Przegląd Powszechny

A A A

Po co politykom telewizja?

komentarze

WARSZAWSKA JESIEŃ

…prawdziwie burzliwe było to lato właśnie w telewizji i wkoło telewizji, i choć wrzesień za pasem, prawdziwa kulminacja dopiero nadchodzi, a nastąpi, kiedy skończę ten felieton, do którego będę mógł dopisać puentę. Chodzi oczywiście o głosowanie w Sejmie dotyczące weta prezydenta wobec ustawy medialnej. No cóż, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, którą już nie raz na tych łamach opisywałem. Tak rozpocząłem napisany w lasach nad jeziorami poprzedni felieton, i zakończyłem go, a właściwie nie zakończyłem, stwierdzeniem, że: Puenty w tym felietonie, niestety, nie będzie, bo Sejm do tej pory nie głosował w obronie zawetowanej przez prezydenta ustawy.

Minęło mazurskie lato, przyszła warszawska jesień (oczywiście nie chodzi tu o festiwal muzyczny), ustawa została odrzucona, przez co mówi się o koalicji PiS i SLD. Po burzliwym lecie jesienne, medialne sztormy okazują się jednak jeszcze groźniejsze, a od zamętu, który panuje na ulicy księdza biskupa Woronicza (Telewizja Polska S.A.), w Alei Niepodległości (Polskie Radio S.A.) i przy skwerze kardynała Wyszyńskiego (Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji) można dostać zawrotu głowy. Nazwy ulic piękne, a w dodatku patriotyczne i kościelne, ale, o czym już wspominałem, chyba zagnieździł się tam Szatan.

Dlatego więc, dopisując spóźnioną puentę, przytoczę konkluzję z tamtego felietonu: …dzięki tej kuriozalnej ustawie media publiczne rozpadną się od razu, a bez niej będą się rozpadały trochę wolniej. I teraz chciałbym tę ponurą myśl rozwinąć.

Zastanawiałem się, jak to zrobić. I oto, nieoczekiwanie, przyszedł mi w sukurs poseł Janusz Palikot. Do jego głupawych i obraźliwych wypowiedzi nigdy nie przywiązywałem wagi, tym razem jednak czołowy, obok Stefana Niesiołowskiego, skandalista i wesołek Platformy powiedział coś istotnego. Okazał się prawdziwie szczery, złożywszy deklarację, jakiej żaden mądrzejszy czy bardziej chytry polityk nigdy by publicznie nie ogłosił. Bo przecież nawet ci nasi posłowie, którzy o Talleyrandzie nigdy nie słyszeli, na ogół postępują zgodnie z jego maksymą, że: Słowa służą do ukrywania myśli. A Palikotowi słowa posłużyły do odkrycia starannie maskowanych zamiarów jego partii i jej przewodniczącego.

Zapytany o przyczyny „miłości” Platformy do (obecnie wyrzucanego i broniącego się w okopach na Woronicza) prezesa Farfała, odpowiedział: Farfał jest dla Platformy użyteczny. Daje szansę na wykreowanie nowego prawicowego kandydata w wyborach prezydenckich. Wymyślonego i sformatowanego przez Romana Giertycha. Ponieważ sama TVP nie wystarcza (…) prawicowy kandydat może potrzebować poparcia o. Rydzyka, jego Radia Maryja i TV Trwam. Moim zdaniem Rydzyk został już kupiony przez Giertycha. Tak interpretuję podpisanie umowy TVP z fundacją Rydzyka w sprawie telewizyjnych archiwów. Rydzyk zapłaci za te archiwa poparciem innego kandydata niż Kaczyński („Gazeta Wyborcza” 11 IX 2009).

Czyli że dżin, który dzięki PiS-owi mógł wyskoczyć z butelki i pożreć pupilów Jarosława Kaczyńskiego, nawet nie oddając telewizji Platformie, ma się okazać przydatny dla Donalda Tuska. (Oczywiście nie chodzi tu o angielską jałowcówkę, tylko o złego ducha z arabskiej mitologii, który także był zamknięty w butelce.) A w mediach, jak widać, chodzi o propagandę.

