Przegląd Powszechny

A A A

Asyż w Krakowie

komentarze

Przedstawiciele różnych religii wzajemnie uzupełniali się w przywoływaniu przymiotów partnerów dialogu. Kongres był pełen spontanicznych zaskakujących gestów, pytań i odpowiedzi.

Międzynarodowy Kongres dla Pokoju „Ludzie i religie” w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej zorganizowany przez rzymską wspólnotę św. Idziego i Archidiecezję Krakowską, 6-8 września 2009 r.

Powrót do źródeł dialogu

Dziękuję Bogu, że zaczęty w Asyżu dialog międzyreligijny jest kontynuowany – podzielił się ze mną refleksją po uściśnięciu rąk na znak pokoju ks. Adam Kubiś, kanonik Katedry na Wawelu. Po czym z westchnieniem dodał: Dialog jest realizowany, a ludzie są tacy jacy są!

Staliśmy na Rynku Głównym podczas ceremonii zakończenia kongresu „Ludzie i religie”, popularnie nazwanego Asyż w Krakowie. Ze sceny wzniesionej pod wieżą, na którą wspinała się na wstędze tęcza przymierza, schodzili w barwnym korowodzie, pośród szpaleru zgromadzonych licznie mieszkańców, przedstawiciele religii świata. Przystanąłem po podaniu dłoni kilkudziesięciu osobom na znak pokoju. Byli wśród nich ludzie różnych wyznań i narodowości, rozpoznawalni czasem jedynie z ubioru, nakrycia głowy jako buddyści, muzułmanie, Żydzi, przedstawiciele Kościołów wschodnich czy protestanckich. Kongres zgromadził przybyszów z całego świata jak i mieszkańców królewskiego miasta Krakowa i Polski. Z szacowanej na blisko 3 tys. liczby uczestników dwie trzecie stanowili obcokrajowcy. Podpisali oni w uroczysty i widowiskowy sposób – kolejno zapalając świece umieszczone na dwóch wielopoziomowych świecznikach – „Apel o Pokój 2009”.

Co roku na całym świecie odbywają się setki podobnych zgromadzeń. Czym to krakowskie różniło się od innych, dlaczego zasługuje na uwagę czytelnika „Przeglądu Powszechnego”? Na odpowiedź naprowadzają słowa wspomnianego Apelu. Są w nim prawdy ważkie i oczywiste, jak w wielu innych tego rodzaju dokumentach, które trzeba przypominać, a mówione jednym głosem w różnorodności religii i kultur nigdy nie przestają być aktualne, jak ta, że świat bez dialogu pozostanie niewolnikiem nienawiści i strachu przed drugim człowiekiem. Religie nie chcą wojny i nie chcą, aby wykorzystywano je dla wojny. Mówienie o wojnie w imię Boga to bluźnierstwo. Żadna wojna nigdy nie jest święta. Ludzkość zawsze przegrywa, gdy wybiera przemoc i terror.

Dla mnie w Apelu było, poza cytowanym fragmentem i jemu podobnymi, również coś wyjątkowego, wykraczającego poza ponadczasową wagę takich dokumentów czy wspomnianą widowiskową formę ich przyjęcia. Nawiązywał on do genius loci miejsca, z którego frunął w świat. Frunął? Tak sobie marzę, patrząc na logo kongresu, białego Gołąbka Pokoju , który przysiadł na wielokolorowej wstędze tęczy Przymierza.

Rzeczpospolita – matecznik dialogu

Dźwięczą mi w uszach słowa sędziwego duchownego z Katedry na Wawelu… Skąd się wziął dialog rozpoczęty w Asyżu w 1986 r. i jaką duch Asyżu przebył drogę, zanim dotarł do Krakowa? Jacy są ludzie tego dialogu? Czy jest on zarezerwowany jedynie dla wybranych elit, jak ta międzynarodowa trzódka zgromadzona na Kongresie w mieście króla Kazimierza, czy też powraca do źródeł Polski Jagiellonów i miasta słowiańskiego papieża jak do swojego naturalnego matecznika? Przebiegam myślami trzy dni spędzone w grodzie Kraka.

