Przegląd Powszechny

A A A

Jan Paweł II i Benedykt XVI w percepcji Polaków i Niemców

komentarze

Pontyfikaty Jana Pawła II i Benedykta XVI stanowią dobry punkt wyjścia do podjęcia refleksji nad fenomenem obu papieży w kontekście jednoczącej się Europy, w procesie, w którym stanowią oni symbole jej wschodniej i zachodniej części.

Percepcja pontyfikatów obu papieży przez Polaków i Niemców wydaje mi się ciekawym zagadnieniem porównawczym. Opis fenomenologiczny pontyfikatu Karola Wojtyły, który przyjął po wyborze imię Jan Paweł II, można już ująć w zamknięte ramy czasowe. Natomiast pontyfikat Benedykta XVI trwa, dlatego też na użytek tego opracowania cezurą czasową odnośnie do recepcji jego życia i działalności będzie koniec 2009 r. Ze względu na mnogość wydarzeń biograficznych oraz bogactwo nauczania obu pontyfikatów skoncentruję się na aspekcie duchowej jedności Europy, zawartej w metaforze „dwóch płuc” Europy, które będą symbolizowały postacie papieży z Polski i Niemiec. Wykorzystując skróty myślowe: „nasz papież” i „wir sind Papst”, których etiologię wyjaśnię, chciałbym rozpatrzeć identyfikację obu narodów z ich papieżami w relacjach bilateralnych oraz ustalić stopień obecności obu pontyfikatów w świadomości Polaków i Niemców.

Jan Paweł II – symbol „wschodniego płuca” Europy

Po bardzo krótkim pontyfikacie Jana Pawła I (33 dni), ponownie zebrane konklawe wybiera 16 października 1978 r. na papieża kardynała Karola Wojtyłę, człowieka zza „żelaznej kurtyny”. Konklawe, działające pod wpływem asystencji Ducha Świętego, uwzględnia przy wyborze papieża również polityczno-społeczno-kulturowy stan świata oraz pozycję i rolę Kościoła w danym momencie. I tak się stało w przypadku Karola Wojtyły, gdyż papież lat osiemdziesiątych musiał (…) przede wszystkim odznaczać się odpornością na sugestywny wpływ wszystkiego, co mieści się w elastycznym pojęciu cywilizacji zachodniej. Musiał też rozumieć istotę dziedzictwa pozostawionego przez komunizm i musiał mieć odwagę kroczenia pod prąd czasu. (…) Ważne jednak było nie to, że nowy papież przybywał z Polski – dla bardzo wielu miało to dodatkowe znaczenie czysto emocjonalne – o wiele bardziej istotne było to, kim on był. O to też pytali zdezorientowani politycy, dziennikarze, a także wierni z różnych zakątków świata, którym nazwisko Wojtyła niewiele mówił[1].

Wybór kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową odczytuje się z perspektywy czasu jako dowartościowanie narodów Europy Wschodniej – „wschodniego płuca”, które otrzymały „prawo głosu” w osobie stosunkowo młodego, nowego papieża. Zarazem pokładano nadzieję, że Jan Paweł II podejmie dyskurs ze współczesnym światem wraz z jego różnymi prądami społeczno-kulturowymi oraz wielką liczbą propozycji soteriologicznych. Czy nowy papież spełnił te oczekiwania? Czy zadowolił wszystkich, oczekujących od niego zmian wewnątrzkościelnych? Na pewno trzeba przyznać, że w dniu ogłoszenia nowego papieża nikt nie przypuszczał, jaka to historyczna osobistość pojawiła się na światowej – jak podkreślają niemieckie komentarze[2].

Czyniąc statystykę działalności Jana Pawła II na polu podróży, należy stwierdzić, że żaden z papieży do tej pory nie prowadził tak intensywnego życia. Był w tej materii wierny pierwszym słowom swego pontyfikatu: Nie bójcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi. W sumie papież odwiedził 129 krajów, podejmując 104 podróże zagraniczne, podczas których odbył 205 pielgrzymek, niektóre kraje nawiedzał bowiem wielokrotnie. Papież był w sumie 617 razy w 715 miejscowościach. Jego podróże trwały ponad 543 dni, czyli blisko 6% całego pasterzowania na Tronie Piotrowym[3]. Podnosiły się często głosy krytyki wyrażające pogląd, że wyjazdy papieża były zbyt kosztowne. Należy jednak zauważyć, że w większości były one odpowiedzią na zaproszenia innych krajów, konferencji episkopatów itp. Tylko nieliczne, jak np. do Sarajewa czy Libanu, były inicjowane przez Jana Pawła II i wymagały odwagi, gdyż były to miejsca ogarnięte wojną. Poza tym krytyka ta pochodziła z konserwatywnych kręgów kościelnych, nieprzyzwyczajonych do tak ogromnej mobilności papieża i chcących mieć go na miejscu, w Rzymie. Spotykało się to też z pozytywnym rozgłosem, na co zwraca uwagę niemiecki komentarz: Podróże Jana Pawła II do wielu miejsc stały się wydarzeniami komunikacyjnymi. Często pokonywał on drogi na piechotę, szukał fizycznego kontaktu z ludźmi, ściskał im ręce, przyjmował ich pocałunki, brał dzieci na ręce głaskając jej i całując[4].