Szczerość doprawdy zdumiewająca, a swoją drogą szkoda, że Jacek Kurski i Jolanta Senyszyn zostali zesłani do Brukseli, bo może podobnie do Palikota zdradzaliby ukryte myśli działaczy PiS i SLD, którzy publiczne media też traktowali i traktują instrumentalnie, i do obecnego zamieszania tak walnie się przyczynili.

Póki co, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wraz z Uniwersytetem Gdańskim, zorganizowało w Sopocie dość pompatycznie nazwaną konferencję: Media 2013. Dotyczyć ona miała zapowiedzianego przez państwowe i telewizyjno-radiowe władze wprowadzenia w owym 2013 r. powszechnie dostępnej platformy cyfrowej. Słowem najpierw Euro 2012, na które nie mamy drużyny piłkarskiej, i zaraz potem Cyfra 2013, którą… Ja jednak odłożę te futurologiczne bajania i dalej zajmę się jesiennymi sztormami, nie na Bałtyku, tylko na Woronicza i w Alei Niepodległości. Bo o tym, co się tam dzieje, mówili w Sopocie twórcy i publicyści, niezmamieni wizjami roztaczanymi przez ministrów kultury i infrastruktury, a także „prezesa” Farfała. Kazimierz Kutz oświadczył im, nie jako niegdysiejszy reżyser, ale jako senator PO, że Platformy publiczne media nie interesują, wobec czego chce doprowadzić do ich zgnicia. Okazał się równie szczery, jak Palikot, bo jego wypowiedź można zrozumieć chyba tylko tak: skoro nie możemy opanować TVP S.A. i Polskiego Radia S.A., to doprowadzimy do ich upadku. Replikowała Agnieszka Holland, która już po raz drugi w ciągu miesiąca skrytykowała rząd i partię: Jak rozumieć to, co mówi Kazimierz Kutz, że Platforma Obywatelska nie interesuje się telewizją publiczną i chce doprowadzić do jej zgnicia? W kraju, gdzie sześćdziesiąt procent ludzi żyje poza wielkimi aglomeracjami telewizja bywa jedyną możliwością zetknięcia się z kulturą. Jeżeli nasze władze chcą doprowadzić do gnicia mediów publicznych, to zachowują się jak okupant zamykający szkoły.

Nic dodać, nic ująć, a moje niedawno opisane doświadczenia z puszczy tezę tę jak najbardziej potwierdzają.

Stwierdziłem miesiąc temu, że właściwie nie wiem, dlaczego politycy aż tak zaciekle walczą o publiczne media, i teraz mam odpowiedź. Chodzi im o propagandę i o kampanie wyborcze. Trzeba jednak dokładniej ustalić, jakie korzyści politycy mogliby osiągnąć dzięki opanowaniu lub przynajmniej kontrolowaniu publicznej telewizji i radia. Chodzi oczywiście o media w takim kształcie, w jakim obecnie funkcjonują.

Mówić będę tylko o telewizji, bo radiem w tych felietonach się nie zajmuję.

Wyobraźmy więc sobie, że rządząca partia, mając do dyspozycji dwa podobne do siebie ogólnotematyczne kanały (TVP 1 i TVP 2) oraz jeden kaleki kanał informacyjno- publicystyczny (TVP Info) „ustawia” je zgodnie z własnymi potrzebami. Co z tego może wyniknąć?

Informacji nie da się na goebbelsowski sposób całkowicie sfałszować i zmanipulować, bo TVN nie musi zawsze kochać tej samej partii, a Polsat może zechcieć zachować pozory obiektywizmu, a do tego jest jeszcze internet, w którym poszczególne portale mogą zajmować różne stanowiska i prezentować własne opinie, nie mówiąc o komentarzach internautów.

Pozostaje publicystyka.

