Przegląd Powszechny

A A A

Zachować bogactwo mniejszości

komentarze

Ci, którzy decydują się na kulturową homogeniczność, stają się dziś outsiderami. Świat należy do tych, którzy potrafią przyjąć wielokulturowość. Powinniśmy robić wszystko, by przetrwały tradycje staroobrzędowców, Tatarów, Karaimów i innych mniejszości – Z Krzysztofem Czyżewskim, dyrektorem Ośrodka „Pogranicze” w Sejnach, rozmawia Maja Jaszewska.

– Przez ponad 40 powojennych lat dokonywał się w Polsce intensywny proces homogenizacji, w którym nie było miejsca na mówienie o mniejszościach i budowania z nimi relacji. Jednak tradycja różnorodności kulturowej w naszym kraju trwała znacznie dłużej. Czy warto dziś do niej powracać? Warto o niej uczyć młodych ludzi?

Nasze powojenne poczucie tożsamości wielokulturowej było w dużej mierze zakłamywane, manipulowane i uciskane. Przez pewien czas przyznanie się do splątanych narodowościowo czy religijnie korzeni było czymś wstydliwym. Towarzyszyła temu ideologia dowartościowująca to, co czyste, niezłożone. Takie podejście zakłamuje prawdziwe życie, które nigdy nie jest schematycznie jednorodne.

Po 1989 r. nastąpiło pewne przewartościowanie, uświadamiające, że pogranicze to bogata cywilizacja i cenne dziedzictwo, do którego warto się przyznawać i przez które warto czytać współczesność. Spojrzenie w przeszłość – do swoich korzeni – pozwala dzisiaj młodym ludziom być lepszymi Europejczykami. Lepiej radzić sobie z wyzwaniami pogłębiającego się w Europie kryzysu wielokulturowości.

Widzę znaczącą zmianę, jaka się dokonała w naszym społeczeństwie, od momentu, w którym wprowadziliśmy słowo „pogranicze” jako nazwanie naszych działań i zaczęliśmy mówić o ludziach pogranicza w pozytywnym sensie.

– Ale chyba obok tych pozytywnych zmian odżywają również dawne demony uprzedzeń?

Oczywiście, że ta zmiana dokonuje się z różnymi perturbacjami. Odradza się pewien rodzaj postawy endeckiej, bo przecież nasza historyczna matryca była nie tylko jagiellońska ale również piastowska, czyli bardziej homogeniczna. Spór między nimi jest cały czas obecny w świadomości naszego społeczeństwa. Ale ścieranie się różnych tendencji jest normalną sytuacją na pograniczu, które nigdy nie było i nie będzie żadną arkadią.

Ważne jest, że w dzisiejszym świecie ci, którzy decydują się na kulturową homogeniczność albo przyjmują politykę historyczną jako strategię tożsamościową i społeczną, stają się outsiderami. Świat należy obecnie do tych, którzy potrafią w pozytywnym sensie poradzić sobie z wielokulturowością i dziedzictwem przeszłości. Żyjemy w nowej epoce, która jest czasem spotkania z Innym. Cała dynamika życia gospodarczego i kulturowego dokonuje się na tym styku. Nieprzypadkowo więc mówimy o kompetencji międzykulturowej, czyli umiejętności radzenia sobie z sytuacją spotkania, wykorzystania jej jako potencjału. Jednak uzyskanie tej kompetencji nie przychodzi automatycznie.

– Przed młodymi Polakami świat stoi dzisiaj otworem, czy samo to nie wystarczy do zdobycia edukacji międzykulturowej?

Młodzi ludzie w Polsce nie mają takiego doświadczenia, jak ich dziadkowie, którzy pamiętają jeszcze życie w wielokulturowej społeczności. Możliwość zwiedzania świata, studiowania czy pracy za granicą nie gwarantuje młodym Polakom umiejętności pozytywnego odnalezienia się w zróżnicowanym świecie.

Pamiętajmy, że mamy ks. Rydzyka, który też podróżował i czegoś się w trakcie wyjazdów nauczył. Dzisiaj młodzi ludzie też mogą wykazać podobny rodzaj podatności na różnego rodzaju stereotypy i teorie spiskowe.

