Przegląd Powszechny

A A A

Polska bieda, polscy biedni

komentarze

Bieda nie jest problemem wyłącznie ludzi biednych ani też badaczy ubóstwa, lecz całego społeczeństwa. Także tego, które od biedy się odwraca.

stuartbilbrow 1

(fot. stuartbilbrow / flickr.com / CC BY)

Opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny w lipcu wyniki najnowszych badań budżetów gospodarstw domowych, odnoszące się do roku 2010, potwierdzają stabilny od kilku lat zasięg ubóstwa w Polsce. Ubóstwo, jak każde zjawisko społeczne, zmienia się w czasie, zmienia się jego zasięg, czyli tak zwana stopa ubóstwa. Prowadzone od połowy lat dziewięćdziesiątych przez GUS badania budżetów gospodarstw domowych dobrze pokazują tę dynamikę.

W pierwszym okresie transformacji, w początkach lat dziewięćdziesiątych nagły wzrost ubóstwa wynikał z procesów restrukturyzacji gospodarki i związany był z masowym bezrobociem. W połowie lat dziewięćdziesiątych, w latach 1995-1996 zasięg ubóstwa się zmniejszył, a począwszy od 1997 roku znów zaobserwowano tendencję rosnącą. Najwyższe wskaźniki ubóstwa odnotowano w latach 2004-2005, gdy ponad 20 procent społeczeństwa żyło w skrajnej biedzie (czyli poniżej tak zwanego minimum egzystencji), a ponad 20 procent w biedzie umiarkowanej (na poziomie 50 procent średnich miesięcznych wydatków gospodarstw domowych w Polsce).

Począwszy od 2006 roku zasięg ubóstwa wyznaczany różnymi miarami stabilizuje się i zaczyna wykazywać tendencję malejącą, by w 2010 roku (podobnie jak w latach poprzednich) osiągnąć poziom 5,7 procent ludności żyjącej w skrajnej biedzie, a 17,1 procent w biedzie umiarkowanej. To znaczy, że w ciągu ostatnich pięciu lat odsetek ludzi żyjących w skrajnej biedzie zmniejszył się aż o połowę. Pojawiające się często opinie o nienadążaniu badań za rzeczywistością i o rozszerzającej się w Polsce sferze ubóstwa nie znajdują podstaw w badaniach i we wskaźnikach pokazujących stan ogólny, mogą natomiast sprawdzać się w odniesieniu do niektórych kategorii społecznych czy zjawisk lokalnych.

Na przykład, niezależnie od stabilności wskaźników ogólnych w okresie 2009-2010 nastąpił pewien wzrost ubóstwa skrajnego w gospodarstwach domowych utrzymujących się z tak zwanych niezarobkowych źródeł, innych niż emerytury i renty, czyli z wszelkiego rodzaju zasiłków i zapomóg (z 19,0 do 22,4 procent), zwiększył się także zasięg biedy wśród samotnych rodziców wychowujących dzieci (z 6,4 do 7,8 procent) oraz wśród rodzin wielodzietnych (z 21,3 do 24,0 procent). Jednocześnie natomiast zmniejszył się lekko zasięg skrajnej biedy wśród rodzin rolników (z 9,3 do 8,9 procent) oraz rencistów (z 11,2 do 9,6 procent). Mimo tych zmian generalnie można mówić o pewnej stabilizacji ubóstwa w Polsce. Nie znaczy to wcale, że bieda przestała być ważnym problemem społecznym, skoro dwa miliony ludzi żyje w warunkach pozwalających na zaspokojenie zaledwie najbardziej podstawowych potrzeb, a ponad pięć milionów zmaga się z trudnymi warunkami życiowymi. By przybliżyć sytuację materialną tych ludzi, trzeba dodać, że skrajne ubóstwo w roku 2010 występowało wtedy, gdy rodzina złożona z rodziców i dwojga dzieci dysponowała miesięcznie kwotą 1 257 złotych lub mniej, a jednosoobowe gospodarstwo domowe miało do dyspozycji nie więcej niż 466 zł. Natomiast ubóstwo umiarkowane było wyznaczone kwotą 1 795 zł dla cztereoosobowej rodziny i 665 zł dla osoby samotnej.