Wielu publicystów, komentatorów i gwiazdorów prowadzących własne programy, a także wiele groźnych specjalistek od wywiadów reportaży na pewno można kupić.

Jeżeli jednak będą oni (one) na wszelkie możliwe sposoby udowadniać słuszność polityki rządu, przypochlebiać się ministrom i niższym urzędnikom, to wszystko, co powiedzą i pokażą, stanie się po prostu niewiarygodne i nudne, i jak wiadomo, zacznie oczywiście wywoływać skutek odwrotny do zamierzonego.

Nie pomogą tu żadne, znane każdemu doświadczonemu dziennikarzowi chwyty i manipulacje, z tzw. pozorną krytyką na czele. Ludzie tego nie kupią, i zaczną pomijać wszelkie tego typu programy, albo puszczać je mimo uszu i oczu, jak większość reklam.

Zamiast z publicystyką niedoskonałą, kaleką czy ubogą, będziemy mieli do czynienia z publicystyką żałosną. Taką, jak w czasach przed odzyskaniem niepodległości.

Jednakże w tamtych smutnych czasach, w telewizji rządzonej przez Sokorskiego czy Szczepańskiego, obok ówczesnej, pożal się Boże, informacji i publicystyki, ukazywały się dzieła należące do kultury wyższej czy wysokiej, takie jak nie tylko oryginalny i artystycznie i myślowo (mimo cenzury) wartościowy, a przy tym umiejętnie popularyzowany Teatr Telewizji czy wciąż przypominany, chwalony i przechwalony Kabaret Starszych Panów.

Co więcej, powstawały wtedy propagandowe seriale o ewidentnie fałszywej, a nawet obrzydliwej wymowie, zrobione tak zręcznie, a nawet perfekcyjnie, że do dzisiaj są one raz po raz powtarzane. I nie chodzi tu o to, jak już pisałem, by ich nie powtarzać, ale by zrobić nowe seriale wojenne, równie dobrze skomponowane, a mówiące prawdę o naszej historii. Niestety, wszelkie próby na tym polu okazywały się i okazują („Czas honoru”) zupełnie nieudane. Jedynie Teatr Telewizji na swojej Scenie Faktu (co skrupulatnie odnotowuję) potrafi czasem o tej historii mówić nie tylko prawdziwie ale i ciekawie.

Wyobraźmy więc sobie, że opanowana przez aktualnie rządzącą partię telewizja publiczna zacznie wytwarzać, już nie historyczne, ale współczesne seriale o określonej propagandowej wymowie. To z pewnością nie będzie nawet groteskowe nieporozumienie, ale jak pisał Witkacy: Nuda coraz gorsza.

Po co więc politykom telewizja? Do niczego im nie posłuży, a chcąc ją opanować, już niszczą lub chcą zniszczyć to, co w niej naprawdę oryginalne i wartościowe. Niechże się od niej odczepią, a ja będę mógł spokojnie śledzić i oceniać to, co robią nasi telewizyjni twórcy. Modląc się przy tym, by ich telewizja publiczna (nie mówiąc o prywatnej) nie stawała się coraz bardziej miałka, wtórna i prowincjonalna. Bo jak już poprzednio powiedziałem, najgorsze jest nie to, że telewizję druzgocą politycy, ale to, że ona sama niszczy siebie.

  1. Viviane napisał(a):

    Miasto strzeliło balboa, wzięło najtańszą firmę w przetargu ktf3ra zrobiła fuszerkę wylewając asfalt na kładce i zakładając platformy a nie widny.Platformy te powinny być dawno temu zdemontowane na koszt firmy ktf3ra wygrała przetarg, i firma ta powinna w ramach GWARANCJI dołożyć do zamontowania nowych WIND. Władze miasta maja temat w poważaniu, i gdyby nie mieszkańcy to dawno by o kładce zapomnieli.Dodajmy ze zbliża się zima i pomimo, że platformy naprawią to i tak w zimie przestaną działać z powodf3w nie przystosowania do warunkf3w atmosferycznych.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.