Przegląd Powszechny

A A A

Po co się uczyć, po co studiować?

komentarze

Nie do końca wiadomo, jak trwały okaże się obecny system edukacji w Polsce. Czy przy kolejnej zmianie rządu znowu nie wrócimy do punktu wyjścia, wedle rządzącej polityką zasady: od nas świat się zaczyna?

(fot. Sterlic / CC BY / flicr.com)

(fot. Sterlic / CC BY / flicr.com)

Paweł Pińczuk, dyrektor gimnazjum odsłania przed nami strategię obecną w reformie systemu edukacji z 1999 roku: najpierw mamy kształcenie zintegrowane, potem podstawowe skupione w blokach tematycznych, następnie w gimnazjum uczeń poznaje różne dziedziny nauki, co pomaga mu wybrać przedmioty, których będzie się uczył w zakresie rozszerzonym w szkole ponadgimnazjalnej. Przejście z jednego etapu do drugiego jest rodzajem awansu, wyróżnienia, otwiera szersze możliwości zajęć z konkretnych przedmiotów, a także daje okazję rozwoju poza szkołą. Warto podkreślić większą współpracę szkół różnego szczebla z ich organami prowadzącymi. Szkoły są bardziej zadbane i doposażone w pomoce naukowe. Wielkim osiągnięciem reformy są ujednolicone i zewnętrzne egzaminy.

Przywoływany kiedyś na naszych łamach profesor Jarosław Rudniański zwracał jednak uwagę na to, że niepomiernie większy nacisk niż na przyswajanie wiedzy należy położyć na kształtowanie charakteru uczniów. Podstawowym zadaniem nauczyciela jest sprawienie, by możliwie największa liczba młodych ludzi postawiła sobie pytanie: jak będę służył innym ludziom przez całe swoje życie? Warto zapytać: ilu nauczycielom zależy dziś na tym, jakiego człowieka wykształcą, a ilu na uzyskiwanych ocenach? Nauczanie ilościowe – nawet najlepiej rozłożone w czasie – bez pytania, czemu ma ono służyć w przyszłości, nie ma większego sensu.

Po co się uczyć i po co studiować? Czy tylko po to, by zdobyć dobrą pracę, wysokie zarobki i zapewnić sobie pomyślną przyszłość? Zauważamy, że dla dzisiejszych absolwentów, którzy z dobrym wynikiem ukończyli studia, nie ma pracy. Czują się nieprzydatni i zawiedzeni. Z drugiej strony uczestniczymy w wojnie pokoleń o miejsce na rynku pracy. Paradoks polega na tym, że wysokiemu bezrobociu towarzyszy brak rąk do pracy w wielu specjalnościach. Aby temu zaradzić, potrzebne są różne typy szkół wyższych – poza uczeniami akademickimi potrzebne są nam uczelnie zawodowe. Trzeba także przywrócić godność wykształceniu średniemu zawodowemu.

Polskie szkolnictwo wyższe powinno stawać się konkurencyjne w europejskim i globalnym wymiarze. Aby temu sprostać, uczelnie zostaną uwolnione ze sztywnego gorsetu narzuconych programów i kierunków studiów. Deregulacja obejmie również tę dziedzinę. Szkoły wyższe same będą mogły tworzyć autonomicznie kierunki i programy. Będą one jednak musiały być oparte na trzech filarach: wiedzy, umiejętnościach i kompetencjach społecznych. W wizji przyszłej polskiej edukacji wyższego szczebla chodzi o połączenie egalitaryzmu z elitarnością. Egalitaryzm powinien przejawiać się w powszechnych studiach zawodowych o praktycznym profilu kształcenia, natomiast elitarność w uniwersyteckim kształceniu ogólnoteoretycznym w najlepszych ośrodkach. Tyle założenia ministerialne.

Profesor Renata Nowakowska-Siuta pyta jednak, czy polskie szkoły i uczelnie nie zostały uwikłane w pogoń za złudzeniami – szybkiego sukcesu, łatwego zysku, powierzchownego prestiżu, zdobywania kolejnych papierowych „zaświadczeń o” i czy w tej zachłanności związanej z indywidualnym rozwojem nie została zagubiona umiejętność budowania pogłębionych relacji z innymi, dojrzałości sądów, krytycyzmu w patrzeniu na świat? Czy współczesne uczelnie kształtują w mądrości, czy zostały zmuszone do sprzedawania usług? Czy zamiast wzrastania w mądrości nie uczymy na naszych uczelniach podatności na zewnętrzne sterowanie, sprawności w kreowaniu sukcesu za wszelką cenę, także za cenę osobistej wolności? Czasami sami studenci – jak Joanna Dobosiewicz – pytają: w jakim stopniu podjęte studia powinny być rozpatrywane w kontekście kariery zawodowej? Nie wszystko przecież można zmierzyć opłacalnością; ważne jest przede wszystkim postawienie problemu: jakim chce się być człowiekiem i czy można robić to, co się kocha.

Mark O’Connor, profesor Boston College, który publikował już naszym miesięczniku, proponuje odnalezienie „jądra” studiów uniwersyteckich, czyli rozmowy intelektualnej prowadzonej w poprzek różnych dyscyplin akademickich. Bez względu na wybór przedmiotu intensywnych studiów nie powinno się zaniedbywać poszukiwań wspólnego rozumienia tego, co oznacza być człowiekiem. Bardzo ważna jest pomoc młodym wkraczającym w dorosłość w rozpoznaniu i rozwijaniu ich własnych talentów. Aby świadomie kształtowali swoją tożsamość – w sposób dobry dla nich i otaczającego ich świata.

Warto podkreślać znaczenie „wewnętrznego posłuchu”, aby zdobyć pełniejszą świadomość konsekwencji własnych działań – dla nas samych, dla innych i dla świata wokół nas. Ważne, jak pytanie „co” ma się do rozumienia „dlaczego”. To kluczowe pytanie, jakie powinien sobie stawiać człowiek na wszystkich etapach edukacji.

Krzysztof Ołdakowski SJ

 

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.