Dane o zasięgu ubóstwa i jego dynamice to zaledwie bardzo wstępna charakterystyka problemu. Szukając odpowiedzi na pytania, jakimi cechami charakteryzuje się polska bieda i kim są polscy biedni, trzeba podkreślić, że mimo znacznej dynamiki zasięgu ubóstwa w Polsce w okresie transformacji społeczna charakterystyka ludzi ubogich nie uległa w ciągu tych lat większym zmianom, nie zmieniły się też zasadniczo czynniki sprzyjające popadaniu w biedę.

Klasyczną przyczyną ubóstwa jest bezrobocie i również dziś w Polsce ubóstwo jest pochodną bezrobocia, a ściślej rzecz ujmując – miejsca zajmowanego na rynku pracy, źródła utrzymania. Obok bezrobocia może to być niskopłatna praca, najczęściej związana z niskim poziomem wykształcenia; wyższe wykształcenie skutecznie chroni przed ubóstwem, wśród rodzin osób o tym poziomie wykształcenia właściwie nie ma skrajnego ubóstwa (około 0,5 procent), gdy dla rodzin osób z wykształceniem na poziomie gimnazjalnym odpowiedni wskaźnik wynosi 15 procent. Związek ubóstwa z niskim poziomem wykształcenia to stały element polskiej biedy w ciągu całego okresu transformacji.

Młodzi mają gorzej

Ubóstwo w Polsce dotyczy w znacznie większym stopniu dzieci i młodzieży niż ludzi dorosłych i pod tym względem polska bieda wyróżnia się niekorzystnie wśród innych krajów. Do najbardziej zagrożonych ubóstwem należą rodziny wielodzietne, wśród których wskaźnik ubóstwa skrajnego wynosił w 2010 r. 24 procent i był trzykrotnie wyższy od odpowiedniego odsetka dla rodzin samotnych rodziców, należących w wielu krajach do najbiedniejszych, zwłaszcza gdy dotyczy to rodzin samotnych matek. Czynnikiem wzmacniającym zagrożenie ubóstwem jest też niepełnosprawność lub choroba w rodzinie, zwłaszcza niepełnosprawność dziecka lub dzieci.

Kolejną cechą polskiego ubóstwa jest stosunkowo niezła – na tle innych grup ludności – sytuacja materialna ludzi starszych. Nie znaczy to, że nie ma biednych wśród emerytów: samo przejście na emeryturę oznacza gwałtowne obniżenie dochodów, ponadto typowe dla starszego wieku choroby, niepełnosprawność czy samotne prowadzenie gospodarstwa domowego może prowadzić do biedy. Dostrzega się ponadto niebezpieczeństwo wzrostu ubóstwa wśród tej kategorii wieku w przyszłości. Ma to różne przyczyny, takie jak proces starzenia się społeczeństwa, rosnąca długość życia, zwłaszcza kobiet, niewypracowane strategie przygotowania do starości, rozwiązania emerytalne. W tym kontekście ekonomiczna sytuacja ludzi starych, zwłaszcza samotnych kobiet, może się pogorszyć.

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech polskiej biedy jest jej wiejski charakter. Bieda w Polsce to przede wszystkim bieda wsi, a nie miasta i dotyczy to nie tylko okresu transformacji gospodarki w kierunku rynkowym, ale – jak pokazują prace historyków – także przeszłości, zarówno dawnej, jak i niezbyt odległej. Choć w ostatnich latach, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej i uruchomieniu nie tylko dopłat, ale i programów nastawionych na rolnictwo, ekonomiczna sytuacja wsi uległa poprawie, nadal ubóstwo mieszkańców wsi, mierzone różnymi miarami, jest dwa i pół raza większe niż w mieście, a w przypadku porównania z największymi aglomeracjami miejskimi wskaźnik ubóstwa skrajnego wsi jest aż dziesięciokrotnie wyższy!