Oceniając pielgrzymki do Polski, należy podkreślić, że te wszystkie wizyty były naznaczone wielką głębią i intensywnością nauczania, które nie zawsze zostało wprowadzane w życie. Dlatego potrzeba powrotu do tego nauczania oraz do jego realizacji, by uzupełnić hasło-skrót identyfikacji „nasz papież”, charakterystyczny dla Polaków, o znajomość jego nauki i życie nią. Nie wystarczy wspominanie opowiadania Jana Pawła II o kremówkach podczas spotkania z mieszkańcami swych rodzinnych Wadowic, które jadł Wojtyła po maturze, jako wyraz pewnego sentymentalizmu czy też propagowanie idei pokolenia JP II jako zjawiska socjologicznego bez uszczegółowienia, jak to pokolenie identyfikuje się z jego nauką. Wiele organizacji katolickich, jak np. Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”, korzystając z tych pojęć-kluczy, jak np. kremówki, stara się przez różne warsztaty, konkursy itp. dotrzeć do dziedzictwa intelektualno-duchowego Jana Pawła II. Fundacja „Nowe Tysiąclecie”, powstała z inicjatywy polskich biskupów, stara się zbudować duchowy pomnik papieżowi z Polski, który ma polegać na ufundowaniu stypendiów dla zdolnych uczniów i studentów, pochodzących z ubogich rodzin. Ta sama fundacja jest odpowiedzialna za coroczne, październikowe obchody Dnia Papieskiego, poświęconego osobie i dziełu Karola Wojtyły.

Odnosząc się do relacji polsko-niemieckich, papież z Polski odwiedził Republikę Federalną Niemiec po raz pierwszy w listopadzie 1980 r. Następne wizyty odbyły się w 1987 i 1996 r. Dla papieża te pobyty w kraju, w którym zrodziła się reformacja, były okazją do podjęcia dialogu ekumenicznego. Jan Paweł II podkreślał szczególną pamięć o Marcinie Lutrze, widząc w nim człowieka dostrzegającego we współczesnym sobie świecie przejawy zła, które należało zmienić. Zwłaszcza w przemówieniu podczas nabożeństwa ekumenicznego w katedrze w Paderborn w 1996 r., papież odniósł się do problemu ekskomuniki Lutra, pokazując winę leżącą po obydwu stronach[5].

Do podkreślenia roli papieża w pokonaniu reżimu sowieckiego w Europie ważne było jego symboliczne przejście pod Bramą Brandenburską oraz słowa dotyczące daru wolności, który staje się również zadaniem, wypowiedziane w czasie trzeciej pielgrzymki do Niemiec. Winfried Lipscher, emerytowany radca Ambasady RFN, opisuje to przejście w następujący sposób: Jan Paweł II był rozczarowany podczas swojej pielgrzymki do Niemiec po obaleniu muru berlińskiego. W Berlinie przeszedł razem z kanclerzem Helmutem Kohlem przez Bramę Brandenburską od strony wschodniej na zachodnią. To miał być symbol, że ze wschodu, z Polski, nadeszła wolność i dla Niemców. Tymczasem w Niemczech nikt prawie tego nie zauważył. A ze strony Papieża był to zamierzony duży gest. Sam Papież był bardzo wzruszony, że mógł przejść przez Bramę Brandenburską, gdzie przedtem stał mur[6].

Jan Paweł II czyni w swoim przemówieniu w tym miejscu aluzję do relacyjności wolności do takich wartości jak prawda i miłość, bez których wolność może zakończyć się samowolą lub jej nadużyciem[7]. Ponadto widać w nim mocne podkreślenie ducha wzajemnej solidarności i pokoju, który ma się unosić na skrzydłach Wschodu i Zachodu Europy, i który ma zapewnić stabilność domu Europy: Nowy dom Europy, o którym mówimy, potrzebuje wolnego Berlina i wolnych Niemiec. Potrzebuje ona przede wszystkim powietrza do oddychania, otwartych okien, przez które może przeniknąć duch pokoju i wolności[8].