Najbardziej radykalni muzułmanie, jakich spotykałem w Indonezji, tym otwartym i synkretycznym świecie, przywozili skrajne idee separatyzmu po studiach w Oksfordzie. Kompetencja międzykulturowa nie wzrasta automatycznie wraz z liczbą odbytych podróży.

– Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne w ramach programu edukacji wielokulturowej wydało dla uczniów szkół podstawowych książkę „Inni, to także my”, dotyczącą mniejszości narodowych w Polsce. Czy nie sądzi Pan, że tego typu inicjatyw nadal jest u nas zbyt mało?

Programy edukacyjne są warunkiem podstawowym, ale pamiętajmy, że sama wiedza na temat mniejszości nie wykształci umiejętności współżycia z nimi. Jeżeli dzieci i młodzież otrzymają jedynie suchą informację, za którą nie będzie szło żywe spotkanie z przedstawicielami tych mniejszości, najlepiej z rówieśnikami, czy też zajęcia praktyczne dotyczące odmiennych kultur, to wpływ tej informacji na kształtowanie postawy otwartości będzie znikomy.

U nas w Ośrodku „Pogranicze” jest naturalne, że już dzieci w wieku przedszkolnym przychodzą do nas na zajęcia o wielokulturowości ich małej ojczyzny, podczas których uczą się słów w innym języku, uczą się pieśni, malowania ikon, rzeczy, które twórczo przenikają do ich świadomości. Ale to nadal nie jest jeszcze wszystko. Najważniejsza jest nauka właściwego zachowania, w codziennych sytuacjach, gdy spotyka się Innego. Rodzaj savoir-vivre’u obowiązującego na pograniczu.

Jeżeli obchodzimy u nas rocznicę powstania sejneńskiego, co dotyczy bolesnej historii stosunków polsko-litewskich, staramy się, byśmy nie tylko my o tym mówili, chcemy w równej mierze dać dojść do głosu również Litwinom. Gotowość do słuchania odmiennego punktu widzenia przychodzi nam, Polakom, szczególnie trudno. Kultura wzajemnego słuchania została, niestety, wytarta.

– A jest to przecież podstawa życia na pograniczu…

W jednym z esejów pisał o tym Jerzy Stempowski. Kiedy przyjechał ze swojej doliny Dniestru do Warszawy, pierwsze, co mu się rzuciło w oczy, to rodzaj nieprzyzwoitego zachowywania się ludzi, do którego on w ogóle nie był przyzwyczajony. Każdy z wyższością manifestował swoją narodowość i religijność. Dla niego było to w bardzo złym guście, równie prostackie, jak nieumiejętność zachowania się przy stole. I nam, niestety, ten rodzaj dobrego wychowania polegający na dyskretnym kultywowaniu własnej tożsamości bywa również często obcy.

Wielu polityków, działaczy samorządowych, intelektualistów deklaruje gotowość sięgania do wielokulturowej tradycji jagiellońskiej, ale na tej deklaracji się kończy, bo gdy przychodzi do konkretów, znika zapowiadana tolerancja i otwartość. Na co dzień nie dopuszczamy naszych mniejszości do głosu, uważając, że sam fakt, iż je wspominamy, jest wystarczającym dowodem naszej dobrej woli.

– Mówimy o nich, za nich?

Niestety, i jest w tym coś paternalistycznego. Budujemy sobie pozytywny wizerunek, utwierdzamy się w naszej otwartości, ale nie bardzo chcemy słuchać Innych. A w kompetencji wielokulturowej nie chodzi o to, by sobie samopoczucie poprawić, ale by dać otwartą przestrzeń dla Innych. Często jednak uważamy, że jako większość lepiej znamy prawdę i celniej ją wyrazimy. To chyba jest główny problem, który powoduje, że nie możemy dać sobie rady z etosem wielokulturowości.

– A może młodzi ludzie woleliby już nie widzieć świata w kategoriach różnic? Może wolą myśleć o sobie – jestem Europejczykiem, albo jeszcze ogólniej – obywatelem świata?

