Przegląd Powszechny

A A A

Mistrzowie w duecie

komentarze

Michał Bajor
Piosenki Marka Grechuty i Jonasza Kofty
2 CD, A.A.MTJ 2009.

Nowy album Michała Bajora nieco mnie zaskoczył. Na okładce płyty widnieją nazwiska wielkich mistrzów piosenki – Marka Grechuty i Jonasza Kofty, sugerując monograficzny rys płyty. I rzeczywiście, ten dwupłytowy album (będący szesnastym już krążkiem w dorobku Bajora) ma taki właśnie – podwójnie monograficzny – charakter. Artysta od lat znany jest jako niezastąpiony i jedyny w swoim rodzaju interpretator poetyckiego słowa, zaś twórczość Grechuty i Kofty, po którą niejednokrotnie już sięgał, znakomicie wpisuje się w stylistykę jego muzycznego świata. Trzeba było jednak pewnej odwagi, by w tym właśnie momencie wydać płyty z piosenkami obu artystów. W uszach słuchaczy wciąż przecież brzmi „Historia pewnej podróży” Grzegorza Turnaua z 2006 r., w której krakowski artysta z powodzeniem zmierzył się z legendą autora „Korowodu”. Zaledwie rok temu swój album, zatytułowany po prostu „Kofta”, wydała Hanna Banaszak. Po wiele z utworów, które nagrali niedawno i Turnau, i Banaszak, sięgnął teraz także Michał Bajor. To artystyczne przedsięwzięcie chociażby z tego powodu wydaje się ryzykowne; nieuniknione stają się tutaj porównania, zestawienia, pytania o artystyczną oryginalność bądź też jej brak.

Płyta z piosenkami Grechuty stanowi, w moim odczuciu, nieco słabszą połowę muzycznego projektu Bajora. Artysta zdecydował się przypomnieć bardzo znane utwory, funkcjonujące już od dawna jako klasyki polskiej piosenki – „Niepewność”, „Tango Anawa”, „Serce”, „Będziesz moją panią”, „Ocalić od zapomnienia”, „Nie dokazuj”, „Dni, których nie znamy”, „Wiosna, ach to ty”, wreszcie „Korowód”… Patrząc na tytuły, można odnieść wrażenie, że to propozycja w rodzaju „essential Grechuta”. Tymczasem – i na szczęście – piosenki te śpiewa wybitny artysta, zaś każdy z utworów otrzymał bardzo staranną, nową – choć niekoniecznie nowatorską – aranżację. To wielka wartość całego albumu, i jednocześnie ogromna zasługa aranżera i producenta – Wojciecha Borkowskiego. Warto zwrócić uwagę, jak duże znaczenie przywiązuje on do partii wokalnych – zespołowych i chóralnych, i z jak wielkim wyczuciem traktuje tę materię. W nagraniu obu płyt wzięły udział dwa bardzo dobre zespoły wokalne: kwartet męski (w składzie: Piotr Gogol, Sebastian Stanny, Adam Krylik, Krzysztof Pietrzak) oraz Musica Aeterna – ośmioosobowy zespół pod kierownictwem muzycznym Andrzeja Borzyma jr. Dzięki ich udziałowi tak znane utwory, jak choćby „Niepewność” czy „Serce”, uzyskały oryginalne, świeże brzmienie. Bardzo udane interpretacje stworzył Bajor w piosenkach „Mieć taki deszcz, gdy świeci słońce (Parasolki Renoira)” oraz w niezwykle pogodnej i pełnej dobrej, pozytywnej energii „Muzie pomyślności”, eksponującej brzmienie kwartetu smyczkowego.