Bardzo trudnym tematem w relacjach polsko-niemieckich, podjętym przez Jana Pawła II, była kwestia zniszczenia i hegemonii nazistowskiej, której największym symbolem jest obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. Tu padły następujące słowa papieża: Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, nie może rozwijać się za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci. To są myśli Jana XXIII, Pawła VI o pokoju w świecie współczesnym. Słowa te wypowiada zaś ich niegodny następca. Ale mówi je równocześnie syn narodu, który doznał w swych dziejach, dalszych i bliższych, wielorakiej udręki od drugich. Pozwólcie jednak, że nie wymienię tych drugich po imieniu – pozwólcie, że nie wymienię… Stoimy na miejscu, na którym o każdym narodzie i o każdym człowieku pragniemy myśleć jako o bracie. A jeżeli w tym, co powiedziałem, była także gorycz. – moi drodzy bracia i siostry – nie powiedziałem tego, żeby kogokolwiek oskarżać – powiedziałem po to, żeby przypomnieć[9]. Jan Paweł II był więc konsekwentnie orędownikiem pojednania polsko-niemieckiego, podkreślając przy tym znaczenie przypominania wspólnej historii, pełnej blasków i cieni, ale i budowania wspólnej przyszłości. Ten fakt jest wyraźnie obecny w polsko-niemieckiej zbiorowej pamięci.

Do wielkich zadań pontyfikatu Jana Pawła II należało nauczanie w zakresie wiary i moralności. Nie zawsze spotykało się to z ogólną akceptacją. Głównymi punktami nauczania była prawda o człowieku, który powinien być podstawową drogą Kościoła i świata. W pierwszej swojej encyklice „Redemptor hominis” stworzył antropologiczną wizję człowieka, który nie zrozumie siebie bez Chrystusa. Druga encyklika, „Dives in misericordia”, napisana głównie pod wpływem zastanej sytuacji w Ameryce Południowej, tzn. różnic społeczno-gospodarczych charakteryzujących się skrajną biedą i bogactwem, pokazuje rzeczywistość Boga, symbol miłości miłosiernej, której potrzebuje współczesny człowiek, by miał siły do zmiany siebie i świata wokół siebie. Owe trudne do przekazu i akceptacji prawdy były spowodowane, wg Zielińskiego, brakiem oparcia w społeczeństwach i rządach Zachodu, hołdujących ideologii liberalno-konserwatywnej. Kościół mógł liczyć na uznanie, nie wszystkich zresztą kręgów, jako jeden z czynników stabilizujących mieszczański porządek publiczny, pod warunkiem że zrezygnował z ingerencji w dziedzinę moralności z naruszeniem obszaru prywatności i stawianiem postulatu przestrzegania dekalogu w życiu społecznym. Akceptacja chrześcijaństwa pod warunkiem selektywnego traktowania jego norm moralnych to wszakże jedna z lepszych opcji w społeczeństwach zachodnich, zaliczających się do świata chrześcijańskiego[10].

Dlatego warto prześledzić recepcję myśli doktrynalno-etycznej Jana Pawła II w świadomości Polaków i Niemców. Badania na ten temat, przynajmniej w formie deklaratywnej, przeprowadził polski ośrodek badawczy PBS DGA (17-21 maja 2006) oraz niemiecki Institut Für Demoskopie Allensbach (16-21 maja tegoż roku), każdorazowo na grupie 1000 osób, bez badania przynależności konfesyjnej i stosunku do religii.