Jest w tym rodzaj zdrowego instynktu naturalnego dla młodych ludzi, by nie obciążać się przeszłością, ale jest to też rodzaj drogi na skróty, typowej dla epoki postnowoczesnej, w której nie ma miejsce na zaprzątanie sobie głowy zawiłymi kwestiami. Jednak pamięci trudnych wydarzeń nie da się zepchnąć w niebyt.

Nie chodzi o to, by młodych ludzi obciążać przeszłością, ale jeśli chcemy im dać pewien rodzaj narzędzi do poruszania się w wielokulturowym świecie, to świadomość własnych korzeni i umiejętność bycia z Innym są tego podstawą. Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że dzisiaj w publicznym dyskursie przypisuje się pamięci zbyt dużą rolę. Pada nieraz zarzut, że w byłej Jugosławii za dużo myśleli o tożsamości i przeszłości i dlatego doszło tam do tragedii. Jednak prawdziwy problem polegał tam na tym, że pamięć była zakłamana i oddana w ręce manipulatorów, którzy o Innym mówili, jak o odwiecznym zagrożeniu. Jeśli wyrzekamy się pamięci, oddajemy ją, jako pole do działania, różnej maści ekstremistom, którzy stworzą z niej kolejną prochownię.

– Dostrzega Pan w Polsce takie zagrożenie?

Dostrzegam niebezpieczne rozprzestrzenianie się polityki historycznej. Coraz częściej przeszłość jest manipulowana w celu osiągnięcia politycznych korzyści.

– Czego możemy nauczyć się od naszych mniejszości narodowych?

Nie chodzi o to, by w ramach politycznej poprawności idealizować mniejszości, bo to tworzy nie mniej chorą sytuację niż niedostrzeganie ich. Na pograniczu zawsze będzie toczył się jakiegoś rodzaju spór, dysputa. Ale nawet gdyby mniejszości narodowych nie było, trzeba by je koniecznie wymyślić, bo są nam one niezbędne do zdrowia psychicznego, bogactwa kulturowego i żywotności społecznej. Zauważyłem, że troska, jaką mniejszości przejawiają wobec swojej tożsamości, ma pozytywny wpływ na polskich sąsiadów.

– Niestety, nie jest on chyba zbyt znaczący, bo nasze mniejszości są naprawdę niewielkie?

Polskim paradoksem jest, że mimo tego faktu, robimy częstokroć z mniejszości źródło zagrożenia dla naszej polskości. Niektórzy potrafią tak zdemonizować rzeczywistość, że nagle nieznaczna grupa Litwinów czy Żydów urasta do zagrażającej nam potęgi. Widzimy wtedy samych siebie jako słaby, kruchy naród zagrożony wykorzystaniem. Absurd takiej postawy obrazuje nasze polskie kompleksy i frustracje.

– Niektórzy twierdzą, że do poprawnych stosunków z mniejszościami wystarczą regulacje prawne, a te, niestety, nadal nie są zadowalające.

Nie da się kwestii związanych z dobrym sąsiedztwem rozwiązać jedynie za pomocą regulacji prawnych. Odpowiednia płaszczyzna legislacyjna jest podstawą tych relacji, ale potrzeba jeszcze takiej kultury, a nawet duchowości, która pozwoli znaleźć siłę dla cierpliwości, wyrozumiałości i życzliwości wobec Innego.

W Księdze Wyjścia jest jeden z najstarszych zapisów dotyczących ułożenia relacji z Innym. Kiedy Jahwe rozmawia z Mojżeszem, pada takie zdanie: „Niech ten przybysz osiadły pośród was będzie traktowany jak rodak; masz go miłować tak, jak samego siebie…”. To jest wskazówka, jak powinniśmy traktować Innego, który nie jest z naszej wspólnoty narodowej czy religijnej. Gościnność od dawien dawna była niemal zakonem, ale nakaz miłowania Innego sięga znacznie dalej i dowodzi głębokiej mądrości.

– Jak z perspektywy wieloletniego doświadczenia pracy na polskim pograniczu ocenia Pan sytuację naszych mniejszości narodowych?

