w ramach tego życia, bo nie ma w sobie mechanizmu, który mógłby to zapewnić. A więc potrzebne będzie jednak zmartwychwstanie, żeby wybić się na nową jakość istnienia.</p>
<p>Rozmaite próby ulepszania ludzkości ujawniają również inne, bardziej ponure oblicze. Badania statystyczne wskazują, że w krajach bogatych, w których ludziom dobrze się powodzi, a medycyna stoi na wysokim poziomie, wiele osób cierpi na depresję, popełnia samobójstwa, wpada w narkomanię i alkoholizm. Osoby w podeszłym wieku ogarnia poczucie wewnętrznej pustki spowodowanej brakiem stałego zajęcia. To sprawia, że udają oni młodzieniaszków, nie wiedzą, co z sobą zrobić. Mimo osiągnięć i obiecujących perspektyw w przedłużaniu życia słyszymy głośne żądania śmierci na życzenie dla nieuleczalnie chorych oraz aborcji dla upośledzonych płodów ludzkich. Możemy spytać, wybiegając w przyszłość, czy poznanie genomu człowieka i udoskonalenie technik klonowania ssaków nie spowoduje w przyszłości zjawiska nielegalnego klonowania ludzi. Póki co, nie wolno tego robić. Ale gdy technicznie stanie się to możliwe, kto powstrzyma ten proces?</p>
<p>Próby ulepszania ludzkości naznaczone są brakiem spójności. Mamy problem z jednoznacznym odczytaniem wartości moralnej postępu naukowego i przemian biotechnologicznych. Wielu pyta: do jakiego stopnia wolno posunąć się w dziedzinie inżynierii genetycznej i nienaturalnych metod przekazywania życia? Często brakuje pogłębionej refleksji etycznej przełożonej na potoczny język, zrozumiały dla większości ludzi. Nie wszystko, co technicznie jest możliwe, musi być siłą rzeczy dobre i godziwe. Nie można dobrymi intencjami usprawiedliwiać wszystkich działań. Trzeba poszerzać horyzont odpowiedzi na nowe wyzwania, przed którymi staje współczesny człowiek. Odczuwamy naglącą potrzebę połączenia rezultatów osiągnięć naukowych z respektowaniem podstawowych zasad etycznych. Potrzebne jest nowe przymierze nauki z etyką. Bez tego wszelkie próby ulepszania ludzkości mogą okazać się zgubne.</p>
<p>Drogą do ulepszania ludzkości jest dzisiaj często utrwalanie jedynie słusznych przekonań. Popiera się je selektywnie dobieranymi opiniami dyżurnych autorytetów, którzy pracują na rzecz dobrze prosperujących lobby i gałęzi sektora medycznego. Manipuluje się nierzadko danymi oraz emocjami, żeby tworzyć front poparcia dla z góry preferowanego rozwiązania. Potem okazuje się często, że prawa natury z trudem dają się ręcznie sterować rządzącym i nie dają się im podporządkować. Jest w nich po prostu ukryta mądrość. Okazuje się, że nie musimy bezkrytycznie wierzyć temu, co jest przestawiane jako osiągnięcie naukowe, bo najbardziej na nasze zdrowie wpływają przyzwyczajenia, wychowanie, kultura oraz relacje. One również decydują o sprawach pozornie nie mających z nimi wiele wspólnego jak poziom zdolności rozrodczych. Powodują nierzadko spadek płodności u mężczyzn i kobiet. Bardzo wiele zależy od stylu życia. Wiele można osiągnąć zmieniając codzienne przyzwyczajenia, regularnie się odżywiając, aktywnie wypoczywając, unikając stresów i przepracowania. Polepszyć życie można w całkiem prosty sposób, bez uciekania się do skomplikowanych i kosztownych sposobów.</p>
<p>Ulepszanie ludzkości nie może odbywać się w oderwaniu od wizji człowieka, czyli horyzontu antropologicznego. Podstawowe pytanie, jakie należy zadać, brzmi: kim jest człowiek? Im intensywniej próbuje się ulepszać ludzkość, tym bardziej potrzebne jest świadectwo, że człowiek nie jest bytem jedynie naturalnym, rządzonym popędami, a nawet istotą rozumną o nieograniczonym potencjale intelektualnym. Jest kimś więcej – kimś, kto przekracza siebie, kto tęskni za pełnią, wykracza poza doczesność. To prawda, że ludzie wiedzą o sobie i o świecie coraz więcej, ale pytają również o sprawy, na które nauka nie odpowiada, czyli sens życia, sens przemijania oraz śmierci. Zmagają się z codziennymi problemami egzystencjalnymi: jak odróżnić prawdę od fałszu oraz dobro od zła. Chociaż możliwości ludzkiego umysłu są ogromne, trzeba dostrzec jego granice. Potrzeba mu pokory, ponieważ są tajemnice człowieka i przyrody oraz są tajemnice Boga.</p>