Według tego sondażu, Polacy podchodzą do tematów dotyczących wiary i moralności w stosunku do Niemców bardziej zgodnie z nauką Kościoła, choć przy poszczególnych tematach występuje zróżnicowanie. W opinii badanych, papież powinien dopuścić antykoncepcję (58% ankietowanych), ograniczać celibat księży (37%), pozwolić na rozwiązywalność małżeństwa (36%), złagodzić zakaz aborcji (21%) oraz złagodzić stosunek do gejów (20%). Niemcy w tych kwestiach są bardziej liberalni, gdyż wg nich papież powinien dopuścić antykoncepcję (90%), ograniczać celibat księży (76%), pozwolić na rozwiązywalność małżeństwa (90%), złagodzić zakaz aborcji (67%) oraz złagodzić stosunek do gejów (76%). Szkoda, że nie uwzględniono w tych badaniach stosunku do religii i przynależności konfesyjnej, gdyż w przypadku Niemców zróżnicowanie religijne i konfesyjne uwarunkowane historycznie jest o wiele większe niż w Polsce. Bardzo ciekawe wyniki z tego samego sondażu odnoszą się do oceny Polaków i Niemców działań Jana Pawła II. Także tu występują różnice, które kształtują się następująco: Jan Paweł II przyczynił się do pogłębiania wiary (95% Polaków i 54% Niemców), prowadził pogłębiony dialog z Żydami (odpowiednio 84% i 49%), wspierał walkę o wolność w krajach autorytarnych (79% i 40%), walczył z ubóstwem (78% i 42%), powstrzymywał laicyzację Europy (76% i 38%), przyczynił się do złagodzenia zakazów antykoncepcji i rozwodów (47% i 10%) oraz ukrócił skandal przypadków molestowania seksualnego wśród księży (37% i 13%).

Także ocena cech charakteru oraz wystąpień publicznych Jana Pawła II u respondentów obu narodów wypada różnie. Wygląda ona następująco: miał poczucie humoru (98% Polaków i 50% Niemców), miał wielki autorytet (odpowiednio 98% i 86%), dobrze wypadał w mediach (96% i 87%), miał wybitny intelekt (95% i 75%), umiał wpływać na polityków (90% i 57%) oraz był surowy i dużo wymagał od ludzi (52% i 62%).

Wielkim fenomenem Jana Pawła II w skali innych papieży było zmaganie z cierpieniem i chorobą, których nigdy nie ukrywał i w których można było uczestniczyć dzięki mediom. Skutkiem chorób i cierpienia była śmierć 2 kwietnia 2005 r. oraz pogrzeb 8 kwietnia 2005 r., w którym uczestniczyły setki tysięcy ludzi w Rzymie oraz miliony za pośrednictwem środków masowego przekazu[11]. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył kard. Józef Ratzinger – przyszły następca Jana Pawła II. W wielkim tłumie uczestników pojawiało się wołanie, werbalne i pisane, w języku włoskim Santo subito (Natychmiast święty), które jak wspólne wyznanie, przez aklamację, wyrażało stosunek ludzi do Jana Pawła II i sprawiło, że przyszły papież Benedykt XVI wprowadził wyjątek od przepisów kanonicznych i pozwolił na rozpoczęcie procesu kanonizacyjnego tuż po śmierci Jana Pawła II.

Ocena tego pontyfikatu i jego recepcja trwa. Wśród wielu aspektów jego posługi należy wyróżnić trzy, które są dostrzegane zarówno w komentarzach Polaków, jak i Niemców: nieustępliwa obrona depozytu wiary i opartej na nim moralności, jako niezbywalnych wartościach rodzaju ludzkiego; stałe wysiłki podejmowane w celu przywrócenia i ugruntowania pokoju opartego na sprawiedliwości i wzajemnej solidarności całej ludzkości; otwarcie na ekumenizm nie tylko między chrześcijanami, ale wszystkimi ludźmi wierzącymi w Boga[12].