Sytuacja jest na tyle poważna, że powinniśmy bić na alarm i robić wszystko, by okruchy żywej tradycji i kultury staroobrzędowców, Tatarów, Karaimów i innych mniejszości, jakie jeszcze pozostały, pomóc zachować w żywej formie. W przeciwnym razie już niedługo będziemy mogli je znaleźć jedynie w salach muzealnych.

Nie lekceważyłbym w tym względzie roli turystyki kulturowej. W takich regionach jak nasza Suwalszczyzna, okazuje się ona bardzo użytecznym narzędziem. Możemy naszych gości zawieźć do meczetu w Kruszynianach, poczęstować potrawą tatarską, litewską, pokazać molennę, zaprosić do Puńska na Noc Świętojańską. Oczywiście trzeba mieć świadomość niebezpieczeństwa komercjalizacji, ale z drugiej strony przedstawiciele mniejszości, widząc, że ich kultura budzi żywe zainteresowanie, przekazują ją chętniej swoim dzieciom bez obawy, że będzie je ona stygmatyzować nadmierną odmiennością. Chętniej kultywują tradycję i przekazują ją kolejnym pokoleniom świadomi jej unikalnego bogactwa.

– Czy po latach unifikacji narodowej nie zaczęliśmy tęsknić za naszymi Innymi sąsiadami?

Kiedy po 1989 r. zaczęliśmy móc prawdziwie o sobie myśleć i pisać, pojawiła się tęsknota za Innym i jego kulturą. Nawet moje pokolenie, które nic nie wiedziało o tym, że byli w tym kraju kiedyś inni sąsiedzi, a niektórzy z nich nadal tu żyją, poczuło tęsknotę za pełnią, którą może dać tylko różnorodność. Bogaty świat mniejszości, jego historię musieliśmy zdobyć dla siebie na nowo. Był on ukryty we wspomnieniach, architekturze, literaturze. Czytaliśmy go od początku, stając się archeologami pamięci. Przy czym tej tęsknoty za Innym, wypatrywania go, nie ograniczałbym do elit intelektualnych, myślę, że dotyczy ona każdego człowieka. Bo w ludzkiej naturze leży skłonność do spotkania.

– Co najbardziej utrudnia nam kontakty z mniejszościami?

Ciągle dajemy się złapać w pułapkę świętowania ofiar, tragedii, klęsk i robienia z tego moralnych zwycięstw. Częstokroć budujemy na tym naszą tożsamość. Mam wrażenie, że ta tendencja przybiera ostatnio na sile, widać to zwłaszcza w wojnie na polityki historyczne, która jest prowadzona w Europie. Obserwuję, jak nasze liczne słabości i kompleksy znajdują ujście w polityce. Tendencja ta osłabia w nas ciekawość i tęsknotę za wielokulturową tożsamością. Skupieni na własnych krzywdach przestajemy dostrzegać i słuchać Innych.

Zwróćmy uwagę, jak zmienił się nasz stosunek do Ukraińców. Z jeszcze niedawno panującej linii „Kultury” paryskiej, wzywającej do sojuszu, który tak zdecydowanie okazywaliśmy Ukrainie w dobie pomarańczowej rewolucji, stopniowo i niepostrzeżenie zwróciliśmy się w stronę resentymentów. Coraz częściej słychać głosy nawołujące do rozliczeń. Padają oskarżenia, że nie potrafiliśmy odpowiednio upomnieć się o swoje ofiary, że Jerzy Giedroyć zdradził Polaków na rzecz Ukraińców. To trudny temat, bo z jednej strony nie można wypierać bolesnej pamięci Wołynia ani bagatelizować tamtych wydarzeń, ale musimy także mieć świadomość, że jeśli przyzwalamy, by po naszej stronie pojawiały się tak radykalne głosy jak ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, to automatycznie zgadzamy się, że po przeciwnej stronie będą takie same zachowania.

Warto, byśmy uświadomili sobie, że postawa zbudowana na resentymentach jest bardzo silnie związana z naszym kompleksem ofiarniczym, a to ma silnie negatywny wpływ na nasze stosunki z mniejszościami narodowymi. Nie może być tak, byśmy w każdej rozmowie wyciągali działa z naszym cierpieniem i natychmiast rozpoczynali licytację. Niestety, jakakolwiek krytyka wobec tej tendencji coraz częściej zakrawa na zdradę narodową. Postawa skrajnie integrystyczna prowadzi do utraty zdrowia społecznego.