<p>Z pewnością nie powinniśmy zatrzymać się na problemie: czy ludzkość da się ulepszyć, ale pójść w stronę pytania: co zrobić, aby człowiek stał się lepszy. Trzeba stawiać pytania o sprawy najważniejsze. Przypominali o nich wielcy mistrzowie myśli i pióra. Należał do nich Czesław Miłosz. Agnieszka Kosińska, historyk literatury, zabiera nas na wyprawę w świat twórczości noblisty. Zauważa w swojej opowieści, że Miłosz był twórcą, którego życia nie da się oddzielić od dzieła. Miał taką konstrukcję psychofizyczną, że nie zgadzał się na to, co jest, na okrucieństwo świata, Boga i człowieka. Jakby wiedział jako poeta, że człowiek lepszym naprawdę dopiero będzie.</p>
<p>Czy Polacy mogą być innowacyjni, konkurencyjni i lepsi od innych? Odpowiadając na to pytanie Profesor Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, zauważa silny brak przekonania i wiary, że uda się na naszym rodzimym podwórku osiągnąć sukces w dziedzinie zaawansowanej technologii. Na polu innowacyjności jesteśmy na szarym końcu w Europie. Aby temu skutecznie przeciwdziałać, należy wychowywać do osobistej kreatywności na każdym poziomie oraz kształtować umiejętność pracy w zespole.<br />
Pewne jest jedno: tylko lepszy człowiek będzie mógł naprawdę ulepszać ludzkość i świat.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2011/01/01/ulepszona-ludzkosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wolne miejsce dla nieznajomego</title>
		<link>http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/</link>
		<comments>http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 05 Dec 2010 16:57:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Krzysztof Ołdakowski SJ</dc:creator>
				<category><![CDATA[Artykuły]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.przegladpowszechny.pl/?p=796</guid>
		<description><![CDATA[Mamy obowiązek bronić wielkości i godności człowieka, jego praw i wolności.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Mamy obowiązek bronić wielkości i godności człowieka, jego praw i wolności.</strong></p>
<p>W tym miesiącu będziemy przeżywać Uroczystość Narodzenia Pańskiego. Ta tajemnica stanowi pełnię wypowiedzi Boga o sobie samym. Prawda o wcieleniu przypomina nam, że nie jest On bytem żyjącym ponad nami, ale stał się dostępny i bliski. Aby jednak zbliżyć się do tej prawdy, potrzeba otworzyć się na objawienie, które przychodzi z innego świata. Aniołowie pozwalają pasterzom zbliżyć się do tajemnicy wcielenia: jak to możliwe, jak pojąć to, że w Bogu zrodziło się pragnienie bycia człowiekiem, i to nie jakimś abstrakcyjnym, idealnym, ale podobnym do każdego z nas. Trzeba również przejść tę drogę pasterzy, czyli zgiąć kark, pochylić się, zostawić, choć na chwilę swoje pastwisko – codzienne zmartwienia, komentarze medialne, pomysły na życie, ornamentykę świąteczną, która czasami zasłania to, co najważniejsze. Według Ernesta Brylla, przyspieszony tryb życia sprawia, że tracimy poczucie tego, na co, czyli na Kogo, czekamy, i kiedy wreszcie zasiadamy przy wigilijnym stole jesteśmy wykończeni domowymi porządkami i robieniem pierogów. Dlatego tak ważne jest wsłuchiwanie się w się w głos poezji, która może nas zbliżyć do istoty Boga i wyrazić paradoks wcielenia.</p>
<p>Pasterze najpierw usłyszeli, a potem zdecydowali wyruszyć w drogę, by w końcu zobaczyć. Zaufali słowu, które obudziło ich pragnienie i tęsknotę, by rozjaśnić ciemność świata, w którym żyli. Zaskakujące dla nich było to, że odkryli Boga w małym dziecku, kimś niepozornym, wyciągającym ręce i proszącym o przyjęcie. Nasz Bóg nie jest bytem wystarczającym samemu sobie, ale pragnie być kochany całym sercem, chce być zdobyty, zależy mu na naszej miłości, dlatego „rozbraja się przed nami”.</p>