Benedykt XVI – oddech „zachodniego płuca” Europy

19 kwietnia 2005 r. o godz. 17.45 stało się jasne, że nowy papież pochodzi z Niemiec, kraju sąsiedzkiego Polski, co oznaczało, używając języka sportowego, przekazanie „pałeczki” w kierowaniu największym Kościołem chrześcijańskim na świecie. Okoliczności tego wyboru były przedmiotem wielu komentarzy i spekulacji. Peter Seewald, były redaktor czasopism „Der Spiegel”, „Stern” oraz dziennika „Süddeutsche Zeitung”, który kiedyś poprowadził wywiad-rzekę z kard. Ratzingerem[13], wspomina tak moment konklawe po śmierci Jana Pawła II: O czym jednak nie wspomniałem, to fakt, iż potajemnie modliłem się, by dobry Bóg w żadnym wypadku nie zaplanował dokonania wyboru na środę. Środa 20 kwietnia to rocznica narodzin Hitlera. Co za gratka dla angielskiej prasy! Snując swoje teorie być może stałem się tylko ofiarą niewłaściwie rozumianego mistycyzmu: „Wielki Inkwizytor” jako namiestnik Chrystusa? Starszy człowiek, tęskniący za spokojem, jako przewodnik największej globalnej organizacji na Ziemi? Główny teolog i intelektualista stroniący od ludzi na stanowisku Rybaka ludzi? Na domiar złego, jest on jeszcze dodatkowo Niemcem. Człowiek z kraju podziału Kościoła i terroru nazistowskiego jako nowa nadzieja na pokój na świecie? Nie do pomyślenia! To jeszcze nie koniec! To właśnie za każdym razem po okresie urzędowania niemieckich papieży następował w Kościele rozłam: zarówno wielka schizma z 1054 r., która doprowadziła do podziału na Kościół katolicki i prawosławny, jak również spór wokół Lutra, który spowodował utworzenia odłamu ewangelickiego. Od tego czasu Kościół ze zrozumiałych względów obsadzał na Tronie Piotrowym tylko i wyłącznie Włochów (pierwszym wyjątkiem był kard. Karol Wojtyła). Ratzinger byłby pierwszym Następcą Piotra w trzecim tysiącleciu, drugim od 500 lat papieżem niewłoskiego pochodzenia. Czy jako przygotowanie do trzeciego rozłamu? Czy też jako nowa jedność? Bardziej prowokującego wyboru nie można by już było dokonać…[14] Po tym wyborze najpopularniejszy tabloid w Niemczech, „Bildzeitung”, opatrzył swoją pierwszą stronę zdjęciem papieża-elekta z napisem Wir sind Papst (Jesteśmy papieżem)[15].

Kim więc jest nowy papież z Niemiec? Zanim odpowiem pokrótce na to pytanie, nawiążę do plakatu, który jako wkładka został dołączony do „Gazety Wyborczej” w dniu przyjazdu Benedykta XVI do Polski, 25 maja 2006 r. Oprócz hasła tej pielgrzymki, „Trwajcie mocni w wierze”, na plakacie pojawił się taki podpis pod zdjęciem papieża: Nasz Papież Benedykt XVI w Polsce. 25-28 maja 2006. Jak można zauważyć, sformułowanie „nasz papież” odnosiło się bynajmniej w Polsce nie tylko do papieża-Polaka. W środkach masowego przekazu w Polsce wielokrotnie pojawia się to sformułowanie w stosunku do obecnego papieża. Najnowsze sondaże wskazują jego wielką popularność wśród Polaków, choćby ze względu na zwracanie się do nich w ich ojczystym języku oraz dlatego że jest następcą Jana Pawła II.

Pierwszym źródłem informacji na temat nowego papieża stała się jego osobista książka, opisująca wybrane wątki z życia[16]. Okoliczności powstania tych wspomnień i oraz ich ocenę podejmuje Peter Seewald: Joseph Ratzinger nigdy nie napisał autobiografii. To, co pojawiło się w księgarniach pod tytułem „Moje życie”, było pierwotnie pomyślane jedynie jako szkic, mający ukazać się w większym zbiorze, który planowali wydać dawni studenci ks. prof. Josepha Ratzingera z okazji jego siedemdziesiątych urodzin. Kardynał swój tekst dostarczył, niedbali uczniowie już nie. Siłą rzeczy ta rzekomo autobiograficzna książka jest więc dość skromna. Widać też, że Kardynał, który potrafi gładko formułować swoje analizy społeczno-polityczne i wnioski teologiczne, ma trudności ze znalezieniem odpowiedniej formy dla opisania swoich przeżyć[17].

Z życiorysu Josepha Ratzingera warto wspomnieć, że oboje rodzice przykładali wielką wagę do dobrego, tzn. religijnego i patriotycznego wychowania dzieci[18]. Dlatego w czasie panującej ideologii nazistowskiej starali się uchronić swoje dzieci (chłopców) przed wstąpieniem do Hitlerjugend (HJ). Zresztą byli znani z konsekwentnej antynazistowskiej postawy. Ustawa z 25 marca 1939 r. wprowadziła obowiązek uczestniczenia w HJ od 14. roku życia pod sankcją aresztowania. Uczniowie nienależący do tej organizacji musieli płacić wysokie czesne za szkołę. Obaj bracia Ratzingerowie, którzy uczyli się w tym czasie w niższym seminarium duchownym, już ze względu na ten fakt byli w HJ traktowani jako obywatele drugiej kategorii. Joseph po opuszczeniu seminarium już nigdy na spotkanie HJ nie poszedł[19].