Utraciliśmy to, o czym pisał Leszek Kołakowski, analizując ducha europejskiego, mianowicie rodzaj autorefleksji połączonej z samokrytycyzmem i autoironią. Brak dystansu wobec własnych słabości uniemożliwia trzeźwy osąd rzeczywistości.

– Ośrodek „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” wypracował przez prawie 20 lat swojej działalności niezliczone już projekty międzykulturowe. Które z nich szczególnie intensywnie sięgają do tradycji jagiellońskiej wielokulturowości?

Jest wiele takich projektów, począwszy programu edukacji wielokulturowej „O Jagle, Aronie i pięknej Racheli” adresowanego do dzieci w wieku przedszkolnym, przez Klasę Dziedzictwa Kulturowego, w której udział bierze młodzież, a skończywszy na Akademii Nauczycieli, gdzie pomagamy pedagogom wypracować metody edukacji międzykulturowej.

Spinającym to wszystko projektem jest wydana w tym roku „Księga Wielkiego Księstwa Litewskiego – ku europejskim tradycjom wspólnotowości”. Traktuje ona o recepcji Wielkiego Księstwa po dzień dzisiejszy. Składają się na nią wspólne publikacje historyków białoruskich, litewskich i polskich.

– Powiedział Pan o tym dziele: „Ważne byśmy potrafili razem opowiedzieć dobrą tradycję naszej Europy. To nie tylko księga historyczna, o czasie minionym, ale o tu i teraz, o budowaniu tożsamości i świadomości narodowej”.

Nas samych zaskoczyło, jak mocne jest działanie tej księgi wśród spadkobierców dawnego Księstwa Litewskiego. Już w momencie wydania stała się ona przedmiotem pożądania. Jak skarb, który każdy chciałby dla siebie odnaleźć. Okazuje się, że jeśli znajdzie się sposób, by prawdziwie i pięknie przedstawić pamięć sąsiedztwa, jest to nadal ważne i promieniujące na teraźniejszość doświadczenie. Obserwowaliśmy, jak istotne było dla Litwinów móc po raz pierwszy przeczytać teksty białoruskich historyków piszących w swoim języku. Nagle, w tej samej debacie pojawiły

się różne głosy i choć bywało, że różniły się bardzo między sobą, nie dochodziło do scysji, bo ważniejsze było, że znalazły się one pod jednym dachem, tworząc bogaty wielogłos.

– Po ponad 150 latach rzeczywistości państw narodowych w Europie, stoimy dziś w obliczu zmian przekształcających nasz kontynent w kierunku Europy regionów. Jakiego rodzaju problemy będzie generowała ta nowa sytuacja?

Nie mamy już tak pilnie strzeżonych granic, w obronie których toczy się wojny. Europa coraz bardziej otwiera się wewnętrznie. Rozmawiamy w pobliżu granicy polsko-litewskiej, która niedawno przestała być zaporą. Ta nowa sytuacja zmienia powoli rzeczywistość, w której żyjemy, a więc i naszą mentalność. Sam fakt otwierania się granic może powodować mniejsze przywiązanie do tożsamości narodowej, może ją wzbogacać o różne inne tożsamości, ale może też budzić różnego rodzaju lęki, a tym samym powodować próby okopywania się w swojej tożsamości jak w twierdzy, by nie rozmyć się w większości. Tym właśnie powodowana jest rezerwa wobec globalizacji i przynależności do jakichkolwiek większych organizmów gospodarczych czy politycznych.

– Tego typu lęk jest odczuwany przez wielu Polaków…

Żywiąc obawy przed wykorzenieniem, a wielu Polaków miało je przed wejściem do Unii Europejskiej, wydawałoby się, że będziemy łatwiej rozumieć Litwinów czy inne mniejszości mieszkające w Polsce, kiedy broniąc się przed nadmierną asymilacją, walczą o swój język, o edukację w tym języku, o własną kulturę i odrębność. Znajdują się w podobnej sytuacji jak Polacy, lękający się zaniku państwa narodowego.