<p>Drugim bardzo ważnym i praktycznym skutkiem prawdy o Bożym Narodzeniu jest podniesienie ziemskiej rzeczywistości. Skoro Bóg mieszkający w niedostępnej światłości stał się człowiekiem, to znaczy, że wszystko, co składa się na ludzkie istnienie, zostało przemienione, stało się częścią życia samego Boga. Nie ma zatem takich obszarów istnienia, które byłyby od Niego oddzielone. Wszystko zostaje przeniknięte Duchem Bożym. Chrystus uświęcił naszą codzienność, prozę życia, podnosząc ją na poziom nieba, całą orbitę ludzkiej zwyczajności wciągnął w świat Boga.</p>
<p>Tomasz Halik pisał kiedyś, że bycie człowiekiem jest czymś przeogromnym, skoro sam Bóg pragnął nim być. A zatem w imię bożonarodzeniowej wiary mówimy, że czymś wielkim i świętym  jest być człowiekiem. Wierzymy, że każdy, kto przyjmuje własne człowieczeństwo i człowieczeństwo innych odpowiedzialnie i z wdzięcznością, jako dar i jako zadanie – już przez to samo spotyka się z Bogiem. On jest zawsze tam, gdzie jest człowiek – i właśnie ta nadzieja stanowi istotny składnik naszej bożonarodzeniowej wiary. Także z tego względu mamy obowiązek bronić wielkości i godności człowieka, jego praw i wolności. W imię tejże bożonarodzeniowej wiary mówimy „nie” wszelkim próbom umniejszania i lekceważenia godności człowieka. W imię tej samej bożonarodzeniowej wiary mówimy, że żaden człowiek na świecie nie może być poniżany i prześladowany – czy to z powodów rasowych, religijnych, politycznych czy narodowościowych.</p>
<p>Jest taki wigilijny zwyczaj pozostawiania wolnego miejsca przy stole dla niespodziewanego gościa. Często bywa on sprowadzany do pustego, rytualnego gestu, który jest całkowicie pozbawiony treści. Co by się stało, gdyby rzeczywiście do drzwi naszego mieszkania zapukał nieznajomy? Gdyby był on np. przybyszem z daleka, który jest bezdomny, brudny i głodny. Gdyby był imigrantem z kraju, który nie budzi najlepszych skojarzeń i wspomnień. Czy to stawianie dodatkowego talerza nie służy często uspokajaniu siebie i utwierdzaniu się w dobrym samopoczuciu, że jesteśmy otwarci i przyjaźnie nastawieni do świata? Można spytać, idąc za Bryllem, czy również łamanie się opłatkiem pozostanie tylko konwencją? Jak wobec tych symbolicznych gestów wyraża się nasza postawa wobec ludzi obcych: przeciwników politycznych, imigrantów, uchodźców oraz przybyszów z „innego świata”, choćby tego zza wschodniej granicy? To puste miejsce, ale wypełnione codzienną treścią, jest ważnym kryterium rzeczywistego świętowania Bożego Narodzenia.</p>
<p>Tradycyjnie uważamy, że najważniejszymi przyczynami migracji jest przeludnienie oraz bieda. Tymczasem wśród głównych motywów przemieszczania się ludzi znajdują się dzisiaj: dążenie do rozszerzania horyzontów życiowych, brak nadziei na lepszą przyszłość w miejscu zamieszkania, pragnienie samorealizacji, podnoszenie poziomu życia oraz wolność stanowienia o sobie. Wśród liczącej ok. 450 mln ludzi wspólnoty dwudziestu siedmiu państw Unii Europejskiej 25 mln stanowią cudzoziemcy. W Unii panuje jednak ogromny brak spójności w stosunku do imigrantów. Kraje członkowskie, w myśl traktatu z Schengen, szczelnie zamykają swoje granice, a drugiej strony ich obywatele zwracają się do nielegalnych przybyszów. Obserwujemy proces szybkiego starzenia się Europejczyków, a także niedobór rąk do pracy w wielu sektorach. Widać wyraźnie, że polityka europejska nie jest w stanie sprostać rzeczywistości ludnościowych przepływów.</p>