Bieda wsi jest jednocześnie zjawiskiem niewidocznym ze względu na terytorialne rozproszenie osadnictwa wiejskiego, łatwiejszy dostęp do żywności czy idealizację życia wiejskiego jako sprzyjającego zdrowemu stylowi życia. Uwagę mediów i opinii publicznej przyciąga raczej bezdomność – zjawisko typowo miejskie – czy miejskie skupiska biedy, a nie trudności dostępu mieszkańców wsi do pracy, służby zdrowia, instytucji życia kulturalnego, co znacząco ogranicza ich możliwości oraz jakość życia, zwłaszcza ludzi młodych i dzieci.

Z wiejskim charakterem polskiego ubóstwa związane jest jego regionalne zróżnicowanie, również odznaczające się znaczną trwałością. Wśród obszarów o najwyższych wskaźnikach ubóstwa są tereny tak zwanej Ściany Wschodniej (województwa podlaskie i lubelskie) oraz Polski Centralnej (świętokrzyskie), które tradycyjnie należały do najuboższych, a także tereny szczególnie mocno dotknięte masowym bezrobociem w okresie transformacji, jak województwo warmińsko-mazurskie.

Obok regionalnego zróżnicowania ubóstwa trzeba też wspomnieć o koncentracji ubóstwa i innych negatywnych zjawisk w mikroskali miast, dzielnic czy wsi. Z jednej strony obserwujemy biedne sąsiedztwa, prawdziwe enklawy ubóstwa w podupadłych dzielnicach miejskich o substandardowych warunkach, a także nowe skupiska biedy i wykluczenia społecznego w postaci domów socjalnych czy kontenerów zlokalizowanych gdzieś na peryferiach. Nie jest to sposób przeciwdziałania ubóstwu czy łagodzenia jego skutków, lecz mechanizm utrwalania podziałów, odrębności i wzajemnej obcości. Z drugiej strony uwagę zwraca powstawanie zamkniętych bogatych osiedli w skali niespotykanej w innych krajach. Procesy wykluczania, izolacji i segregacji przestrzennej dokonują się w Polsce w coraz większym zakresie. Wiąże się z tym szerszy problem wzajemnych relacji między światem biedy i światem bogactwa.

Kolejną specyficzną cechą polskiej biedy jest niewielka rola czynnika etnicznego, będącego jednym z głównych wyznaczników ubóstwa i wykluczenia społecznego w świecie współczesnym, zwłaszcza w zachodnich metropoliach. W Polsce tego nie ma, wyjątkiem jest ubóstwo polskich Romów czy trudna niejednokrotnie sytuacja ekonomiczna i społeczna uchodźców. Skala tych zjawisk – niezależnie od ich dotkliwości dla osób ich doświadczających – jest jednak niewielka. Można sądzić, że wraz z rosnącą rolą Polski jako kraju przyjmującego migrantów, a nie tylko kraju ludzi migrujących w poszukiwaniu lepszych warunków życia, zjawisko etnicyzacji ubóstwa może się potęgować.

Bieda jest kobietą

Co się kryje za tak ogólnie zarysowanym obrazem polskiej biedy? Bliższe przyjrzenie się temu, co dzieje się w biednych rodzinach i jak wygląda ich życie codzienne, pokazuje nieustanne zmagania o zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb, o zdobycie niezbędnych środków, a także o to, by nie wyróżniać się niekorzystnie wśród otoczenia. Rodziny żyjące w złych warunkach stosują wiele różnych strategii celem zaspokojenia codziennych potrzeb, z jednej strony są to strategie pomnażania i uzupełniania dochodów, z drugiej – strategie oszczędzania i ograniczania potrzeb. Wszystkie one wymagają znacznych nakładów czasu, energii, sił fizycznych i psychicznych. Do najczęściej stosowanych strategii rodzin żyjących w ubóstwie, zresztą nie tylko w Polsce, należy korzystanie z pomocy rodziny i przyjaciół, z sieci wsparcia, podejmowanie dodatkowych zajęć, sprzedawanie własnego czasu, własnych wytworów, a w sytuacjach krytycznych także zasobów. Do typowych strategii zalicza się też bardzo niekiedy pomysłowe, czasochłonne i wymagające znacznego wysiłku strategie oszczędzania, takie jak zakupy w tanich sklepach, przygotowywanie posiłków „z niczego”, oszczędzanie wody, energii i wszelkich urządzeń ułatwiających życie. Rozmaitość tych praktyk jest imponująca.