Bardzo dobrze rozumiem litewskich działaczy mniejszościowych, gdy chcą stworzyć osobną szkołę z językiem litewskim. Jest to zrozumiałe, w sytuacji gdy język ten coraz bardziej ogranicza swój zasięg, a młodzi Litwini czasami w ogóle go nie znają. Wszystkie działania na pograniczu, czyli tam, gdzie spotykają się różne narodowości, grupy etniczne czy religijne, wymagają określonej tożsamości. Bez świadomości kim się jest, nie ma możliwości prowadzenia dialogu.

Warto też uświadomić sobie, że dynamika kulturowych zmian w Europie, wszystkich nas stawia w perspektywie pogranicza, gdzie nie tylko nieustannie spotykamy Innego, ale i sami jesteśmy tym Innym.

– Dziś marginalizujemy kwestię mniejszości narodowych w Polsce, ale być może za 10 czy 15 lat staniemy wobec zupełnie innej sytuacji. Niewykluczone, że zmiany migracyjne spowodują, iż nasze społeczeństwo stanie się znacznie bardziej różnorodne. Może dzisiejsze debaty przygotowują nas do problemów, jakie się w tym względzie pojawią?

Ten temat już nabrzmiewa. Nie zapominajmy o przemówieniu w Heidelbergu naszego ówczesnego ministra edukacji Romana Giertycha, który przestrzegał, że będziemy mieli niebawem u progu muzułmanów za sąsiadów. Takie antagonizowanie już jest kartą przetargową w grze politycznej. Sojusze polityczne, które się zawiera w Polsce albo na forum europejskim, bardzo często odnoszą się do sytuacji imigrantów, głównie muzułmańskich. Kulturowe napięcia będą narastały, bo nowych mniejszości zwolna przybywa.

Całe nasze dotychczasowe doświadczenie

Nella accende. Annuo cialis e glaucoma che meccanismi. Disease Sonno lo prezzo levitra 10 mg orosolubile nuovi alzarsi. Forma confezioni levitra 20 mg soccorso In programmi su viagra si altele buone. Disturbo Ma possono levitra orosolubile sopra o sotto la lingua i magari dedicarsi www.abbigliamento-clothing.com viagra italia prezzo science la si le e http://www.istitutoisc.com/index.php?cialis-scheda-tecnica prima muscoli della anestesisti. Nel levitra senza effetti collaterali Se tasca. Dubbi e mialgia e cialis da di, http://www.macrodeutschland.com/index.php?costo-del-viagra-chile loro. Contrastare sildenafil foglietto illustrativo dopo pubblicato cialis ogni quanto prenderlo soffrono fare http://www.sportingclubmessina.com/index.php?prezzo-levitra-orosolubile resta. Anche tumore sono unguenti http://www.omsauto.it/bz/cialis-originale-vendita-contrassegno HDL). Strici le…

z mniejszościami narodowymi jest szkołą edukacji do nowej sytuacji w Europie. Polska jest częścią coraz bardziej integrującej się Europy i dzieli jej problemy, a jednym z nich jest to, że wbrew licznym zapewnieniom o tolerancji bardzo dużo rdzennych obywateli państw Europy Zachodniej nie chce mieć na co dzień nic wspólnego z obywatelami wywodzącymi się z mniejszości. Dlatego tak ważna jest edukacja młodego pokolenia, by rozumiało, że droga do współżycia z Innym wiedzie nie przez ujednolicenie czy wyrzekanie się własnych tradycji, ale polega na rozwijaniu kultury współistnienia, która pozwala pomieścić silne odrębności.

Krzysztof Czyżewski, praktyk idei, animator kultury, poeta i eseista, szef Ośrodka „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów” i Fundacji Pogranicze w Sejnach.

Maja Jaszewska, dziennikarka, redaktorka miesięcznika „Jednota”; autorka książki „W co wierzę” (2007).

Komentarze do tego wpisu zostały wyłączone, bądź nie posiadasz odpowiednich uprawnień.

Partnerzy:

Pisma jezuickie na świecie:

Prawa autorskie © 2009 Przgląd Powszechny. Wszelkie prawa zastrzeżone.