Więcej oryginalnych pomysłów odnalazłam na drugiej płycie – z piosenkami Jonasza Kofty. Już otwierający ją utwór – „Kwiat jednej nocy” – zachwycił mnie od pierwszej nuty. Michał Bajor zaproponował tutaj wykonanie, które z powodzeniem mogłoby konkurować z nieśmiertelnymi Alibabkami, i wraz ze znakomitym męskim kwartetem wokalnym zaśpiewał „Kwiat jednej nocy” a cappella. Świetny pomysł, doskonała aranżacja (znów ukłon w stronę Wojciecha Borkowskiego), perfekcyjne wykonanie – wszystkie te elementy sprawiają, że jest to jeden z najciekawszych fragmentów całego dwupłytowego wydawnictwa. Pojawiają się w „Koftowej” części także takie utwory, jak słynna „Samba przed rozstaniem”, „Trzeba marzyć”, „Pamiętajcie o ogrodach” czy nieustannie zachwycający „Jej portret”, z przepiękną muzyką Włodzimierza Nahornego. Ta płyta jest nieco bardziej rozbujana, kołysząca się w nieregularnych rytmach samby, niekiedy pobrzmiewająca dźwiękami jazzowego big bandu. W wielu miejscach muzykę ubarwia wspaniałym dźwiękiem trąbki znakomity, jak zawsze, Robert Majewski. Teksty Kofty stwarzają też Bajorowi więcej możliwości, by w pełni pokazać swój talent aktorsko-satyryczny. Znakomitym muzycznym żartem jest utwór zatytułowany „Serce mi pęka”. Do polonezowych dźwięków słynnego „Pożegnania Ojczyzny” Ogińskiego Michał Bajor wyśpiewuje patetyczno-groteskową historię: Beata – oto piękne imię twe. Zostanie ono już na zawsze w mej pamięci skryte gdzieś na dnie, gdy żółty liść jesienny co go niesie wiatr, do moich stóp upadnie. Na kompletnie odmiennym krańcu muzycznej ekspresji znajduje się melorecytowane „Popołudnie”. Bajor w mistrzowski sposób opowiada tutaj historię tytułowego jednego popołudnia, ujętą w oszczędne, lapidarne zdania; historię, której sugestywność i dramatyzm porusza i na długo pozostaje w pamięci.

Wielkim atutem nowego projektu Michała Bajora są muzycy, których zaprosił do nagrania swojego dwupłytowego albumu. Obok wymienionych już grup wokalnych oraz trębacza Roberta Majewskiego warto zwrócić szczególną uwagę na dwóch znakomitych gitarzystów – Pawła Stankiewicza oraz Marcina Olaka. Na fortepianie śpiewającemu artyście towarzyszą Hadrian Filip Tabęcki, Tomasz Krezymon oraz wspominany już Wojciech Borkowski. Całość projektu ubarwia kwartet smyczkowy w składzie: Marek Wroński – skrzypce, Małgorzata Chrzanowska – skrzypce, Aleksandra Kiszka – altówka, Barbara Piotrowska – wiolonczela. Na gitarze basowej gra Maciej Szczyciński, na kontrabasie – Konrad Kubicki, na perkusji – Piotr Maślanka. Wszyscy muzycy prezentują bardzo wysoki poziom wykonawczy, jak również muzyczną wrażliwość, dzięki której w każdym niemal takcie słychać artystyczne porozumienie między nimi.

Michał Bajor to artysta, który już od lat konsekwentnie kroczy obraną przez siebie muzyczną ścieżką. Niewielu jest wokalistów, których cechuje tak wielka atencja i zrozumienie dla słowa poetyckiego, i którzy w tak znakomity sposób potrafią je interpretować. Z całą pewnością Bajor nie zapomniał ani na chwilę, że jest także – a może przede wszystkim – aktorem. Umiejętność prowadzenia narracji, znakomita dykcja, wrażliwość na fonetyczne walory słów, sylab i głosek oraz prawidłową akcentuację, a przy tym ogromna muzykalność, charakterystyczna barwa głosu, intonacyjna precyzja i artystyczna wyobraźnia sprawiają, że ten artysta jest klasą samą w sobie, rozpoznawalną od pierwszego dźwięku. Nawet gdy sięga po swoiste evergreeny – tak jak w przypadku albumu z piosenkami Grechuty i Kofty – wydobywa z nich nową wartość i świeże brzmienie, dzięki którym można się nimi od nowa zachwycić.

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.