Bliższy wgląd w funkcjonowanie biednych gospodarstw domowych w Polsce odsłania różne formy i postaci zjawiska nazywanego feminizacją ubóstwa. Przybiera ono postać dodatkowych ciężarów, które spadają na kobiety w warunkach niedostatku środków do życia. Stają się one prawdziwymi filarami biednych gospodarstw domowych i żyjących w biedzie rodzin. Zarządzają niedostatecznymi zasobami pieniężnymi rodziny tak, aby skromny budżet „się domknął”, podejmują czasochłonne i męczące, niekiedy upokarzające działania, aby uzupełnić brakujące środki, wykonują wszystkie lub większość domowych obowiązków. Dobrze widać w świetle badań, że ubóstwo znaczy dla kobiet – i nie dotyczy to tylko polskich kobiet – więcej obowiązków, więcej odpowiedzialności i mniej czasu. Z tego powodu kobiety czasem nazywa się „menedżerkami ubóstwa”, a ich sytuację określa się mianem „ubóstwa czasu”.

Życie w biedzie, codzienne starania o zaspokojenie podstawowych potrzeb są niszczące dla zdrowia, w tym dla zdrowia psychicznego. Pokazuje to dobrze przeprowadzone przeze mnie w 2005 roku badanie, będące powrotem po ośmiu latach do wybranych rodzin zmagających się przed laty z biedą celem sprawdzenia, jak potoczyły się losy młodego pokolenia. Ubocznym niejako efektem tego badania było dostrzeżenie niszczącego wpływu długotrwałej biedy na zdrowie rodziców młodych ludzi. Ludzie w wieku 50-55 lat okazali się osobami schorowanymi, cierpiącymi na rozliczne choroby i dolegliwości. Zwłaszcza kobiety w tych rodzinach, wielodzietne matki, które „zaciskały zęby” i pracowały ponad siły, by zabezpieczyć rodzinie możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb, zapłaciły za to zdrowiem, wieloma chorobami, w tym także natury psychicznej: różnymi „depresjami”, „załamaniami”, „nerwami”.

Ubóstwo bowiem to nie tylko brak środków do zaspokojenia potrzeb, nie tylko trudności dostępu do wielu dóbr i usług, z których korzysta człowiek współczesny, to nie tylko rozmaite ograniczenia i wyrzeczenia, lecz także ciągły stres i niepokój o dzień dzisiejszy i o przyszłość, zwłaszcza o przyszłość dzieci.

Dobijani do gleby

Nauki społeczne poświęcają dziś wiele uwagi nie tylko temu, jak radzą sobie ludzie z brakiem podstawowych środków do życia, ale i temu, co myślą i co czują ludzie żyjący w ubóstwie, jak reagują na sytuację biedy, jak sobie z nią radzą psychicznie, jak ją przeżywają. A także, z jakimi postawami wobec biedy się stykają, jak odbierają to, co na ich temat mówi się publicznie i jak ich się traktuje.

Prowadzone przeze mnie aktualnie badanie w ramach projektu „Dyskursy ubóstwa i wykluczenia społecznego” pokazują, że jednym z najtrudniejszych doświadczeń życia w warunkach ubóstwa są negatywne postawy i negatywne reakcje otoczenia. Ludziom biednym towarzyszy na co dzień pogarda, poniżenie, upokorzenie, wstyd. Na każdym kroku odczuwają brak szacunku i lekceważenie: w pracy, w urzędzie, w szpitalu, w sklepie, na wywiadówkach w szkole, dzieci w szkole i na podwórku.