Po wyborze Ratzingera na papieża zastanawiano się, w związku z naukowością nowego papieża, czy będzie on umiał znaleźć wspólny język ze współczesnym światem na płaszczyźnie duszpasterskiej. Czy będzie też podróżował na spotkania w różne części świata, czy też zamknie się w murach Watykanu ze względu na swój podeszły wiek i upodobania naukowe. Liczba 13 odbytych pielgrzymek do października 2009 r. jest odpowiedzią na te pytania.

Pierwszy wyjazd zagraniczny w 2005 r. na Światowy Dzień Młodych do Kolonii pokazywał zdolność Benedykta XVI do kontaktu z ludźmi młodymi, bez chęci naśladowania Jana Pawła II.

To samo widać było podczas jego pierwszej oficjalnej pielgrzymki zagranicznej do Polski w 2006 r., gdzie spotkał się z ponad milionem młodych osób na krakowskich Błoniach. W czasie tej pielgrzymki bardzo ważny element stanowiła wizyta w byłym obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, która była dla papieża nie tylko potrzebą serca, ale i obowiązkiem. Podczas niej powiedział m.in.: Jan Paweł II był tu jako syn polskiego narodu. Ja przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego – syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania. Tak, nie mogłem tu nie przybyć[20]. Widać po tych słowach, jak bardzo Benedykt XVI widzi swoją obecność w perspektywie wizyty Jana Pawła II w tym miejscu, czując się zarazem przedstawicielem narodu niemieckiego.

Obok pielgrzymowania, ważnym aspektem pontyfikatu stały się wysiłki ekumeniczne oraz dialog międzyreligijny. Po wyborze Ratzingera na papieża w Niemczech rozpoczęła się debata, czy nowy papież podejmie działania ekumeniczne. Uważano bowiem, że papież z Niemiec ma szczególne zobowiązanie, by dialog ekumeniczny był priorytetem Stolicy Apostolskiej[21]. Należy też przywołać zdanie bp. Wolfganga Hubera, przewodniczącego Rady Evangelische Kirche Deutschland (EKD), który z jednej strony widzi wyraźne kroki w przezwyciężeniu schizmy wschodniej. Z drugiej zaś, dostrzega w dialogu ekumenicznym na Zachodzie wielkie deficyty.

W obliczu tych postulatów warto dokonać pewnego bilansu działań Benedykta XVI na rzecz ekumenizmu, zwłaszcza w perspektywie ogłoszonego w 2008 r. Roku św. Pawła. Wielu znawców ekumenizmu podkreśla , że Benedykt XVI nie stroni od okazji, by wyrazić zatroskanie o dialog nie tylko werbalnie, ale i w konkretnych działaniach. Papież wspiera pracę ekspertów w tej materii oraz odczytuje „znaki czasów”.

Jednym z wielu jego działań zmierzających do jedności Kościoła, było zdjęcie ekskomuniki ze wspólnoty lefebrystów – Bractwa św. Piusa – na początku 2009 r., co na skutek złożonych okoliczności spotkało się z głosami krytyki, w wielu przypadkach w niespotykanej do tej pory formie. Problemem stał się jeden z biskupów tego bractwa, Richard Williamson, który w publicznych wypowiedziach kwestionował Holocaust. Oprócz Centralnej Rady Żydów w Niemczech do krytyki papieża włączyła się kanclerz Niemiec, Angela Merkel. Jeden z tabloidów niemieckich użył do opisu tego wydarzenia zdania, które nie miało już nic wspólnego z hasłem głoszonym na początku pontyfikatu, mianowicie Welcher Teufel reitet den Papst? (Jaki diabeł kieruje papieżem)[22]. Po tych wszystkich reakcjach papież napisał osobisty list kierowany do braci w biskupstwie, wyjaśniający motywy swoich działań oraz swoją niewiedzę w kwestii wypowiedzi bp. Williamsona. Napisał w nim m.in.: Nie mogłem przewidzieć nieszczęsnego przypadku, iż na zdjęcie ekskomuniki nałożyła się sprawa Williamsona. Dyskretny gest miłosierdzia wobec czterech biskupów wyświęconych ważnie, lecz niegodnie, nieoczekiwanie pojawił się jako coś kompletnie innego: jako zaprzeczenie pojednania między chrześcijanami a Żydami, a więc odwołanie tego, co w tej sprawie Sobór wskazał jako drogę Kościoła. Gest pojednania z grupą kościelną wplątaną w proces oddzielania się przekształcił się w jego antytezę: pozorne cofnięcie się w odniesieniu do wszystkich kroków pojednania, jakie miały miejsce między chrześcijanami a Żydami począwszy od Soboru – kroków, w których osobiście uczestniczyłem i które propagowałem jako teolog. (…) Powiedziano mi, że uważne śledzenie informacji dostępnych w internecie mogłoby dość wcześnie umożliwić zapoznanie się z problemem. Rozumiem, że w przyszłości w Stolicy Apostolskiej musimy zwracać większą uwagę na to źródło informacji. Zasmucił mnie fakt, że także katolicy, którzy mimo wszystko mogliby lepiej znać sytuację, pomyśleli, że muszą mnie z otwartą wrogością zaatakować. Właśnie dlatego tym bardziej dziękuję przyjaciołom Żydom, którzy szybko dopomogli w wyjaśnieniu nieporozumienia oraz przywrócenia atmosfery przyjaźni i zaufania, która – jak w czasach Jana Pawła II – istniała także w okresie mojego pontyfikatu i dzięki Bogu istnieje nadal[23]. Te słowa pokazują ogromną pokorę Benedykta XVI, który przyznaje się do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności między aktem zachęty i otwartości papieża do dialogu wobec Bractwa św. Piusa i wypowiedzi bp. Williamsona, a zarazem podkreśla gotowość Stolicy Apostolskiej do lepszego śledzenia informacji także za pomocą internetu.