Podczas uroczystej konferencji otwarcia w Auditorium Maximum David Rosen, prezes Międzynarodowego Żydowskiego Komitetu do Spraw Międzyreligijnych, przyznał, że właśnie stąd, z Krakowa, wywodzą się jego korzenie i szczyci się, że jest potomkiem znanego tutejszego aszkenazyjskiego rabina. Podczas gdy inne monarchie europejskie zamykały Żydów w gettach, król Polski Kazimierz Wielki przyjął ich w swoim kraju – stwierdził, podkreślając, że przez kolejne dwa stulecia panowania dynastii Jagiellonów na zamku na Wawelu Polska, a w szczególności założone przez króla miasto Żydów nazwane od jego imienia Kazimierzem, stało się jednym z najważniejszych ośrodków kulturalnych diaspory żydowskiej, jeśli nie najważniejszym w ogóle. Przypomniał ze smutkiem, że tragedia Holocaustu zaprzepaściła dziedzictwo kreatywności i współpracy, które mogło stać się bogactwem Polski, a w szczególności Krakowa.

I tu z ust prominentnego Żyda padły słowa, które są kluczem do odpowiedzi na pytanie o źródła modlitw o pokój, które zapoczątkowało spotkanie w Asyżu. Owa jagiellońska tradycja polskiej tożsamości, otwarta na narody innego pochodzenia i wyznania, wywarła wpływ na Jana Pawła II – przypomniał.

Rabin Rosen przytoczył dalej słowa papieża z Wadowic o latach trzydziestych poprzedzających wybuch II wojny światowej z jego książki „Pamięć i tożsamość”, opublikowanej rok przed śmiercią: Niezmiernie ważnym czynnikiem etnicznym w Polsce była także obecność Żydów, Pamiętam, iż co najmniej jedna trzecia moich kolegów z klasy w szkole powszechnej w Wadowicach to byli Żydzi. W gimnazjum było ich trochę mniej. Z niektórymi się przyjaźniłem. A to, co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm. A więc polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten „jagielloński” wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym. Tyle „jagielloński” z ducha papież cytowany przez potomka Żydów z Kazimierza. W nagradzanym oklaskami przemówieniu rabin David Rosen nawiązał do Karola Wojtyły również w końcowych słowach: Zatem to duch Asyżu daje nam wyobrażenie przyszłości, a syn Krakowa zaprowadził nas do tej wizji. Należy uczcić ducha Asyżu, tutaj w Krakowie. Jest to dziś szczególnie nam wszystkim potrzebne – podkreślił.

Słowa ważkie, tym bardziej że wypowiedziane przez przedstawiciela Starszych Braci w wierze już po przesłaniu, jakie następca Jana Pawła II, papież Benedykt XVI, skierował w pierwszym dniu obrad do uczestników Kongresu, po Eucharystii w Łagiewnikach za pośrednictwem łącz satelitarnych na Anioł Pański. Nie było tam mowy o wielokulturowych korzeniach Krakowa i Polski czy wspomnienia imienia Jana Pawła II, inicjatora modlitw o pokój w Asyżu, którego postać jest nierozłącznie związana z Krakowem i z łagiewnickim sanktuarium. To przytoczone powyżej wzajemne uzupełnianie się przedstawicieli różnych religii w przywoływaniu przymiotów partnerów dialogu nie było odosobnione i miało w Krakowie szczególne znaczenie dla dialogu.

Mikołaj z Sycylii

W pociągu do Krakowa poczułem się jak na Sycylii. W nowoczesnym przestronnym, ale dusznym wagonie z siedzeniami ułożonymi jak w autobusie moja miejscówka zaprowadziła mnie w środek grupy członków wspólnoty św. Idziego z Palermo. Podczas rozmów z towarzyskimi współpasażerami zapoznałem się z charyzmatem założonej przez kilku licealistów w 1968 r. w Rzymie wspólnoty św. Idziego, a właściwie specyfiką miejscowych wspólnot rozsianych po Włoszech i 70 krajach skupiających ok. 50 tys. ludzi. Każda z nich ma lokalny koloryt, ale źródłem działań na rzecz pokoju i dialogu jest dla nich zachęta II Soboru Watykańskiego do otwartości na innych ludzi i inne religie. Jak to robią moi towarzysze podróży z Sycylii? Opiekujemy się dziećmi ulicy – dwa razy w tygodniu odrabiamy z nimi lekcje, spożywamy skromny posiłek, otwieramy oczy i uszy na ich potrzeby – opowiada Vania, która kilkanaście lat temu przybyła na Sycylię wraz z rodzicami, jako córka potomków dawnych emigrantów do USA. – Na Boże Narodzenie mamy wielką ucztę w kościele – dodaje Pedro, lider grupy z Palermo. – Rozstawiamy stoły w miejsce kościelnych ławek i zapraszamy ubogich mieszkańców. Mamy też miejsce gdzie bezdomni mogą się umyć, wziąć prysznic, coś w rodzaju skromnej łaźni – wyjaśnia. Otwierają mi się oczy, widzę wspólne źródło dialogu dla różnych ruchów i wspólnot Kościoła Focolarinów, Małych Sióstr od Jezusa czy w Polsce bliskiego mi Dzieła Odbudowy Miłości D.O.M. Dialog z perspektywy wspólnoty z ubogimi oczyszcza z pokusy wynoszenia się ponad innych pozwala zrozumieć potrzeby drugich, zadzierzgnąć nić zrozumienia i przyjaźni.