<p>W tym  numerze naszego miesięcznika, przy okazji tematu związanego z imigrantami, wprowadzamy rzadko obecny do tej pory na naszych łamach gatunek dziennikarski: reportaż. Jego wielką zaletą jest opisywanie życia z bliska. Agnieszka Wójcińska przedstawia nam sytuację kilkorga cudzoziemców żyjących w Polsce. Dowiemy się m.in. o trudnych losach Wietnamczyków, którzy, jak pisał dwa lata temu na naszych łamach Robert Krzysztoń, są ofiarami skandalicznej współpracy polskiej straży granicznej z tamtejszą bezpieką oraz o rasistowskich ekscesach wobec Afrykańczyków, ale również o sobie, że np. mówimy o patriotyzmie wyłącznie w kontekście stosunku do przeszłości.</p>
<p>Badania socjologiczne wskazują, że jako Polacy coraz skuteczniej pokonujemy stereotypy dotyczące cudzoziemców. Nie stawiamy przeszkód, by byli zatrudniani w Polsce. Co prawda bardziej jesteśmy otwarci na tych, którzy odpowiadają na nasze oczekiwania, czyli np. zostali wychowani w tradycji chrześcijańskiej i mają biały kolor skóry. Imigranci czują się często traktowani przez nas protekcjonalne, z mieszaniną przyjaźni, politowania i pogardy. To również wynika z faktu, że wielu cudzoziemców pracuje w Polsce nielegalnie i wykonuje funkcje usługowe, czyli opiekują się dziećmi lub starszymi albo sprzątają mieszkania. Spotykają się również z niewydolnością machiny biurokratycznej, która nie tylko działa wolno i opieszale, ale często ich lekceważy, a nawet nie zna prawodawstwa, które dotyczy problemów imigracyjnych. Z pewnością prawdziwy test tolerancji wobec cudzoziemców jest jeszcze przez nami. Na razie imigranci stanowią mniej niż 3 % ogółu ludności naszego kraju.</p>
<p>Kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy w naszym miesięczniku publikowanie współczesnej prozy polskiej. W kolejnych numerach zamieszczaliśmy teksty Rafała Wojasińskiego. Tym razem zachęcamy do lektury opowiadania Wojciecha Chmielewskiego pt. „Modlitwa”.</p>
<p>Wracając jeszcze do spotkania z Bogiem, to siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty „Chleb życia” przypomina, że są trzy adresy, pod którymi można znaleźć dzisiaj Boga: pierwszy to Eucharystia, drugim jest Kościół jako wspólnota, czyli Pismo Święte i tradycja, a trzecim – drugi człowiek, szczególnie ubogi. Wszystkie są ważne i potrzebne. Autentyczne przeżywanie Bożego Narodzenia konkretyzuje się w słowach samego Chrystusa: <em>Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie</em> (Mt 25, 35). Tymi słowami jesteśmy zachęcani do przyjmowania Innych, bo On sam również był podróżnym i przybyszem.</p>
<div class="simple_likebuttons_container_small">
      <div class="simple_likebuttons_googleplus">
        <g:plusone size="medium" count="false" href="http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/"></g:plusone>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_twitter simple_likebuttons_twitter_s">
        <a href="https://twitter.com/share" class="twitter-share-button" data-count="none" data-url="http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/" data-lang="en">Tweet</a>
      </div>
    
      <div class="simple_likebuttons_facebook">
        <div id="fb-root"></div>
        <script>(function(d, s, id) {
          var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
          if (d.getElementById(id)) {return;}
          js = d.createElement(s); js.id = id;
          js.src = "//connect.facebook.net/en_US/all.js#xfbml=1";
          fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
        }(document, "script", "facebook-jssdk"));</script>
        <div class="fb-like" data-href="http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/" data-send="false" data-layout="button_count" data-show-faces="false" data-width="90"></div>
      </div>
    </div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przegladpowszechny.pl/2010/12/05/wolne-miejsce-dla-nieznajomego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

