Przegląd Powszechny

A A A

Jego jest czas i wieczność

komentarze

Co jakiś czas pojawiają się różne pomysły na konkretną datę końca świata.

Jedna z propozycji wskazuje nawet na termin w tegorocznym kalendarzu. Ewangelie także mówią o końcu czasów, ale nie zajmują się spekulacjami na temat konkretnego momentu, w którym on nastąpi. Przypominają jedynie, że taki dzień nadejdzie. Zakres tego, co w naszym życiu przeminęło, stale się powiększa; tego, co nadchodzi – coraz bardziej się kurczy. Wydaje się, jakby przeszłość połykała przyszłość. Na końcu zostaje tylko przeszłość, nierzeczywistość, sen. Czas ucieka nam jak piasek przez palce. Nie mamy nad nim żadnej władzy. Jest niepokonany.

Może się wydawać, że czas jest w drodze ku nam. Przychodzi, zbliża się. Ale kiedy już jest – znika. Jest nieuchwytny. Nigdy nie możemy go zatrzymać. Czas nie jest jednak czystą zmianą i przemijaniem, ponieważ odwieczny Bóg przyszedł w czasie i związał się z nim. W Chrystusie wieczność i czas tworzą jedność. Bóg, który nie przemija, w którym wszystko jest jednym „wiecznym teraz”, który żyje tamtą stroną czasu, wchodzi w naszą, ludzką historię; zostaje związany z czasem nie przestając przy tym być sobą.

Kościół, gdy mówi o końcu czasów, kieruje nasze myśli na powtórne przyjście Chrystusa w chwale. Słyszymy dużo o katastrofach kosmicznych, trzęsieniach ziemi i wojnach. Te wiadomości wypełniają naszą codzienność. Żyjemy w czasach ostatecznych. Co te opisy mają nam do przekazania? Po pierwsze mówią nam, że nasze życie na ziemi zawsze będzie naznaczone bolesnym brakiem i niespełnieniem. Nasz świat jest niedokończony. Taka jest jego natura. Dlatego nie jesteśmy tutaj w pełni u siebie i nie możemy czuć się do końca szczęśliwi. W słowach liturgii o burzeniu i ruinach nie chodzi o budzenie niechęci do życia czy do budowania własnych domów, ale o ukierunkowanie zasadniczej troski człowieka na dobra trwałe, które mogą oprzeć się przemijaniu. Druga lekcja, której udzielają nam opisy eschatologiczne, pomaga w nabieraniu właściwego dystansu do problemów codzienności. Nie chodzi o ich bagatelizowanie. Chodzi o poczucie realizmu. Żaden, nawet najsprawniejszy rząd nie stworzy nam raju na ziemi. Wśród wielu atrakcyjnych i sensacyjnych informacji nie usłyszymy nic ważniejszego od słów: Jam zwyciężył świat.  W tym zapewnieniu jest nasza przyszłość.

Zamiast spekulować o konkretnych datach końca świata, warto skupić się nad kresem własnego życia na ziemi. To jest koniec świata w skali mikro. Ewangelie wzywają do czuwania i gotowości na przyjście Pana. Czuwanie polega na mądrym inwestowaniu. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, czyli inaczej: nie bójmy się zainwestować w miłość, bo to jedyny skarb, którego nikt nam nie odbierze, któremu warto oddać całe swoje serce. Jeśli wezwanie „zainwestujcie w miłość” brzmi zbyt ogólnie, to można dodać: zadbajcie o pielęgnowanie waszej relacji małżeńskiej, żebyście nie znudzili się sobą zbyt szybko i trwali tylko siłą przyzwyczajenia; ofiarujcie więcej czasu dzieciom, żeby wiedziały w przyszłości, kim są i jakie jest ich miejsce w życiu, a przede wszystkim, żeby były porządnymi i uczciwymi ludźmi; zapukajcie do sąsiada i spytajcie, dlaczego do tygodni nie wychodzi z domu.

Trzeba wykupić na giełdzie życia najpewniejsze i najwartościowsze akcje, a nie zajmować się za bardzo tymi, które mają dzisiaj wysokie notowania, a jutro mogą stać się przyczyną naszego bankructwa. Te akcje to: więcej zarabiać, więcej konsumować, mieć lepszą posadę, korzystać na ostro z życia, póki jeszcze czas. Trzeba jasno powiedzieć, że nie chodzi o bierną rezygnację z kariery, przyjemności czy pieniędzy, ale o przywrócenie im właściwego miejsca. Jeśli w nich złożymy ostateczną nadzieję, przegramy nasze życie.

W klimacie czuwania rozwijają się trzy przypowieści, jakie Jezus przytacza w Ewangelii. Mówią nam one, że celem naszej wędrówki jest świętowanie z Bogiem w Jego Królestwie. Drogą do tego jest bycie tu i teraz w sprawach Bożych, czyli spełnianie wielkim sercem tego, co mamy do wykonania; nie połowicznie, byle jak, ale z wielkim zaangażowaniem i zapałem. Druga przypowieść, która mówi o złodzieju, kładzie akcent na zaskoczenie, jakie sprawia każda kradzież. Czego dzisiaj ludzie nie wymyślą, żeby uniknąć tego przykrego doświadczenia. Gdyby tyle zapału wkładali w odpowiednie przygotowanie się na spotkanie z Bogiem, ile wkładają do spotkania ze złodziejami, których nadejście wcale nie jest pewne…

Tymczasem Bóg przyjdzie na pewno, jest coraz bliżej. Nadchodzi, aby dać nam skarb największy z możliwych – swoją obecność na wieki. On nadejdzie, aby otrzeć z naszych oczu wszelką łzę i zabrać każdy ból oraz słabość. Nadchodzi, aby ocalić ten bezcenny skarb, który możemy posiadać – miłość. Trzecia przypowieść, najbardziej rozwinięta, mówi o rządcy dobrym i mądrym, który organizuje życie domu w charakterze administratora i gotów jest przyjąć Pana, w jakiejkolwiek godzinie by przybył. Mowa jest o potrzebie czuwania obejmującego szeroko potrzeby ludzi wokół nas. Czuwanie obejmuje troskę o drugiego człowieka, odpowiedzialności za rodzinę, ojczyznę oraz nasze środowisko. Jesteśmy posłani, aby – dzięki naszej obecności – Bóg mógł być w nich bardziej obecny.

Krzysztof Ołdakowski SJ

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.