Angela ze wspólnoty św. Idziego w Rzymie opowiedziała mi, jak mobilizuje więźniów, których odwiedza, do finansowego wsparcia ich kolegów za kratkami w Mozambiku i innych krajach Afryki. Skąd czerpie siłę i dar perswazji? Spotykamy się codziennie na półgodzinnej modlitwie. Razem rozważamy słowa Ewangelii i modlimy się – promienieje radością. W Krakowie kilkakrotnie usłyszałem z ust innych gości uwagę, że licznie przybyli członkowie wspólnoty traktują Kongres jako spotkanie formacyjne. Czy jest to zarzut, czy pochwała, skoro oddziaływanie wspólnoty przynosi owoce pokoju, w szczególności w krajach Afryki, a wśród zaproszonych uczestników spotkań plenarnych i paneli dyskusyjnych znaleźli się wybitni politycy czy finansiści – wystarczy wymienić byłego dyrektora generalnego Międzynarodowego Funduszu Walutowego Michela Camdessusa, dwie głowy państw, w tym jedną koronowaną – wielkiego księcia Luksemburga Henryka oraz prezydenta Czarnogóry Filipa Vujanovića, a także przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso czy zastępcę dyrektora generalnego UNESCO panią Françoise Rivière. Nie wszyscy oni znaleźli się w zasięgu działań Wspólnoty, ulegli duchowi modlitwy i osobistego świadectwa jej członków. Wszyscy przyjęli zaproszenie na Kongres założyciela Wspólnoty prof. Andrei Riccardiego i gospodarza miejsca kard. Stanisława Dziwisza. Duch Asyżu przemówił również przez polskich polityków. Minister Spraw Zagranicznych RP Radosław Sikorski, nawiązując do 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, zaznaczył na inauguracji: Nie możemy i nie chcemy zapomnieć o złu, ale wiemy, że jedynie serce wolne od nienawiści może stworzyć prawdziwą wolność.

Kadisz i znak pokoju

Wolność od nienawiści dała o sobie znać afirmacją życia niedawnych ofiar.

Gdy wczoraj wieczorem przyjechałem do Krakowa, zadzwoniła do mnie wnuczka z wiadomością, że zostałem pradziadkiem. Oto moja zemsta, moja odpowiedź, moje rozwiązanie – żyjmy i pozwólmy żyć innym, razem, w miłości i pokoju – powiedział dyrektor instytutu Yad Vashem, rabin Meir Lau, podczas Ceremonii Pamięci, która odbyła się w ostatnim dniu Kongresu. Te pełne nadziei słowa padły w Auschwitz-Birkenau z ust byłego więźnia tego obozu po gorzkiej i płomiennej mowie przestrzegającej przed obojętnością. Nawiązał do słów swojego przyjaciela, świadka na procesie Adolfa Eichmanna, który zaznaczył, że pochodzi z miejsca, gdzie nigdy nie narodziły się dzieci ani nie zakwitły kwiaty: Pochodzę z innej planety, zwanej Auschwitz. Ja jestem innego zdania – krzyknął szeptem rabin Lau – to nie była inna planeta, to była nasza planeta. Mordercy byli dokładnie takimi samymi ludźmi jak my. Słuchali muzyki, czytali książki, studiowali filozofię i etykę, byli wybierani w sposób demokratyczny. Zamordowali 50 mln niewinnych ludzi, w tym 6 mln Żydów, którzy nigdy nie byli dla nich zagrożeniem. To wydarzyło się na tej planecie. Musimy się upewnić, że nie stanie się ona ponownie takim okropieństwem! Nawiązując do drogi, jaką przedstawiciele wielu wyznań przeszli w milczeniu od tzw. bramy śmierci wzdłuż rampy kolejowej, gdzie bieg kończyły niegdyś transporty z przeznaczonymi na zagładę więźniami, rabin Lau zapytał zgromadzonych, czy skoro wszyscy możemy iść ramię w ramię i razem składać wieńce nie możemy też usiąść razem i porozmawiać tak, aby rozwiązać wszystkie konflikty? Czy możemy rozmawiać jako przyjaciele, kuzyni, sąsiedzi? Możemy! Tak, potrafimy! – uznał.