Bardzo ciekawym wydarzeniem dla dalszej pracy nad jednością Kościoła jest kwestia przyjęcia do Kościoła katolickiego wspólnot anglikańskich. Pojawiają się wątpliwości, czy ten gest Benedykta XVI nie zakłóci dialogu ekumenicznego między katolikami a anglikanami, którzy chcą pozostać w strukturze Kościoła anglikańskiego. Komentarze w tym względzie są zgodne: Decyzja Benedykta XVI o powołaniu oddzielnych struktur dla anglikanów, którzy chcą powrócić do jedności z Rzymem, a jednocześnie zachować własną specyfikę liturgiczną czy kulturową – to ważny krok na drodze ekumenicznej. I choć część dialogistów będzie ją atakować, to trzeba powiedzieć jasno, że jest ona realizacją nauczania Soboru Watykańskiego Na taką decyzję część konserwatywnych anglikanów oczekiwało od lat. Licząca około 400 tysięcy wiernych Tradycyjna Wspólnota Anglikańska już dawno, jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II próbowała przekonać Stolicę Apostolską do utworzenia czegoś w rodzaju Kościoła unickiego dla ortodoksyjnych anglikanów, którzy nie zgadzają się na zmiany, jakie zachodzą w ich wyznaniu i dostrzegają w nich odejście od ducha Ewangelii i prawdziwej tradycji anglikańskiej[24].

W kontekście dialogu ze światem współczesnym warto przyjrzeć się wynikom sondażu, wspomnianego już przy okazji oceny Jana Pawła II, a dotyczącego w drugiej części Benedykta XVI, a dokładnie podejścia Polaków i Niemców do jego osoby i nauki. W przypadku tego papieża pytania były postawione w czasie teraźniejszym i przyszłym. Na pytanie, czego dokona Benedykt XVI, respondenci odpowiadali w następujący sposób: pogłębi wiarę (58% Polaków i 59% Niemców), będzie prowadził dialog z Żydami (37% i 50%), będzie wspierał walkę o wolność w krajach autorytarnych (31% i 25%), zatrzyma laicyzację Europy (42% i 42%), złagodzi zakazy, jak np. antykoncepcji i rozwodów (27% i 21%), ukróci wybuch skandali, jak przypadki molestowania seksualnego wśród księży (38% i 21%). Co do pytania, jaki jest Benedykt XVI, odpowiedzi wypadły następująco: ma poczucie humoru (54% Polaków i 38% Niemców), ma wielki autorytet (69% i 74%), dobrze wypada w mediach (75% i 57%), ma wybitny intelekt (76% i 78%), umie wpływać na polityków (23% i 34%) oraz jest surowy i dużo wymaga od ludzi (32% i 62%). Ogólnie biorąc, wyniki tego sondażu wskazują na podobne, z małymi wyjątkami, zdanie Polaków i Niemców na temat Benedykta XVI.

