Przegląd Powszechny

A A A

Przynieść pociechę zrozpaczonym

komentarze

Antoni Libera, „Godot i jego cień”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, ss. 413.

Nieczęsto w życiu udaje nam się spotkać swojego Mistrza, człowieka, którego przewagę nad nami z chęcią i pokorą przyjmujemy, pragnąc jedynie jak najwięcej nasycić się jego mądrością czy po prostu obecnością. Antoniemu Liberze ta sztuka się udała, a jego ostatnia książka „Godot i jego cień” jest właśnie bardzo uczuciowym zapisem takiego spotkania autora książki z Samuelem Beckettem.

Libera nie boi się – i chwała mu za to – nazwać się uczniem, wyznawcą i sługą dzieła Becketta, którego twórczość pomogła mu odnaleźć drogę własnego życia. A autor nie był z niego zadowolony. Libera ironicznie podsumowuje swe życiowe dokonania fragmentem z Becketta: Rodzina, praca, ojczyzna, miłość, dupy, mieszkanie, zdrowie, natura i sztuka, ludzie i Bóg – same klęski.

To, co urzekło zaś Liberę u Becketta, to fakt, iż beckettowski bohater jest bezdomny, kaleki i bezsilny jakby z natury rzeczy, a przy tym nie narzeka, nie przeklina, nie jęczy, a co najwyżej szuka ulgi, cienia, kryjówki. Libera trafnie rozpoznaje, że autor „Czekając na Godota” stawia od nowa najdonioślejsze pytania metafizyczne i religijne, gdyż stare odpowiedzi już są martwe, dawny świat się zawalił, a człowiek żyje obecnie bez dachu nad głową. Celnie ujęto istotę dzieła Becketta w laudacji noblowskiej: Ukazał za pomocą nowych form literackich niedolę i cierpienie człowieka naszych czasów. To poetyckie dzieło wznosi się nad jałową i spustoszoną ziemią jak prośba o miłosierdzie dla udręczonej ludzkości, a minorowa tonacja, w jakiej jest napisane, przynosi zrozpaczonym – paradoksalnie – pociechę, a uciśnionych wyzwala.

W dziele Becketta odzwierciedla się bowiem bolesna samoświadomość Zachodu – pisarz wątpi w zbawczą moc cywilizacji zachodniej, nie wierzy, że człowiek osiągnie w niej szczęście dzięki dziełom własnych myśli i rąk. W tym kontekście Libera pyta, czyż słowa Ewangelii: Szalony, twoja dusza dziś jeszcze będzie wezwana i na co komu się zda, coś sobie przygotował (Łk 12,20) nie mogłyby być mottem całej jego twórczości. Czasy współczesne pozbawione sacrum, pozbawione wiary w miłosiernego Boga sprawiły, iż złudna okazała się też ludzka indywidualność (gwarantowana dotąd przez Boga, dbającego o każdego z ludzi), zanikło też poczucie celu i sensu ludzkiego życia (dotąd zmierzającego do królestwa Bożego), a miejsce tych wielkich wizji i niewzruszonych przekonań zajęło blade widmo bezdusznego Przypadku, czyli Liczby i Czasu. Gorzka samowiedza współczesnego człowieka zamknięta jest w wytworach własnego umysłu, a towarzyszy jej równie gorzkie przekonanie, iż nie ma żadnej ucieczki, gdyż historia stała się znowu zamkniętym kołem czasu, w którym rządzi powtarzalność, przewidywalność i … nuda.

Nie oznacza to bynajmniej, że dzieło Becketta da się odczytać li tylko w kontekście zaniku w kulturze sacrum (Beckett stwierdził wyraźnie: Gdyby Godot był Bogiem, to nazwałbym go w ten sposób, ale wątek ten jest ważny w jego twórczości, co skrzętnie podkreśla Libera, często dając wyraz w książce osobistym, duchowym zmaganiom czy krytycznie, ale z wielką otwartością, rozważając niejasne dla niego elementy teologii chrześcijańskiej.

Czytelników troszkę zniechęconych do lektury powyższymi akapitami muszę uspokoić – książka Libery nie jest chłodnym zapisem intelektualnej próby zrozumienia dzieła Brcketta i osadzenia go w kontekście tradycji i kultury współczesnej – choć są i takie wątki. Są też wnikliwe, filologiczne analizy utworów Becketta, jest rozbijanie jego tekstów na pojedyncze litery, śledzimy też wysiłek tłumacza i hermeneuty, jego zmaganie się z trudną materią słowa.

Książka Libery to jednak przede wszystkim zapis duchowej drogi, która doprowadziła do spotkania z Mistrzem, drogi zapoczątkowanej przypadkowym dość obejrzeniem w wieku dziecięcym sztuki „Czekając na Godota” w Teatrze Współczesnym w 1957 r., a kontynuowanej przez kontakty z niezwykłym dobroczyńcą, panem Arnoldem, który przekazuje Liberze numery miesięcznika „Dialog” z utworami Becketta, po spotkania z aktorami, reżyserami i miłośnikami Becketta z różnych krajów. Wspaniałym pomysłem było zamieszczenie fotografii, które przybliżają czytelnikom główne punkty zwrotne opowiadanej historii.

Wszystko to sprawia, że lektura książki Libery jest ucztą nie tylko dla zdeklarowanych wielbicieli Samuela Becketta, ale jest też wspaniale napisaną literaturą, ukazującą, iż miłość do niej może zaważyć na kształcie całego życia. Tak pięknie zaważyć.

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.