Po tych słowach żydowska modlitwa kadisz oraz znak pokoju uczestników wieńczący Ceremonię Pamięci nabrały szczególnego wymiaru.

Myślę o Auschwitz jako przestrodze dla mnie jako muzułmanina i mieszkańca Afryki – powiedział Abdoul Aziz Kebe z Senegalu. Tego smukłego ciemnoskórego profesora uniwersytetu w Dakarze, wykładowcę historii i socjologii islamu, poznałem podczas modlitw o pokój na świecie wyznawców różnych religii w kilku miejscach Krakowa. Mój nowy znajomy dzielił się ze mną swoimi obawami: To prawda, że islam jest religią pokoju, a Afryka kontynentem przyjaźni, niestety, jest coraz bardziej targana wojnami i konfliktami. Tym bardziej ważne jest podtrzymywanie cennej inicjatywy Jana Pawła II, który w Asyżu zebrał przedstawicieli religii, by wprowadzać pokój na świecie. Cennej, bo wszystkie religie mają znaczne zasoby do szerzenia pokoju nie przez współzawodnictwo pomiędzy nimi, a przez współpracę. Rozmawialiśmy o tym, co nas boli w dialogu, w drodze z miejskiego ośrodka kultury (gdzie w oddzielnych salach modlili się buddyści i muzułmanie) na niedaleki Rynek Główny przed kościół Mariacki (gdzie modlili się chrześcijanie), skąd miała wyruszyć wspólna procesja przedstawicieli wszystkich religii uczestniczących w Kongresie. Podszedł do nas rabin David Rosen z wyciągniętą na powitanie ręką i ten spontaniczny znak pokoju wyprzedził wieńczące Kongres ceremonie. Taki już był ten Kongres – pełen spontanicznych zaskakujących gestów, pytań i odpowiedzi.

Duch Asyżu a Duch Święty

Na forum i w kuluarach Kongresu były i pytania bez odpowiedzi. Na część wyzwań dialogu wskazywały tytuły 22 paneli z udziałem od 5 do 9 prelegentów każdy. Od kilkudziesięciu do kilkuset słuchaczy. Piszę „słuchaczy”, bo szansa na zadanie pytania czy wypowiedź była znikoma. Warte przytoczenia jest pytanie zadane z sali po zakończeniu panelu nr 12 pt. „Jan Paweł II i duch Asyżu”: Czy Duch Święty i duch Asyżu to to samo? Przewodniczący panelowi kard. Roger Etchegaray, wicedziekan Kolegium Kardynalskiego, wprawdzie zastrzegł, że pełna odpowiedź należy do teologów, ale ze swadą dowodził, że Asyż nie ma monopolu, a duch Asyżu nie należy do nikogo, nikt nie ma na niego wyłączności, każdy może do niego nawiązać. Po spotkaniu rozmawiałem z kardynałem, długoletnim współpracownikiem papieża Karola Wojtyły. Nie przypadkiem wybrał ten panel. Na ile wiedział, że patronem tego szczególnego miejsca jest autor „Króla Ducha”. Ten sam, który wyprzedził słowiańskiego papieża strofami swego wiersza.

I tak oto Asyż powrócił do źródeł. Podczas wyprzedzającej Kongres konferencji prasowej kard. Dziwisz nie wykluczył, że spotkania w intencji pokoju w Krakowie będą w przyszłych latach kontynuowane. Kiedy o tym rozmawiałem z młodymi ludźmi zainteresowanymi kongresem, widziałem w ich oczach ogniki radości.

Zdzisław Bielecki, prezes Zarządu Fundacji D.O.M., członek Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów (współzałożyciel i współprzewodniczący), inicjator Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce. Mieszka w Warszawie.

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.