* * *

Pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI nie można opisać tylko skrótami podanymi w tytule tego opracowania, stanowią one dobry punkt wyjścia do podjęcia refleksji nad fenomenem obu papieży w kontekście jednoczącej się Europy, w procesie, w którym stanowią oni symbole jej wschodniej i zachodniej części. Można zauważyć, że ich życie i nauczanie spotyka się u obu narodów zarówno z akceptacją, jak i przejawami negacji.. Winfried Lipscher podkreśla, że obaj papieże mogą stanowić doskonałą okazję do hermeneutyki tożsamo-twórczej polsko-niemieckich symboli. A co z naszymi Papieżami, Janem Pawłem II i Benedyktem XVI? Aż się prosi, by w ich kontekście rozmawiać na temat różnic oraz podobieństw w myśleniu tych wielkich postaci. Papież Polak i Papież Niemiec – to jest wielki symbol do wykorzystania dla naszych narodów i Europy. Byli sobie bardzo bliscy, ale się też różnili. Najpierw mieliśmy Papieża Polaka, po nim nastał Papież Niemiec. Ja odwrotnej kolejności nawet nie mogę sobie wyobrazić. Niechby politycy szli ich tropem, wtedy nie byłoby tylu nieporozumień między naszymi państwami[25].

Ks. Grzegorz Chojnacki, ur. 1967, dr, adiunkt Uniwersytetu Szczecińskiego i dyrektor Instytutu Filozoficzno-Teologicznego im. Edyty Stein w Zielonej Górze.


[1] Z. Zieliński, Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków, Poznań 2007, s. 517.

[2] Stichwort: Papstwahl 1978, http://www.de-pl.info/de/page.php/article/1271; (21 X 2009).

[3] Z. Zieliński, dz. cyt., s. 556.

[4] P. Dorsch-Jungsberger, Johannes Paul II. Der Schmerzensmann, w: G. Paul (red.), Das Jahrhundert der Bilder 1949 bis heute, Göttingen 2008, s. 667-668.

[5] Zob. Johannes Paul II., Predigt im Ökumenischen Gottesdienst im Hohen Dom zu Paderborn (22 Juni 1996), Verlautbarungen des Apostolischen Stuhls 126, Bonn 1996, nr 6.

[6] W. Lipscher, Sacrum i profanum w przekonaniach Polaków i Niemców, w: B. Gardziejewski (red.), Dociekając prawdy o naszej tożsamości. Godność człowieka i narodu u podstaw współczesnego patriotyzmu polskiego, Poznań 2007, s. 60.

[7] Zob. G. Chojnacki, Ewangelia nadziei. Jan Paweł II i Benedykt XVI o Europie, „Przegląd Zachodni” 4/2005, s. 193-204.

[8] Johannes Paul II, Ansprache zum Abschied am Brandenburger Tor in Berlin (23 Juni 1996), nr 7.

[9] Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na terenie byłego obozu koncentracyjnego Oświęcim- Brzezinka (7 czerwca 1979r. ); http://www.maksymilian.bielsko.opoka.org.pl/maksymilian4_8.php; (30 X 2009).

[10] Z. Zieliński, dz. cyt., s. 515.

[11] Zob. np. doniesienia prasowe w wielkich krajowych dziennikach z 9 kwietnia 2005 r.

[12] Por. Z. Zieliński, dz, cyt., s. 605-606.

[13] J. Ratzinger, Salz der Erde. Christentum und Katholische Kirche an der Jahrtausendwende. Ein Gespräch mit Peter Seewald, Stuttgart 1997.

[14] P. Seewald, Benedykt XVI. Portret z bliska, Kraków 2006, s. 59.

[15] Wydanie z 20 kwietnia 2005 r.

[16] Zob. J. Ratzinger, Aus meinem Leben. Erinnerungen (1927-1977), Stuttgart 19982.

[17] P. Seewald, dz. cyt., s. 253-254.

[18] Zob. J. Ratzinger, Aus meinem Leben, s. 8-15.

[19] Zob. P. Seewald, dz. cyt., s. 257-258.

[20] Benedykt XVI, Przemówienie w czasie wizyty w Auschwitz-Birkenau, http://www.b16.pl/przemowienia/1415,przemowienie_auschwitz.html; (28 X 2009).

[21] Por. tamże.

[22] „Berliner Kurier” z 3 lutego 2009 r.

[23] Benedykt XVI, List w sprawie lefebrystów, http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x619/list-benedykta-xvi-w-sprawie-lefebrystow/; (30 X 2009).

[24] Ratować anglikańskie dusze, http://www.ekumenizm.pl/content/article/20091024102537703.htm; (30 X 2009).

[25] W. Lipscher, dz. cyt., s. 62.

  1. ŁAZARZ napisał(a):

    Jak mówi ŚW.AUGUSTYN:

    ŻYJEMY,KIEDY UMIERAMY

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.