Przegląd Powszechny

A A A

Życie sławnej kobiety

komentarze

Angelika Kuźniak
Marlene

Wyd. Czarne, Wołowiec 2009.

Ryszard Kapuściński mówił, że pisać o czymś warto tylko wtedy, jeśli można powiedzieć na ten temat coś nowego – pisze Angelika Kuźniak w krótkiej notce odautorskiej. To zdanie, wypowiedziane kiedyś przez wielkiego mistrza reportażu, w pełni oddaje ducha książki „Marlene”. Mimo że na temat Marleny Dietrich napisano wiele, to pozycja stworzona przez Angelikę Kuźniak ma największą szansę dotrzeć do polskiego czytelnika. Książkę czyta się jednym tchem, pochłania się ją w całości wraz z całą zawartością przedstawiającą niezwykle barwny, interesujący, ale i nieznany większości obraz Marleny Dietrich.

By wiarygodnie oddać obraz słynnej niemieckiej aktorki i piosenkarki, autorka cytuje fragmenty jej dzienników, przytacza wypowiedzi i opinie przyjaciół, ludzi współpracujących przez lata z Dietrich, załącza zdjęcia przedstawiające Marlenę w różnych, nie tylko estradowych, sytuacjach. Angelika Kuźniak spędziła długie godziny w berlińskim archiwum, analizując i poznając coraz lepiej swoją bohaterkę, jej zwyczaje, nawyki, dziwactwa. Angelika Kuźniak, doskonale oddaje klimat „tamtych dni”, gdy opisuje koncerty Dietrich w Polsce, Rosji czy Niemczech. Opisy tych ostatnich są najbardziej szokujące dla polskiego czytelnika. Bo o Marlenie wie się najczęściej tyle, że miała piękny głos i najzgrabniejsze na świecie nogi. Nie wszyscy pamiętają jednak, że była odważną kobietą, która jawnie przeciwstawiała się Hitlerowi, publicznie potępiając nazizm. Kiedy przylatywała na koncerty do Berlina, była obrzucana jajkami, pomidorami i wyzwiskami. Niemcy nie mogli zrozumieć, że Dietrich nigdy nie zdradziła, ani nie potępiła własnego narodu, tylko nazistów, którzy byli odpowiedzialni za okropne zbrodnie i wywołanie wojny. Zrehabilitowano ją dopiero w setną rocznicę jej urodzin, w 2001 r., gdy burmistrz Berlina, Klaus Wowereit, przeprosił za to, iż Niemcy nie docenili jej talentu i niezwykłej postawy jeszcze za życia aktorki. Niemcy do końca pozostały jej „duchową ojczyzną”, tam też została pochowana, choć musiało minąć jeszcze wiele lat, zanim jej pomnik przestał być dewastowany i obrzucany śmieciami.

Z kart książki Angeliki Kuźniak, Marlena Dietrich wyłania się także jako kobieta surowa, świetnie zorganizowana, dokładna. Od swoich współpracowników wymagała niemalże całkowitego posłuszeństwa, przed jej koncertami wszystko zawsze musiało być dopięte na ostatni guzik, idealnie dopracowane według jej planu. Dietrich bardzo skrzętnie kreowała własny wizerunek i dbała o to, by to, jaką zobaczą ją ludzie, zależało tylko i wyłącznie od niej. Zawsze dokonywała bardzo krytycznej selekcji zdjęć, sama nanosiła poprawki na negatywy – wyszczuplała sobie kolana czy brzuch. Jeśli zdjęcia jej się nie podobały, niszczyła negatywy, prawie zawsze odzyskiwała też zdjęcia zrobione z zaskoczenia, w niewłaściwym świetle. Wydaje się, że jej główna zasada brzmiała tak: Dietrich ma podobać się Dietrich. Ta nietuzinkowa kobieta, pełna werwy i uroku osobistego, która przez całe lata „porywała” serca milionów wielbicieli na całym świecie, ostatnie dwadzieścia lat życia, po poważnym wypadku na scenie, w którym złamała obojczyk, spędziła samotnie, zamknięta w pokoju, w swoim paryskim apartamencie. Odwiedzała ją jedynie najbliższa rodzina, pokojówki, kucharze.

Książka, która daje do myślenia, porusza i sprawia, że chcemy wiedzieć więcej, bo jak pisze autorka, jej praca jest bardzo wybiórcza, subiektywna, nie opisuje wszystkiego, pozostawia wiele tematów otwartych. Nie jest biografią, a reporterską opowieścią, która wciąga. Dlatego polecam.

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.