Zygmunt Bauman twierdzi, że upokorzenie, jakiego doświadczają ludzie biedni i wykluczeni, jest dziś najważniejszym czynnikiem, charakteryzującym ich sytuację, odpowiednikiem wyzysku, pełniącego kluczową rolę w poprzednich epokach i systemach. Bieda jest czymś złym, negatywnym, wstydliwym, z czym należy się kryć przed innymi; kojarzy się nie tylko z nieudolnością i niezaradnością w świecie ideologii indywidualnego sukcesu, ale także  ze zjawiskami patologicznymi czy wręcz z przestępczością. Przykładem niech będzie wielokrotnie przeze mnie cytowana wypowiedź pewnego dyrektora gimnazjum w trakcie prowadzonych w 2005 roku badań na temat polskiego systemu edukacji i polskiej szkoły wobec problemu ubóstwa. Na pytanie, czy jest w szkole bieda i biedni uczniowie, dyrektor ów odpowiedział, że w jego szkole nie zdarza się, by jedno dziecko drugiemu ukradło śniadanie lub kurtkę z szatni. Wypowiedź ta dobrze pokazuje, jak bieda bywa rozumiana i z czym kojarzona.

Jeśli chodzi o stosunek Polaków do biedy i ludzi biednych, trzeba podkreślić, że często nie są to postawy zrozumienia, współczucia i pomocy, lecz przeciwnie – krytyki, pogardy, wyższości. Badania opinii publicznej na temat ubóstwa i jego przyczyn pokazują używanie negatywnego wizerunku biedy. Co więcej, wraz ze zmniejszaniem się zasięgu ubóstwa jego przyczyny w opiniach Polaków w coraz większym stopniu związane są z cechami indywidualnymi, z winą i odpowiedzialnością jednostek za ten stan, w mniejszym zaś zakresie z uwarunkowaniami zewnętrznymi, takimi jak masowe bezrobocie, transformacja gospodarki, polityka państwa, rządu, władz, jak to wcześniej bywało. W świecie sukcesu indywidualnego niepowodzenie, w tym bieda czy brak pracy, ma również charakter indywidualny i jest interpretowany w kategoriach winy czy nieudolności jednostki.

Z podobnymi postawami stykam się nie tylko jako nauczyciel akademicki, ale i przy wielu innych okazjach: w środowisku naukowym, wśród słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku, na forach internetowych. Rozmowy prywatne, gdy przypadkiem zejdą na tematy bezrobocia czy biedy, przekształcają się w opowieści o rzekomych bezrobotnych, pracujących na czarno, o leniach, pijakach i nierobach, korzystających z publicznych pieniędzy w formie różnych zasiłków i płodzących bez umiaru dzieci. Próby pokazania trudnych zmagań ludzi biednych o przetrwanie, ich aktywności i pomysłowości w celu zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb wraz z ich odczuciami: poczuciem odrzucenia, lękami i obawami, bywają kwitowane etykietką „socjologii lamentującej” lub po prostu „idealistycznego” podejścia do życia.

Takie postawy otoczenia nie sprzyjają procesowi wychodzenia z biedy, dążeniom do wyrwania się z tej sytuacji. Różne formy wykluczania i poniżania ludzi biednych sprawiają, że – jak powiedział jeden z rozmówców w moich badaniach – „sami czujemy się gorszą kategorią ludzi”, „człowiek schodzi na boczny tor”. Negatywne postawy otoczenia przyczyniają się do tego, że biedni popadają w apatię i jest to „równia pochyła w dół. Czyli nawet jeśli chcą się wyrwać, to co z tego, jak są dobijani do gleby”.

Problem całego społeczeństwa

„Wyrwać się” z biedy…  Dotykamy tu jednego z kluczowych problemów: jak wydostać się z ubóstwa, jak przerwać krąg biedy chronicznej, utrwalonej, przekazywanej nieraz z pokolenia na pokolenie? Proces radykalnego zmniejszenia się zasięgu ubóstwa w Polsce, którym wspomniałam na początku tego tekstu, dowodzi, że z biedy wyjść można. Jak to się dzieje? Kto, jakie instytucje w tym pomagają?

Polityka społeczna w Polsce okresu transformacji nastawiona była od samego początku przemian na łagodzenie ich skutków. Najpierw były to działania wspierające masy bezrobotnych, które pojawiły się w początku lat dziewięćdziesiątych, wysokie początkowo wsparcie bezrobotnych w postaci słynnych kuroniówek. Obok działań o charakterze doraźnym, ratowniczym pojawiły się później liczne programy i inicjatywy poświęcone aktywizacji bezrobotnych, wspierające a to absolwentów, a to długotrwale bezrobotnych, a to kobiety. Wreszcie w ostatnich latach zintensyfikowano działania nakierowane na wyrównywanie szans dzieci pochodzących ze środowisk ubóstwa i marginalizacji społecznej, czyli nastawiono się na tworzenie przedszkoli i żłobków. Wzrost liczny przedszkoli i żłobków, zlikwidowanych w latach dziewięćdziesiątych przez samorządy, bardziej zainteresowane finansowaniem infrastruktury komunalnej niż rozwojem dzieci. Polska polityka społeczna zmienia się, uwzględniając obok doraźnej pomocy i doraźnego łagodzenia niedoborów także bardziej perspektywicznie zorientowanymi działaniami aktywizującymi i wyrównującymi szanse.

Badania pokazują słabość instytucji przeciwdziałających wykluczeniu dzieci i młodzieży, takich jak na przykład szkoła, która nie jest (nie bywa) miejscem integracji społecznej, nie uczy równości i solidarności międzyludzkiej i nie ułatwia dzieciom i młodzieży ze środowisk ubóstwa i marginalizacji społecznej procesu edukacji. Pewne cechy funkcjonowania szkoły (dominacja dydaktyki nad funkcjami wychowawczymi i opiekuńczymi; nadmierna wielkość szkół i klas) i pewne praktyki (segregacje szkolne, naznaczanie, wykluczanie) okazały się szczególnie niekorzystne dla uczniów ze środowisk ubóstwa.

Jak pokazują badania – mam tu na myśli wspomniane wcześniej moje badanie z 2005 roku – które polegały na powrocie badawczym po ośmiu latach do kilku rodzin wielodzietnych, by prześledzić losy młodego pokolenia w tych rodzinach, skuteczne wyjście z ubóstwa młodych ludzi, którzy dorastali w biedzie, jest możliwe. Przykładem szczególnie optymistycznym była pewna rodzina z byłego PGR-u, w której cała piątka dzieci zdobyła wyższe wykształcenie lub była na najlepszej drodze do jego zdobycia. Złożył się na to splot wielu czynników, w tym pomoc wielu instytucji: szkoły, ośrodka pomocy społecznej, dalszej i bliższej rodziny i jej solidarnego wysiłku, życzliwych ludzi. Dzięki tym działaniom młodzi ludzie nie tylko zdobyli wykształcenie, kwalifikacje, doświadczenie zawodowe i mogli nawet pomagać młodszemu rodzeństwu.

Z kolei głębsze ubóstwo, liczniejsze młodsze rodzeństwo, splot niekorzystnych okoliczności, takich jak poważna choroba w rodzinie, a do tego brak pomocy lub życzliwego impulsu z zewnątrz sprawiały, że bieda i trudne warunki egzystencji trwają. Skuteczne wyjście ze sfery ubóstwa wymaga wysiłku wielu osób i wielu instytucji.

Przykład ten pokazuje dobrze, że bieda nie jest wyłącznie problemem samych ludzi biednych ani też badaczy ubóstwa, lecz całego społeczeństwa. Także tego, które odwraca się od biedy, nie dostrzega jej, a gdy dostrzeże, traktuje jako coś obcego. Nie tylko sama bieda i ludzie biedni, ale i nastawienie do nich całego społeczeństwa mówią dużo o samym tym społeczeństwie.

Elżbieta Tarkowska, prof. dr hab., socjolog, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk oraz w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, redaktor naczelna kwartalnika „Kultura i Społeczeństwo”, członkini Zarządu Instytutu Spraw Publicznych. Zajmuje się badaniem ubóstwa i wykluczenia społecznego. Obecnie realizuje grant badawczy „Dyskursy ubóstwa i wykluczenia społecznego”, finansowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.